30 mar 2015

ROZDZIAŁ 62-1.


            Około godziny czwartej po południu Hidan postanowił złożyć odwiedziny u jednych ze swoich przyjaciół. Jak ma się ich tak wielu to trudno jest utrzymywać kontakt. Ech, kto by powiedział, że bycie takim lubianym jest takie trudne i męczące? W każdym razie Nagato – bo to na niego padł ów zaszczyt – dopiero co wrócił z pracy i odwiedziny Hidana były dla niego co najmniej dobijające. Może by to jeszcze jakoś zniósł, gdyby Hidan usiadł, napił się soczku i towarzysko poprowadził rozmowę, ale nie. Stał w przedpokoju i nawet nie chciał ściągnąć z siebie butów, bo przyszedł jedynie po jedną informacje, którą posiada Nagato.
- Gdzie mieszka Ushi? – Najgorsze w tym wszystkim było to, że Hidan nie jest człowiekiem, którego można tak po prostu spławić. – Chce ją po prostu odwiedzić, a nie okraść. No ludzie.
- Nie mogę ci podać takich informacji, niech ci sama powie…
- Nie mam jej numeru! – Obruszył się. Świnie, nic mu nie chcą powiedzieć!
- Przykro mi – powiedział nieszczerze.
- Mi też będzie, jak stracisz zęby. – Machnął mu ostrzegawczo pięścią przed nosem.
- Hej, uspokójcie się.  – Wtrącił Yahiko przyglądając się tej gościnie z końca przedpokoju i siorbiąc sobie swoją gorącą herbatę. – Hidan po co chcesz do niej iść? Przecież ona cię nie lubi.
- Ta chciałbyś.
- No serio… czy jakoś ci kiedyś pokazała, że jest inaczej? – Bąknął.
- Dawała mi w szkole długopisy lub ołówki jak zapomniałem. NA ZAWSZE. – Położył nacisk na dwa ostatnie słowa. Nagato i Yahiko spojrzeli na siebie głupio, a potem na Hidana.
- Bo zawsze gryzłeś końcówki. Ja też bym ich już nie chciał. – Wytłumaczył Nagato.
- Wiecie co? Rude osoby nie będą mi mówić kto mnie lubi, a kto nie!
            No i tak wyglądała codzienna rozmowa z Hidanem. Znaczy mniej więcej przebiega na takim poziomie. Nadal próbował wymusić adres na Nagato, ale pomimo zmęczenia po pracy nie dawał za wygraną. W miejscu pracy, na co dzień użera się z takim zachowaniem, więc może tak bez końca. Na przykład Yahiko już by wymiękł, bo sam prosił Nagato, aby dla świętego spokoju mu podał ten adres.
- Ja mam dość. Idę się odlać. – Oświadczył Yahiko i zniknął za drzwiami do toalety.
- Weź gadaj, inaczej będę przychodził do ciebie do szkoły i tam cię nękał!
- Proszę bardzo. Uczę twojego brata, więc z tobą też dam sobie radę. – Przez chwilę zapadła cisza.
- Uczysz mojego brata?
- Tak, ale nie widzę między wami żadnego podobieństwa.
- Wiadomo. – powiedział oczywiście. Przecież on jest zajebisty, a Yagura nie. – Ciśniesz go tam?
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo nie ma takiej potrzeby. Dlaczego miałbym to robić?
- Z sympatii do mnie?
            Zamiast mu odpowiedzieć to po prostu zaśmiał mu się w twarz. On tak na poważnie? To jego brat… nigdy nie zrozumie problemów rodzeństwa. On tam zawsze marzył o braciszku lub siostrzyczce. Po chwili sprzeczki usłyszeli pukanie do drzwi, które otworzyły się od zewnętrznej strony. Hidan nawet nie zdążył się od nich odsunąć, a te z impetem uderzyły w bok jego ciała. Jęknął bezgłośnie rozmasowując sobie ramię. W progu stała Yumi. Nagato nim ją zauważył zaśmiał się cicho pod nosem z Hidana.
- Ech… prosiłem abyś do mnie nie przychodziła…
- Profesorze. – Zaczęła stanowczo. – Kim jest ta kobieta, z którą profesora widziałam? Spotyka się pan z nią?
- Hej, gówniaro! – Warknął Hidan. – Uderzyłaś mnie! Może jakieś przeprosiny, co?
- Przepraszam, może być? – Zmierzyła go lekceważącym wzrokiem. – Profesorze, czy to była twoja dziewczyna?
