Do
domu wrócił jak najszybciej po pracy, niestety i tak było już dość późno. Na
dworze ciemno, a z nieba sypał śnieg. Uroki grudnia, nadchodzących świąt i
trwającej wówczas zimy. Godzina była siedemnasta. Wkroczył do mieszkania, syna
zostawił z jakąś nastoletnią chcącą dorabiać sąsiadką. Wyglądała na
sympatyczną, dlatego jakoś nie obawiał się zostawiać z dzieckiem. Choć chyba
była obojętna na wszelkie zabawy z nim. Tak jak teraz. Naoki siedział na
dywanie w salonie i układał wieże z rozsypanych wszędzie klocków, a dziewczyna
siedziała na kanapie i oglądała telewizje. Odchrząknął głośno uprzedzając o
swoim przybyciu, podziękował jej za opiekę i wypłacił należne pieniądze za to.
Gdy wyszła z mieszkania zamknął górny zamek. Po rozebraniu mokrych rzeczy,
skierował się do dziecka, usiadł obok niego na dywanie i chwile obserwował jego
wyczyny.
Zajmuje
się nim już jakieś trzy miesiące i odczuwa jakąś niesytość w spełnieniu się w
roli ojca… może ludzie wokół mieli racje? Jest za młody, za dużo przyjął na
siebie obowiązków i teraz zaniedbuje je wszystkie. Nie wyrabia i najlepiej
jednak było oddać Naokiego w odpowiedzialne ręce kochającej rodziny.
-
Naoki, jak ci minął dzień? – zapytał, wie, że mu nie odpowie, ale potrzebował
jakiegoś wygadania. No i chciał, by syn jakoś poczuł jego obecność,
zainteresowanie. – Mi fatalnie, znowu dostałem ochrzan, że się nie skupiam. To
trudne, skoro moją jedyną myślą zawsze jesteś ty – uśmiechnął się, składając
jakieś dwa klocki.
-
Daj! – mruknął swoim pociesznym głosem. Sasori podał mu przedmiot, czochrając
czarne włoski.
-
W dodatku ostatnio bardzo się opuściłem w nauce, jak babcia się dowie, to mi
urządzi jakiś monolog. Bo po co studiuje skoro się nie uczę… - westchnął
ciężko. – wiesz…
-
Daj! – wskazał na klocka, którego znowu dłubał w ręku.
-
Masz – odrzekł, wystawiając go na dłoni. – Naoki… ja jestem dla ciebie beznadziejny…
zaniedbuje pracę, zaniedbuje naukę a i tak nie poświęcam ci dostatecznie dużo
czasu – przerwał, czując iż głos mu się łamie. Nie chciał przy nim płakać. –
naprawdę się staram, ale nie wychodzi tak jak zamierzam… naprawdę cię kocham,
ale… - jęknął. – ale czasami… zastanawiam się… czy nie podarować ci lepszej
rodziny… takiej z mamą i tatą… - podciągnął pod nosem, złapał go za rękę chcąc
przybliżyć i przytulić.
- Ym! Ymm! – zawołał, przekręcając przy tym energicznie główką. Chciał skończyć
wieże. Wieża ważniejsza.
-
Przepraszam – mruknął z lekkim uśmiechem. Przetarł oczy od cisnących się na
zewnątrz łez. Naoki kładł klocka na szczycie swojej wieżyczki, a gdy ona się
nie zwaliła, przyklasnął sobie radośnie. Ej tato, patrz na mój wieżyczkę! Jaka
duża! Trochę się chwieje, ale stoi. Patrz tatusiu! Jesteś ze mnie dumny, tato?
Tato!
-
Tata! – zawołał Naoki, wskazując na wysoką wieże, która cudem się nie zwaliła.
-
Ładni… chwila – wytrzeszczył oczy, przybliżając się na klęczkach do dziecka. –
Jak mnie nazwałeś? Powiedziałeś Tata?! – złapał go za ramiona, wpatrując w jego
brązowe oczka. Chłopiec odwrócił się do wieży, wskazując na nią dziecięcym
mruknięciem. – Świetna jest, synu. Brawo – przytulił go do siebie bardzo
szczelnie. – a teraz możesz powtórzyć? Powiedz tata – poprosił z nadzieją,
chłopiec patrzył tęsknie na wieże, dlatego już jednak wolał go nie męczyć i
wypuścił z uścisku. Kolejny raz przetarł oczy i wstał z ziemi, z zadowoleniem
kierował się do kuchni, by przyszykować kolację.
-
Tata! – ponownie zawołał chłopiec chcąc podpełznąć na czworaka do taty, jednak
wtedy strącił przez przypadek swoją budowlę.
- Ostrożnie
– na powrót usiadł przy dziecku z uśmiechem, było mu tak miło, kiedy tak się do
niego zwracał. Wcześniej tylko mama, mama, a teraz to ucichło i zostało
zastąpione tatą.
Niestety
po jakiś trzech sekundach napawania się dumą, mały się rozpłakał. To była jego
wieża! Własnej roboty! Chciał ją pokazać wujkowi Deidarze, bo on mu zawsze
ładne domki budował. Sasori przejął się jego stanem i zaczął uspokajać.
Dopiero, gdy wpadła na pomysł ułożenia nowej wieży to był cicho.
- E! – zawołał chłopiec, denerwując się postępowaniem taty. Owszem, szło mu
całkiem dobrze i szybko, ale on sam chciał ustawiać! Niech nie robi wszystkiego
sam, on się może potem pobawić! Teraz jest czas Naosia!
-
No to co mam robić?! jak jesteś taki mądry to mi pokaż – bąknął niby to oburzony.
Mały Akasuna wziął z ziemi klocka i wepchnął w ręce Sasoriego. – No klocek,
czerwony.
-
Daj! – rozkazał. Już kuma, ma mu podawać zabawki, a on sam będzie układał…
spoko, ale kto zrobi kolację…
Przed
świętami Naoki wybrał się na zakupy. Konan bardzo chciała mu sprezentować jakiś
gwiazdkowy prezent, a Sasori pozwolił jej go zabrać. Jak na złość w czasie jej
wyjścia wpadł Hidan, a słysząc o spacerku chciał wybrać się z nimi. Konan
uspokoiła Sasoriego mówiąc, że dadzą sobie radę, ale i tak nie był przekonany.
Koniec końców, wyszło tak, jak sobie zażyczyła Konan. Jak kobiety to robią, że
jest zawsze po ich myśli… w każdym razie nawet i lepiej, bo Hidan przyjechał
samochodem, a nie będą chłopca skazywać na zimowy mróz.
Kiedy
byli już w środku budynku Konan postawiła Naokiego na nogi i trzymając za
rączkę szła w kierunku, który jej wyznaczał. Przy okazji rozmawiała z Hidanem,
bo nawet dla niej, jego sympatia do dziecka była podejrzana.
-
Powiedz mi – naciskała kolejny raz. Chciała wiedzieć, a była bardzo uparta, więc
nie potrzebnie jej kłamie, a oczywiste, że kłamie.
-
Mówię ci. Lubię go, jest zajebisty i ma gust – powtórzył, nie rozumie, dlaczego
ona też mu nie wierzy. Oni wszyscy by chyba chcieli, aby okazał się pedofilem…
mógłby im to powiedzieć dla świętego spokoju, ale Saso się nie zna na żartach.
Na jego żartach.
-
Powiedz prawdę – Hidan westchnął ciężko. Takie są rozmowy z babami… - pokaże ci
cycki – dodała, no musiała wiedzieć! Nie ważne jakim kosztem.
-
Konan, jesteś jak siostra. Myślisz, że chciałbym oglądać cycki siostry?
-
No…nie… - rzekła z grymasem na twarzy.
-
Błąd. Pokazuj – wyszczerzył się. Cycki to cycki, każde fajne tylko nie A i małe
B.
-
Najpierw powiedz.
-
Okej, no więc, Nao pomaga mi podrywać. Odkryłem, że laski lecą na gości z
dzieckiem u boku. W ogóle jak podryw się nie uda to jest z niego fajny
towarzysz – zakończył wypowiedź i wziął go na ręce. – no nie, kumplu?
- Mhm! – mruknął z uśmiechem i zaczął rozglądać się na boki. Wujek był strasznie
wysoki, nie to co tata. Z ramion wujka widział niemal cały sklep. Duża choinka
na końcu była interesująca. Pójdzie tam, ale bez cioci i wujka. Taka samotna
misja, jak w bajce, którą wczoraj
oglądał.
-
Pjona! – wystawił rękę, w którą po chwili przybił mu Naoki. – No to pokaż
cycki.
-
Nie. ta odpowiedź mnie nie satysfakcjonowała. O, chodźmy do tego sklepu –
wskazała na sklep za nimi i pociągnęła tam Hidana.
Ale
to nie fair. Tak okropnie wyciągnęła z niego informacje… znaczy nie powiedział
nic nowego, ale ceną były cycki. Tyle przegrać… w środku jednej z arkad
centrum, roiło się od elektronicznych zabawek. Hidan wytrzeszczył oczy,
wszystko było takie zajebiste! Chyba wykupi cały sklep, niektóre zabawki co
prawda nie są przeznaczone dla małych dzieci, jak Naoki, ale duże dzieci, jak
Hidan mogą się tym bawić.
-
Patrz Naoki, tor wyścigowy…! Patrz, kolejka…! Patrz, klocki LEGO zbuduj swoje
miasto…!
-
Patrz Hidan, wyjście! – sarknęła Konan, odbierając mu dziecko. – Idź się tym
pobaw, bo wpadniesz w jakiś zakupowy szał – mruknęła do niego. – Naoś, pokaż cioci
jaka zabawka ci się podoba.
-
Ciocia to chyba pokrewne słowo cioty – zaśmiał się Hidan.
-
W takim razie wujek to chujek, zadowolony? – odgryzła się i ruszyła za Naokim,
co zatrzymał się przy jednym z zdalnie sterowanym samochodziku.