- Kurwa, ja pierwszy rozmawiam z Nagato, zjeżdżaj mała!
- Wyjdę, jak usłyszę odpowiedź! – Zawołała zdeterminowana.
- Więc ja… umm…
- Nie no, poważnie? Zamierzasz tłumaczyć się temu dziecku? – Hidan przewrócił oczami. Złapał Yumi za ramię. – Sorry słonko, ale spieprzaj. Dorośli chcą porozmawiać. – orzekł i wypchnął dziewczynę z mieszkania.
- Kiedy, ja…
- Tak, tak, tak. Zadzwoń, jak urosną ci cycki.
            Zamknął za sobą drzwi mieszkania. Zarówno Nagato jak i Yahiko stali jak słup soli przez to, co przed chwilą się stało, tylko Hidan nie rozumiał o co im chodzi. Po chwili wytłumaczyli mu, że dziewczyną, którą właśnie brutalnie wyrzucił za drzwi była Yumi – wielbicielka Nagato. Był trochę zbity z tropu, ale ostatecznie powiedział, że o tym wiedział i pomógł Nagato celowo, a w podzięce chce dostać adres Ushi, ale i ten argument nie przeszedł. Po chwili ponownie rozbrzmiało pukanie.
- W zamian za adres się jej pozbędę – W trakcie swoich słów odsunął się od drzwi na bezpieczną odległość, aby znowu nie oberwać. Nagato spojrzał na Hidana z politowaniem.
- Proszę!
- Hejka! Och, Hidan, yo. – mruknęła Konan, która pojawiła się w progu. – Wpadłam..
- Ty też?! – zawołał Hidan.
- Wpadłam po Yahiko. – Poprawiła się. – A kto jeszcze wpadł? – Zapytała ciekawsko.
- To nie słyszeliście, że… - Wszyscy trzej nachylili się do Hidana, aby usłyszeć najnowszą dla nich plotkę. Hidan odchrząknął znacząco i zwrócił do Nagato. – Powiem w zamian za adres Ushi.
            Hidan chciał być cwany, ale na Nagato to nie zadziałało. Po raz, plotki go nie interesują, a po dwa Hidan i tak wszystko powie, bo ma długi język. Tak też się stało i informacja o wpadce Deidary wypłynęła na światło dzienne.

            W mieszkaniu Sasoriego zebrało się kilku ludzi, którzy byli obstawą dla Naokiego, aby za brać go do teatru. Jak to już od dwóch miesięcy mieli zaplanowane. Wśród gości była Matsuri, Hanabi, Daisuke, Konohamaru i wysoki chłopak z czerwonymi jak on włosami. Nie znał go, a i chłopak nie kwapił się do tego, aby to zmienić, tylko patrzył znacząco na jego siostrę. W końcu Hanabi zabrała swojego chłopaka i przyjaciela, aby zobaczyli pokój Naokiego. Czterolatek z przyjemnością ich do niego zaprowadził. Sasori odprowadził ich skołowanym wzrokiem. Powinni już wyjść…! Wtem Matsuri odchrząknęła, zwracając na siebie uwagę brata.
- Sasori chciałabym ci kogoś przedstawić. – mruknęła z uśmiechem i wymownie objęła ramię kolegi. O boże… - To jest Gaara Sabaku. Mój chłopak.
- Miło poznać. – Chłopak wyciągnął rękę do uścisku.
- Sasori. – Uścisnął mu dłoń. Lodowate ręce. – Od kiedy się spotykacie?
- Oficjalnie od dwóch tygodni – odpowiedział Gaara.
- Zamierzasz zostać na dłużej? – Mats skrzywiła się na to pytanie.
- A masz ładniejsze siostry? – odpowiedział pytaniem.
- Nie mam żadnej ładnej siostry.
- Hej! – Burknęła Matsuri.
            Chłopakom odpowiadał humor z jakim prowadzili rozmowę i ostatecznie mogli stwierdzić, że się dogadują. Po opowieści Matsuri o ich spotkaniu, wywnioskował, że Gaara musiał być wysłanym przez Chiyo szpiegiem, aż się zaciekawił jak babcia na to zareagowała. Okazało się, że nieświadomie została swatką. Matsuri jeszcze nie powiedziała babci, ale zamierza to zrobić, zapraszając Gaarę na obiad, kiedyś tam. Sasori za nic nie chciał tego przegapić. Po chwili do pleców Sasoriego dobił Daisuke, przytulając go mocno do siebie.
- Kurwa… wywalaj ode mnie.