-
Och, zajebisty wybór, mały zwycięzco. Patrz – ukucnął za chłopcem i posterował
mu samochodem, w momencie, kiedy dowalił do jednej z półek, zaczął mu wesoło
klaskać i się śmiać. – morda, mrugnąłem wtedy – bąknął w swojej obronie. – to
co? Kupujemy?
- Ymym – przytaknął chłopiec i ruszył po kolejne zdobycze.
Chłopiec
zahaczał o różne zabawki od kupna niektórych Konan musiała odciągać Hidana, ale
może zaledwie dwa razy jej się to udało. Mężczyzna nieźle szastał pieniędzmi… w
takich chwilach chciałaby by być Naokim, niestety życie nie rozpieszcza.
-
Może już wystarczy? Zamierzasz cały sklep kupić? – przewróciła lakonicznie
oczami. Fakt, nie jej sprawa, co robi z pieniędzmi, ale Sasori chyba jebnie,
jak to wszystko zobaczy. Będzie musiał się wyprowadzić, aby wszystko pomieścić
w domu.
- Wiesz,
myślałem nad tym, ale nie. Interesuje mnie jedynie zawartość.
-
Co za ulga… wszystkim kupujesz prezenty pod choinkę? – zapytała z nutą nadziei,
nie jest jakaś wybredna, ale za jedną parę butów, dałaby się zabić.
-
Nie, znaczy kiedyś sobie kupowaliśmy prezenty, ale to było nieuczciwe. Ja im
kupowałem jakieś wypasione ipody czy coś, a oni mi jakieś gówniane swetry.
-
Nie każdego stać na godny ciebie prezent – stwierdziła Konan, oglądając pudełko
klocków LEGO z edycji Hobbita. – Nao też ci nie odkupi prezentu.
-
Wolno myślisz, siostro. Saso w podzięce częściej mi będzie go pożyczał –
dziewczyna spojrzała na niego z politowaniem. Co za absurd, nie wie czy ma go
uświadomić w błędnym rozumowaniu, ale chyba sobie daruje, nie będzie dziecka
pozbawiać hojności wujka.
Spojrzała
w bok, gdzie chłopczyk się przed chwilą przemieścił na czworaka. Siedział wśród
góry maskotek, każdego rodzaju. Przytulił się do wielkiego pieska, większego od
niego. Był czarny, miękki i nawet szczekał. Konan uśmiechnęła się do chłopca,
który jakby na ten gest się zawstydził i radośnie odwrócił głowę na bok, leżąc
na wypchanym zwierzęciu. Wszem i wobec ogłosiła, że piecho będzie jej prezentem
świątecznym dla małego. Hidan by skomentował prychnięciem i wzruszeniem
ramionami, ale przez to, by pewnie dostał w łeb, a od Konan mogłoby jednak
boleć.
-
Tam! Tam! – zawołał Naoki wskazując cioci wielką choinkę, kiedy wyszli już ze
sklepu.
-
Okej, jak chcesz. Hidan zanieś wszystko, a potem do nas dołączysz – zarządziła
i nie słuchając protestów, które nie miały nawet prawa bytu, ruszyła przed
siebie.
Podszedł
do nich aniołek i wręczył obojgu czerwone czapki na głowy i pokazała miejsce, gdzie jeden, a właściwie jedna z
słynnych fotografów za drobną opłatą, wykonuje dzieciom sesje zdjęciowe w
świątecznej odsłonie. Nie było na co czekać, od razu ustawiła się w kolejce.
Taka szansa może się już nie przytrafić.
W
domu byli po siedemnastej, trochę im to wszystko zajęło, bo Hidanowi spodobała
się pani z aparatem, wrócili by autobusem, ale… no w sumie, dlaczego nie
wróciła? Na wszystkie dobre pomysły musi wpadać dopiero po czasie.
-
Wróciliśmy! – zawołała wchodząc do mieszkania Akasuny. Hidan trochę się
zdziwił, bo wchodzi sobie jak do siebie, on by dostał opierdol. Ciekawe czy
Konan też dostanie…?
-
No nareszcie – mruknął Sasori, podchodząc do gości.
-
Tata! – zawołał radośnie Naoki i wyciągnął ręce do rodzica. Odebrał go i zaczął
rozbierać z zimowych ubrań. Rany, ale zimno na tym podwórku, patrz tato
zabrałem ze sobą śnieg! Otworzył swoją dłoń, w której była garstka śniegu.
-
Fajnie było? – zapytał Sasori i strącił z niego ten cały śnieg. Po prostu, żeby
mu nie było zimno, nie wiedział, że chciał mu pokazać ten biały puch. Dlatego
też nie rozumiał, dlaczego mały się tak nagle rozpłakał. – Chyba jednak nie –
stwierdził, patrząc z drwiną na winowajców.
-
Pff, dobrze się z nami bawił. Masz dowody – mruknęła Konan, podając mu kopertę
ze zdjęciami z sesji.
-
Nie tylko on się dobrze bawił – uśmiechnął się dumnie Hidan. Dorośli spojrzeli
na niego spod byka. – Normalnie miałbyś te zdjęcia dopiero za tydzień –
wytłumaczył się, powinien go kumpel docenić. Nie działał jedynie dla własnej
korzyści. – Nie ma za co – burknął.