- Spadaj Daisuke to mój tata! – Zaśmiał się Naoki, odciągając chłopaka.
- Wiem, wiem. Dla mnie jest trochę za stary. – Roześmiał się. – Wiesz co doktorze? Bylibyśmy wspaniałymi braćmi! Matsuri na ciebie nie zasługuje!
- Pfff, wypchaj się szujo! – Burknęła wspomniana dziewczyna.
- Mając ciebie za brata właśnie bym odsiadywał wyrok za morderstwo. – Stwierdził obojętnie, a reszta się zaśmiała.
- Co się śmiejesz Komaru-Homaru? Nie słyszałeś? Mój brat by cię zabił! – Daisuke jak zwykle pozmieniał fakty tak, aby samemu dobrze na tym wyjść.
- Naoś, chodź tutaj. Chcę ci kogoś przedstawić – mruknęła Mats. – To jest…
- Sabaku! – Zawołał Naoki.
            Zgromadzenie było w lekkim szoku, że chłopiec go pamiętał. Ale samego Gaarę to ucieszyło. Został wspomniany konkurs, w którym zgłosili Naokiego. Wtedy Sasori sobie przypomniał, że jeszcze nawet nie wykorzystał nagrody – czyli spędzenia tygodnia w trzy gwiazdkowym hotelu. Cóż, ostatni raz ustalił z Matsuri szczegóły, ponieważ po teatrze Naoki zostanie z nią na noc u babci. Przynajmniej tak sądzi, że u babci, a tak na serio to wszyscy jadą do Konohamaru. Sabaku ma samochód to go wykorzystają. Oczywko zrzuta na paliwo była.
- Jakby co to dzwoń.
- jasne Sasori. Będzie dobrze  - Powtórzyła Mats chyba już setny raz.
- Miyuki nie ma, nie? No to będzie miał pan pełne ręce roboty. Fap, fap, fap i te sprawy. – Orzekł Konohamaru, na co spojrzał na niego nieprzychylnie. Daisuke i inni chichrali się pod nosem.
            Sasori szybko pożegnał się z Naokim, aby pozbyć się towarzystwa. Po wyjściu tej zgrai w mieszkaniu zapanował  cisza. Przyjemna cisza. Sasori westchnął zmęczony, rozciągając swoje ręce. Ledwo co walnął się na swoją skórzaną kanapę, a już ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Przeklęte dzieciaki… czego oni zapomnieli? Zwalczając swoje lenistwo ruszył ociężałym krokiem do drzwi. Otworzył i…
- Cześć Słoneczko. – mruknęła Konan i dała Sasoriemu buziaka w policzek. – Dostaliśmy bardzo intensywny opierdol od twojego kochanka za nie wręczenie ci zaproszeń na nasz ślub. – Mówiła wpraszając się do mieszkania.
- Yo. – Przywitał się Yahiko klepiąc w ramię Saso i również wbijając do środka.
- Miałam przyjechać, jak Miyuki wróci z tego stażu, a wtedy dałabym wam obojgu, ale po tym ataku dla swojego dobra wolałam od razu się tym zająć. – Gadała i gadała… Yahiko poważnie chce się z nią ożenić…?
- Masz. – Wręczył kopertę właścicielowi. – Tak wygląda zaproszenie.
- Wiem jak wyglądają zaproszenia! – Warknął, wyjmując kartkę z koperty. – O matko, złote literki…!
            O tak, po takiej reakcji nie mają co do tego żadnych wątpliwości. Sasori przeczytał po dwa razy ten tekst, bo tak ładnie były ułożone słowa. Właściwie wszystkim się podobało, wiadomo, wszystko załatwiała Konan. Obowiązki Yahiko ograniczały się do kupna obrączek i garnituru, a resztę ustalała z jego matką. Yahiko tego nie znosił, bo zamiast na kobiecie, to Konan się wyładowuje na nim, także relacje teściowa - synowa nie są zbyt miłe.
- Hej, a gdzie jest mój przystojniak? –Zapytała wesoło Konan.
- Na kanapie siedzi… - odpowiedział Sasori wskazując na Yahiko. Co ona, nie widzi?
- Nie o nim mówię, tylko o Naokim. – Bąknęła.
            W odpowiedzi się uśmiechnął. Sasori wiedział o co chodzi Konan, ale nie zaprzepaścił okazji, aby nie podokuczać jej na temat różnicy wieku. Oburzyła się żartobliwie, ale Saso nie skończył. Wypomniał dziewczynie o swoich ciuchach, która ta chomikuje. W tym aspekcie Yahiko się zgodził, bo powinna mu oddać.