Potem
Konan chciała zmienić temat, na prezenty. Gestem ręki nakazała Hidanowi wnieść
wszystko i właśnie na widok wszystkiego się przeraził. Dziewczyna od razu
ogłosiła, że kupiła tylko jednego pluszaka. Nie chciała być w centrum
opierdolu.
-
Hidan ciebie równo popierdoliło? Po cholerę mu tyle gratów?
-
Mówiłam mu – wtrąciła Konan, przejmując Naokiego i uspokajając go. Po drugie,
to całkiem fajne oglądać jak taki Sasori opieprza Hidana. Taka żona i mąż.
-
Ja-Jakich gratów? – oburzył się. – To najlepsze i najmodniejsze zabawki!
-
Może, ale niektóre są od trzech lub siedmiu lat! Naoki ma rok, debilu!
-
Jedenaście miesięcy – poprawił. Co go postarza? zresztą na urodziny mu też coś
kupi, chyba go nie podejrzewa, że nie kupiłby.
-
Nie pajacuj… Hidan żadna z tych zabawek nie jest do jego użytku. Jest na to za
mały, wszystko wsadza do buzi. Co z tym ma niby robi… to kolejka? Nie! Stop! –
upomniał się, ale w sumie… zawsze chciał się pobawić kolejką, jak na filmach z
jego czasów. – Hidan…
-
Czekaj! – zawołał z entuzjazmem i wywalił na podłogę kilka pudeł z modelami
samochodów. Jeden był rozpakowany, ale to dlatego, że chciał oglądnąć i okazało
się, że wyciąganie zabawek z pudełek upoważnia do kupna zabawki. –
Transformersy! – pokazał mu jak z samochodu powstał robot.
-
Pokaż – odebrał mu przedmiot i sam zaczął go na nowo składać.
-
Gdzie kurwa! Najpierw rozkładasz rękę a potem głowę!
-
Spier-Spierdalaj mówię! Sam to zrobię!
-
Chuja zrobisz, pokaż to!
-
Wypierdalaj!
Konan
patrzyła na ich kłótnie z politowaniem, no poważnie? Tak się zachowują dorośli
ludzie? Albo raczej, dorośli mężczyźni? Naoki postanowił dołączyć do dorosłych,
znaczy robota im zostawił. Szukał po reklamówkach autka, które samo jeździ.
Chciał teraz sam spróbować! Wujek się bawił, nawet ciocia, przez co jakiś pan
się przewrócił, to było takie śmieszne! Konan postanowiła ich już zostawić samych
sobie, pożegnała się krótko i wyszła. W dalszym ciągu na korytarzu dało się
usłyszeć ich szydercze dialogi.
-
Jak ty dziecko zrobiłeś, skoro robota nie umiesz?!
-
Akurat dziecko jest prościej zrobić…! – Konan plasnęła się w czoło na wywód
Sasoriego. Prawdziwy, ale tak żałośnie zabrzmiał.
-
Pewnie, że prościej, działałeś tak szybko, że nawet nie zauważyłeś! Pokaż mi to
kurwa!
- Spierdalaj!
I w ogóle najlepiej zamilknij… na wieki!
-
Nie mów mi jak mam żyć! – warknął Hidan i to był ostatni tekst, który zdołała
zasłyszeć. Rany, mogli by się chociaż przy dziecku uspokoić i zachować pozory
normalności.
Czas
zleciał wszystkim naprawdę szybko. Już zaczął się kwiecień, wiosna przyszła na
dobre i cała natura sprzyjała jej pięknu. Zieleń kwitła jak najmocniej, słońce
świeciło i prażyło w najlepsze, a za oknem świerkały ptaki, które niedawno
powróciły z ciepłych krajów. Co po niektórzy z chłopaków-studentów, od początku
roku mieli praktyki zawodowe. Sasori jako lekarz, Itachi jako prawnik, a Nagato
jako nauczyciel matematyki. Dzisiaj miał samodzielnie przeprowadzić jedną
lekcję, z tego powodu bardzo się ekscytował. W końcu poczuje jak to jest,
chociaż nie może być źle, nie ma opcji.
Wyszedł
z pokoju nauczycielskiego z dziennikiem w ręku. Uczniowie przed klasą byli
całkowicie na luzie, choć nie wiedzieli, że będzie ich uczył ktoś nowy, w ogóle
nie okazali zainteresowania nowemu kolesiowi, który otwierał im drzwi do klasy.
Wkraczali do pomieszczenia niczym jakieś zombi.
-
Witajcie. Jestem tutaj tylko praktykantem, przez najbliższy tydzień będę was
douczał na matematyce, a nazywam się Nagato Uzuma…
-
Czyli nie mamy w tym tygodniu matmy? – zapytał jakiś rozradowany tą interpretacją,
uczeń.
-
Nie no macie. Ze mną. Nagato Uzumaki – uśmiechnął się do uczniów, ale oni nie
pałali takim entuzjazmem, co ich profesor. – To może nim zaczniemy, macie
jakieś pytania co do bieżącego materiału. Ktoś coś nie rozumie? – odpowiedziała
mu cisza. – Wszystko wiecie?
-
Pewnie, jesteśmy klasą geniuszy – stwierdził jeden z chłopaków w tyle. W takich
miejscach zwykle siadają kozaki z wyjebanym podejściem do wszystkiego.
-
Świetnie. W takim razie ja mam kilka pytań, zapraszam do tablicy.
-
Eee… zgłaszam nieprzygotowanie – zakomunikował ze strachem.
-
No chodź, śmiało – zachęcił chłopaka, jednak się spierał, a cała klasa jakby
prowadziła z Nagato negocjacje w stylu odpowiedź bez oceny, łatwe pytania albo
wpisanie po prostu pozytywnej oceny bez żadnego zobowiązania. – Dobra, będą
łatwe pytania. Na kartkówce byłyby za jeden punkt.
-
A ile będzie tych pytań? – marudził, wlekąc się do biurka z zeszytem. Nic nie
umiał.
-
Trzy – mruknął, a ten aż się przeżegnał. – Spokojnie, jak się nazywasz?
-
Danny – szepnął cicho, profesor wziął do rąk jego zeszyt. Pusty zeszyt. –
Często chorowałem – stwierdził, widząc jego pytające spojrzenie. Dziewczyny
zachichotały na to stwierdzenie, jedna użyczyła nauczycielowi swoich notatek.
-
Dobrze… oblicz mi pięć silnia – powiedział pisząc na tablicy piątkę, wykrzyknik
i znak równości.
-
O boże… a więc… pięć – patrzył na mimikę twarzy Nagato. – razy…? – ten z
uśmiechem powrócił do zeszytu. Czyli dobrze mówi. – pięć, razy pięć, razy pięć,
raz…
-
Hej, hej! To silnia, a nie potęga – upomniał, a chłopak zbladł. – pamiętasz jak
się oblicza silnię?
-
J-Jasne… siłowo, hehe – zaśmiał się zakłopotany, a cała klasa podzieliła jego
humor. Nagato westchnął i zaczął tłumaczyć uczniowi ten matematyczny zabieg,
podał mu wzór i wspólnymi siłami wyciągnęli z tego rozwiązanie. Danny, aż
postanowił sobie to u siebie zanotować. – czyli pięć silnia to pięć razy
cztery, razy trzy, razy dwa i razy jeden – Nagato przytaknął ruchem głowy. –
czyli sto dwadzieścia.
-
Dobrze.
-
Pff, takie łatwe – prychnął, a klasa się zaśmiała. Nagato zaczął pisać na
tablicy logarytm liczby szesnaście, przy podstawie cztery równa się dwa, a
uczeń patrzył na to działanie jak na egipskie hieroglify. – ja pieprzę…
-
Powiedz mi, do jakiej potęgi podnieść liczbę a, żeby otrzymać liczbę b –
wypowiedział polecenie.
-
No… pomodlę się jeszcze – stwierdził i ponownie przeżegnał, a cała klasa się z
niego zaśmiała.
-
Danny, przecież jesteś ateistą – zawołał kolega z jego ławki.
-
Nie na matematyce – wyjaśnił mu, a wszyscy ponownie się zaśmiali. – Panie
profesorze, miało być łatwe… w ogóle mieliśmy takie coś? – spytał klasy, ale te
Brutusy przytakiwały.
-
Jest łatwe… odpowiedź masz w sumie na tablicy – oznajmił spokojnie. No dał mu
zadanie z wynikiem na tacy, a ten się jeszcze burzy. – wzór na b jest a do
potęgi c – napisał mu na tablicy dla ułatwienia, ale bynajmniej mu to nie
ułatwiło. - czego nie rozumiesz?
-
No, skąd tu jakieś a, b, c skoro na tablicy jest l, o, g – wskazał na literki,
klasa wybuchła śmiechem, w powietrzu przelatywały różne słowa… najczęściej
„jaki debil”. Obrócił się z nadzieją do kolegów, kiedy Nagato załamywał ręce i
usłyszał odpowiedź. – Wiem! Potęgą będzie dwa!
-
Dobrze.
-
Ahah! – wydał z siebie triumfalny okrzyk.
-
Dlaczego?
Ten
nauczyciel go zabijał psychicznie, nie wie kurwa… bo tak? Jeszcze kazał mu
wyznaczyć liczbę logarytmowaną i podstawę logarytmu. No człowieku ŁOT DA FAK?!
No, ale szybko ogarnął co kiedy się podstawia i faktycznie, wystarczyło wykonać
działanie cztery do potęgi drugiej i to będzie szesnaście. Takie banalne, a nie
wiedział. Tyle przegrać.
-
No to ostatnie zadanie.
-
Ale niech mu pan da łatwe – poprosiła jedna uczennica. A jakie mu do tej pory
zadawał, no ludzie!
-
Takie na poziomie gimnazjum – dodał jakiś chłopak.
-
Nie… nie róbcie z kolegi jakiegoś umysłowego kaleki…
-
Nie, nie! Mi ta rola pasuję – wtrącił Danny, naprawdę był tym przejęty. Nagato
westchnął i poddał się wymaganiom uczniów. Rozrysował na tablicy trójkąt
prostokątny oznaczył przy i przeciwprostokątną, a drugą przyprostokątną
oznaczył iksem.