- Jakby Yahiko nie wiedział to by sobie pomyślał, że nas coś łączy.
- Nie miałbym okazji, bo nie widzę jej w twoich ciuchach – Wtrącił Yahiko. – Przechodzą kwarantannę  jej szafie.
- Właśnie, że w nich chodzę! Nie moja wina, że Saso nosi mój rozmiar! – Obruszyła się Konan.
- Wstyd mi z tym…
            Wtem do Sasoriego zadzwonił telefon, a Konan z Yahiko w tym momencie ustalili, że już wyjdą. Nie chcą zabierać Saso wolnego wieczoru. Pożegnał ich i odprowadził do drzwi, a potem oddzwonił na numer.

            Do Sasoriego wcześniej zadzwoniła Sui z nietypową prośbą, aby przypilnował na parę godzin Maki – jej i Yoshiego córeczkę. Chcieli razem pójść na przyjęcie firmowe w pracy Sui. Nie miał nic przeciwko, ale kolejna prośba już trochę wydawała mu się dziwna. Bowiem miał przyjść bez Naokiego. Właściwie nawet nie pomyślał, aby zapytać dlaczego, tylko się zgodził. Po dotarciu pod blok mieszkalny Yoshiego i Sui, ruszył do nich po schodach. Zapukał do drzwi. Nikt nie otwierał.
            Po zadzwonieniu tym razem do mieszkania, nie musiał długo czekać na reakcję. Yoshi, który mu jednak otworzył, wyglądał na szczerze zaskoczonego jego obecnością w ich progach. Sasori kazał mu się przestać wygłupiać i wparował do mieszkania, zdejmując w przedpokoju swoje adidasy. To, że go tu nie było od… od pewnego, długiego czasu nie znaczy, że o nich zapomniał.
- Ale ten… my zaraz z Sui wychodzimy. – Oznajmił Yoshi.
- No wiem.
- To… po co przyszedłeś? – Tym razem Sasori nie rozumiał jego pytania. – Zaraz tu będzie…
- Cześć Sasori. – Przywitała się Sui, wtedy Yoshi zrozumiał, co jego żona zrobiła i bynajmniej mu się to nie podobało. – Fajnie, że się zgodziłeś przyjść. To nie potrwa długo, bo nasza opiekunka cię zastąpi za jakąś godzinę. – Yoshi posłał żonie karcące spojrzenie, a ona mu ostrzegawcze.
- To nic takiego, mogę się nawet zająć Maki do waszego powrotu.
- Zrobisz, jak będziesz chciał. – Uśmiechnęła się dziewczyna. – Maki sobie leżakuje na kocu w salonie. Za dwie godziny zacznij ją karmić, butelka z mlekiem jest na stoliku w kuchni. Wystarczy ją podgrzać…
- Wiem, wiem, wszystko wiem Sui. Bawcie się dobrze – Zapewnił Sasori, w końcu też ma dziecko.
- Dobra… to jeszcze się z nią pożegnam – orzekła i poszła wyściskać córeczkę. Yoshi za ten czas postanowił jeszcze coś zakomunikować Sasoriemu.
- Sernika, który jest w lodówce nie waż się dotykać. Jest mój. – Ta wiadomość była priorytetem. – Oprócz tego… _ Zrezygnował, gdyż Sui zaczęła się zbliżać. – Kod na kanały dla dorosłych to jeden, dwa, trzy, cztery.
- Skomplikowany – powiedział sarkastycznie.
            Po chwili doszła do nich Sui i spojrzała znacząco na męża. Nie robiła przecież nic złego, nie chciała aby tak na nią patrzył. Wyszli z domu jak gdyby nigdy nic i pozostawili córeczkę w rękach Sasoriego. Dopiero będąc na dworze Yoshi rozpoczął swoje lamenty. W jakiej ona go sytuacji stawia, działając bez żadnych konsultacji z nim?
- Wkurwi się, jak zobaczy Noriko… Mogłaś mu przynajmniej o tym powiedzieć, Sui.
- Gdybym mu powiedziała to by się nie zgodził. Zresztą nie tylko on nie wie, kogo zastanie. – Uważała, że to jest sprawiedliwie. Yoshi zmierzwił sobie włosy, chciała dobrze, ale kumplują się z Sasorim, przez jej zagrania może to zmienić. Westchnął ciężko.
- A jak po przyjściu Noriko, nie będzie chciał z nią rozmawiać i wyjdzie?