-
Znajdź iksa – nakazał oddając mu marker do rąk. Danny zapowietrzył policzki i
wypuścił powietrze.
-
Tutaj jest – oznajmił i zakreślił w kółko literkę „X”, cała klasa zaśmiała się
z niego, a Nagato plasnął się w twarz. – Nie no, żartowałem. To potrafię
rozwiązać.
-
Nie zawiedź mnie – mruknął, śledząc czujnie jego poczynania. – bo stracę wiarę
w młodzież…
I
na szczęście rozwiązał dobrze, więc za trzecie zadanie przyznał mu cały jeden
punkt, za drugie zero i za pierwsze tylko pół. W każdym razie wychodziła dwója,
więc koledzy zaczęli interweniować. Bo w końcu sam obliczał, a to ponoć i tak
wielkie osiągnięcie. Także już dał mu tą trójkę i przeszedł do głównej lekcji.
Funkcje liniowe!
W drzwi mieszkania
rozbrzmiało walenie do drzwi. Sasori wiedział doskonale, kto się do niego
dobija, dlatego z westchnięciem ruszył w tamtą stronę. Pociągnął za klamkę, bez
słowa tylko gestem dłoni, zaprosił blondwłosego przyjaciela do środka.
Skierowali się do kuchni, gdzie Sasori pomógł zejść z krzesła, swojemu już
półtorarocznemu dziecku. Deidara rozsiadł się szeroko na boku krzesła,
przyglądając się gniewnie przyjacielowi, natomiast on obojętnie wycierał
ręcznikiem, zmyte naczynia. Naoki spacerował sobie wokół nóg ojca.
- Dlaczego akurat
ja? – zaczął marudzić, to była kwestia sekund, nim rozpocznie. Gospodarz wciąż
z obojętnym wyrazem twarzy, westchnął głęboko i w miarę słyszalnie. Ile można
się powtarzać.
- Bo ty jesteś
najbardziej godny mojego zaufania – oznajmił rudowłosy, jego towarzysz w odpowiedzi
prychnął.
- Chyba kpisz, nie
lubię dzieci. Nienawidzę dzieci, a ty mnie jeszcze prosisz o zajęcie się swoim
smarkaczem – mały zaśmiał się głośno, w jego głowie to słowo pewnie brzmiało
bardzo zabawnie. Sasori uśmiechnął się do siebie i poczochrał mu czarne
włosy. – chcesz się go pozbyć i
wynajmujesz mnie?
- Dei, to tylko
kilka godzin. Naoki ma być żywy – bąknął, musi wyjść do szkoły, egzaminy same
się nie napiszą, a nie chce pisać poprawek we wrześniu. Przynajmniej nie
wszystkich, na dwa może sobie pozwolić.
- Nie obiecuję.
Będzie miał uszczerbek na umyśle, jak ojciec – stwierdził oschle. Chłopczyk
patrzył na niego z zafascynowaniem, na co nie zwracał uwagi.
- Nie mam
uszczerbku na umyśle.
- Masz – warknął, a
dzieciaka spiorunował spojrzeniem. – niech on się tak na mnie nie gapi, wiem,
że jestem zajebisty, ale jego kocie oczy mnie wkurwiają.
- Naoki, nie patrz
na wujka, bo go onieśmielasz – sarknął, a chłopczyk przekręcił głową.
Mężczyźni wrócili
do rozmowy, gdzie Dei dawał milion innych opcji na opiekunkę. Kurwa, czy on nie
rozumie, że jest już na miejscu, więc po
cholerę myśleć o innych rozwiązaniach. Naoki nadal wpatrywał się w Deidare,
siedział bokiem na krześle, jedną ręką opary o stół, drugą o oparcie krzesła,
rozmawiał zaciekle z jego ojcem, całkowicie ignorując jego osobę. Uśmiechnął
się wesoło i podbiegł do blondyna i przytulił do brzucha.
- Kolik, koliciek!
– zawołał chłopiec. Deidara skrzywił się na te czułość i w ogóle tego nie
odwzajemnił, posłał Akasunie spojrzenie o tytule WTF. Też był zdziwiony tym
zachowaniem, ale po chwili ogarnął.
- To pewnie przez
bluzkę – stwierdził. Blondyn miał na niej wydrukowany motyw z anime „Doubt”,
lekko pokrwawioną głowę królika… chyba powinien się martwić tym dzieckiem,
wyrasta na psychopatę.
- Chuj mnie to
obchodzi, weź go ode mnie! – warknął, a chłopiec tylko wzmocnił uścisk.
- Było nie zakładać
takiej bluzki – westchnął Sasori. – to zaprzyjaźnijcie się, a ja skocze do
kibla – oznajmił, jak gdyby nigdy nic i wyminął towarzystwo. Na jego twarz
wkradł się perfidny uśmieszek, którego w żaden sposób nie zdołał ukryć.
- A-Akasuna! Ja
pierdole, zajebie cię słyszysz! – zawołał w stronę, którą odszedł, zaśmiał się.
Co za skurwiel, zostawić go TAK z dzieciakiem. Odepchnął go lekko od siebie,
lekko oznaczało już wystarczającą odległość. – Odwal się, jasne?
- Koliciek… -
odrzekł smutno, wpatrując się w koszulkę.
- On zabija ludzi,
chcesz być następny? – patrzył na niego niezrozumiale. Był też zawiedziony,
chciał się przytulić… oczy zaczęły się szklić, a wyraz twarzy mówił jedno. –
Nie radzę – warknął groźnie, lecz i tak zaczął rozpaczać na cały regulator.
- Deidara! –
rozległ się gniewny krzyk gospodarza.
- Co?! – odparł mu.
Nic przecież nie zrobił, ta mała beksa sama się wydarła. On nie jest jakąś
kurwa prywatną przytulanką, nie zgadzał się na to!
- Weź go ucisz! Ale
w cywilizowany sposób! – zastrzegł Sasori, niwecząc piękny pomysł Dei’a
dotyczący zakneblowania, który narodził
się w jego głowie. Westchnął ciężko szukając jakiegoś sposobu uciszenia.
- Zamknij się…
chcesz jeść…? Pooglądać coś w telewizji…? Spać…? – każda propozycja tylko
wzmagała jego płacz, a przecież tak się starał nie wkurwić. Jak rudy
powstrzymuje się od wpieprzenia mu? – DOBRA! – zawołał groźnie i szarpnął
dzieciaka za nadgarstek, pozwolił mu się do siebie przytulić, krzywiąc się
wyraźnie.
Naoki bardzo
ucieszył się z tego rozwiązania i wtulił mocno w królika. Co za dzieciak… nie
jest normalny… wyjął z kieszeni opakowanie, a z niego chusteczki i obtarł
niedbale, mokrą od łez, twarz chłopca, jeszcze mu zasmarka koszulkę… mały
smark, ale aby za ten czas był spokój. Poklepał małego po plecach w oczekiwaniu
na jego ojca. Co on tyle w kiblu robił?
- Jaki słodki widok
– uśmiechnął się Sasori, zapinając sobie bluzę. – moi dwaj mężczyźni – dodał
głupio, zaśmiewając się pod nosem. Dei prychnął, by skryć parsknięcie.
- Spierdalaj –
mruknął obojętnie. – wracaj szybko – dodał, miał w końcu ciekawsze rzeczy do
robienia, no bo nawet wylegiwanie się w łóżku jest lepsze od bycia niańką. W
każdym razie jego wypowiedź została inaczej odebrana, przejmującym głosem
kochanka.
- Postaram się,
króliczku – pogłaskał jego długie, blond pasma włosów z drwiącym uśmiechem.
- Powiedziałem
spierdalaj. Nie prowokuj mnie, bo sam wyjdę – zagroził, czerwono włosy
przewrócił z uśmiechem oczami i ukucnął obok wciąż wtulonego w przyjaciela,
syna.
- Naoki, bądź
grzeczny i słuchaj wujka, dobra? – zapytał poważnie.
- Tata, koliciek –
wskazał na materiał bluzki, całkowicie ignorując wypowiedź ojca.
- Widzę, masz się
słuchać wujka, zrozumiano? – powtórzył, mały przytaknął, choć nie bardzo
ogarniał co oni do niego mówią.
- To pierwszym
rozkazem będzie odwalenie się od kólika! Królika, kurwa! – poprawił się lekko
zarumieniony. Rany boskie, jakby nie mógł powiedzieć od bluzki. Jaka siara… co
za obciach…
- Przecież cię nie
zjada, tylko przytula – żachnął obojętnie Sasori. – wrócę za jakieś trzy
godziny. Bądź grzeczny – ucałował w skroń swojego syna, na co Deidara fuknął
obrzydzony tymi czułostkami. – Co jest? Też chcesz buzi? – zaśmiał się z kolegi,
no bo trochę ta reakcja przypominała zazdrość.
- Ha, ha, ha
wypierdalaj już – odsunął od siebie Naokiego i poszedł za Sasorim, aby zamknąć
po nim drzwi.
Półtoraroczny
chłopczyk pochwycił rączkę swojego opiekuna, co nie bardzo mu się podobało.
Złapał go pod pachy i przerzucił przez oparcie, usadawiając na kanapie. to mu
się spodobało, a zaakcentował to słodkim śmiechem. Wujek był taki silny! Cóż,
przenoszenie worków z cementem na budowie do czegoś się przydało. Akasuna w
czasie ubierania butów mówił o milionach rzeczach dotyczących Naokiego. Rany…
on wypierdala na trzy godziny czy dni? W końcu musiał go siłą wyrzucić za
drzwi, bo by się spóźnił. Spojrzał w brązowe, błyszczące oczy swojego
chwilowego podopiecznego, uśmiechnął się łagodnie i klasnął w dłonie.
- Czas spać –
zarządził, a mały energicznie zaprzeczył główką. Nie będzie spał!
Po czterech
godzinach, które strasznie szybko mu zleciały, wracał już do domu. Miał
lekkiego stracha, że nie zdąży wszystkiego napisać, bo akurat odpowiedzi na
pytania bardzo rozbudowywał. Zdecydowanie trafiły mu się tematy, dlatego nie
obawiał się o wynik. Otworzył drzwi swojej klatki schodowej i udał się na
drugie piętro. Ciekawe jak idzie Deidarze… nie dostał żadnej widomości, ani nie
dzwonił z żadnym pytaniem. Mimowolnie przyspieszył, w końcu o godzinę za długo
go nie ma, ale no… musiał zdobyć kilka podpisów i korki były…
Kluczem otworzył
drzwi od mieszkania i zaczął się ściągać, blondyn od razu doskoczył do progu
przedpokoju w dość opłakanym stanie. Koszula była jakaś taka zmiętolona na wpół
włożona i wyciągnięta ze spodni, włosy rozczochrane, i śliwa pod okiem, jakby
się z kimś pobił.
- Sa-Sasori… to...
to straszne! – wydukał z siebie Douhito.
- Co?! Co mu zrobiłeś?! – warknął Sasori i nie czekając na odzew kolegi, odepchnął go odsłaniając sobie drogę i pędem skierował się do pokoju syna.
- Co?! Co mu zrobiłeś?! – warknął Sasori i nie czekając na odzew kolegi, odepchnął go odsłaniając sobie drogę i pędem skierował się do pokoju syna.
Rozchylił na oścież
przymknięte drzwi i rozglądnął się w panice po pomieszczeniu. Naoki leżał sobie
grzecznie na porozrzucanych na ziemi kocach, poduszkach i maskotkach, które
służyły mu jako towarzysze do oglądania bajek. Odwrócił główkę w stronę
przybysza i widząc w drzwiach tatę, uśmiechnął się rozkosznie. Sasori odetchnął
z ogromną ulgą widząc, że nic mu się nie stało, zerknął na Deidarę, który jakby
ostatkiem sił podszedł do niego, oparł się o ścianę i zjechał po niej na
podłogę.
- To potwór…szatan
jakiś kurwa... - mamrotał pod nosem. – Kazał mi się wozić! Wozić, Akasuna!
Kurwa wozić, rozumiesz to!? WOZIĆ! – wołał jak w amoku, pełnym rozpaczy głosem.
- Koliciek! - rozległ się przesłodzony głosik chłopca, który zauważając blondwłosego, wstał z ziemi, odpychając się od niej za pomocą rąk i łapiąc równowagę. Naoki nieco pokracznym dziecięcym krokiem i wesołą miną dreptał sobie w kierunku blondyna.
- Koliciek! - rozległ się przesłodzony głosik chłopca, który zauważając blondwłosego, wstał z ziemi, odpychając się od niej za pomocą rąk i łapiąc równowagę. Naoki nieco pokracznym dziecięcym krokiem i wesołą miną dreptał sobie w kierunku blondyna.
- N-Nie… nie,
nie-nie-nie! - wrzasnął Deidara i ruszył biegiem do przedpokoju, zerwał z
wieszaka kurtkę i zakładając w pośpiechu buty, wyskoczył jednym susem za drzwi,
trzaskając nimi głośno. Sasori przyglądał się tej reakcji z założonymi rękoma i
uniósł w akcie zdziwienia i rozbawienia brwi. Poczuł, jak ktoś ściska nogawkę
jego spodni z uśmiechem spojrzał na małego.
- Koliciek…? –
zapytał smutnym, zawiedzionym głosem, patrząc w górę w twarz taty. Podniósł go
na ręce i pozwolił zamknąć górną blokadę drzwi.
- Jutro przyjdzie –
oświadczył całując go w czoło. Nagle poczuł w kieszeni wibracje telefonu,
odblokował wyświetlacz i otworzył smsa od Deidary "Już NIGDY, mnie do tego
nie zmusisz! NIGDY!” – heh, zobaczymy – mruknął triumfująco do siebie. – No
Naoki, dobrze się bawiłeś?
DATA
22. 03.2014
OD AUTORKI
WYBACZCIE!
Tym razem to nie moja wina, że notka nie była o północy tylko mojego
internetowego operatora... niech no tylko spotkam go na ulicy... w
każdym razie czekałam do pierwszej w nocy na internet i zachciało mi się
spać... ale notka jest, pewnie jakaś zajebista nie jest (prócz
ostatniego fragmentu) ale bardzo lekko i dobrze m się ją pisało :)
Także, mam nadzieję,że wam się spodoba :)
Ostatni fragment jest wymyślony i napisany przez Tsuki :)
ja tylko rozwinęłam tam troszkę opisy, więc chwała dla niej :D w ogóle,
jeśli ktoś oglądał anime Magi, no to polecam jej bloga... chociaż,
nawet nie musicie znać anime, wszystko tam jest wytłumaczone :D Polecam!
Dalej,
jak widzicie trochę bardzo przyspieszam akcje, nie chce mi się po
prostu pisać zapychaczy, ale będę się w niektórych momentach
zatrzymywać, jednak na razie nie ma nic ciekawego :P
Na koniec tradycyjnie bardzo wam dziękuję za komentowanie, czytanie, obserwowanie bloga :) :*
Pozdrawiam ciepło :)