- To jeden jedyny raz, kiedy daje jej okazję na pogadanie z Saso. Jej sprawa czy to wykorzysta. – Zapowiedziała. Nadal nie wydawał się być zadowolony z takich poczynań, ale co zrobi, nic nie zrobi.
            Tymczasem Sasori bawił się z małą Maki. Kulali do siebie puchową piłeczkę. Dziewczynka miała jedenaście miesięcy, więc trzeba było wymyślać same bezpieczne zabawy. Dziewczynka nie chodziła samodzielnie, ale raczkowała i to strasznie szybko zasuwała. Co Sasori przeżył gdy na dwie minuty poszedł sobie ulżyć, a Maki sobie uciekła do kuchni, omal nie otwierając szuflady tak mocno, że ją całkowicie wyrwała. Pamięta, jak Naoki pomyślał sobie, że fajnie będzie wejść sobie do szafy w jego sypialni i tam odbyć drzemkę, doprowadzając tym młodego ojca do zawału. Przeszło pół godziny przeszukiwał mieszkanie. Po kilku minutach ktoś zadzwonił do drzwi. Sasori nie ryzykował i najpierw włożył Maki do więzienia… czyli takie łóżeczka z kratami wokół. Opiekunkę zamierzał oddelegować, dobrze się bawią. Otworzył, więc drzwi.
- Jeśli… - Tyle zdołał z siebie wydusić, bo skrzyżowanie spojrzenia z tymi granatowymi oczami, odebrało mu mowę.
            Przed sobą miał Noriko, którą widok Sasoriego również zaskoczył. Stali tak i patrzyli na siebie jeszcze dobrą chwilę. W oczy rzuciło się chłopakowi, jak dziewczyna się zmieniła. Praktycznie użyła wszystkich poprawek, których sam jej kiedyś proponował. Przybrała na siebie kilka kilogramów, ubierała się w kolorowe ubrania i w ogóle.
- Wow. – Wyrwało mu się z ust, ale nie mógł inaczej tego skomentować.
- Dlaczego tu jesteś, Sasori? – No również musiała przyznać, że były wygląda bardzo męsko. – To mieszkanie Sui… czy się mylę i nogi poniosły mnie do ciebie? – Uśmiechnęła się ciepło. Sasori jednak nadal nie mógł nic powiedzieć. – Hej. – Noriko pstryknęła mu palcami przed oczami. – „Odpłynąłeś” – Od razu sobie przypomniał, jak użył takiego argumentu przy ich pierwszym spotkaniu.
- Wybacz… wejdź. – Wpuścił ją do mieszkania, decydując się je jednak opuścić. Wtem nagle został przez dziewczynę przytulony. Dostał chwilowego paraliżu.
- Fajnie cię znowu zobaczyć Sasori. – Chciał ją odtrącić, ale nie mógł, odwzajemnić uścisku też. Ciągle był oszołomiony jej bytem i nie wiedział jak się zachować. W końcu Noriko się oderwała, obdarzając słodkim uśmiechem. – Gdzie Maki?
- W salonie. Za półtorej godziny powinnaś ją nakarmić. Yoshi kazał nie jeść sernika i… to chyba wszystko.
- Zaczekaj, gdzie idziesz?
- Do domu. Chyba sobie poradzisz. Chociaż… obiecaj, że tego dziecka nie porzucisz – Poprosił kpiąco i obojętnie zaczął wkładać buty. Noriko oparła się plecami o framugę drzwi.
- Może na wszelki wypadek mnie sprawdzisz? – Obróciła jego słowa na swój własny tor. – Chciałabym z tobą porozmawiać – powiedziała, przyglądając się jego posturze.
- Nie mamy o czym.
- Polemizowałabym. Skoro nadal masz do mnie żal za naszą przeszłość to pewnie masz wiele pytań. – Sasori złapał za klamkę, ale jakaś jego część się zawahała. – Na wszystko odpowiem.
- Po co mam roztrząsać twoje błędy? Pomimo mojej awersji do ciebie, to robienie ci przykrości nie będzie mnie bawić. – rzekł, a Noriko wydawała się być pod wrażeniem tego jak wydoroślał.
- Śmiałe słowa. – Uznała. – Zostań. Skoro ja się nie boję odpowiadać to ty nie bój się pytać.
- A może nie chcę? Jaki to ma cel, co?
- Nie mogę o tym zapomnieć. Dręczy mnie poczucie winy…
- Wczas. – Stwierdził sarkastycznie i otworzył drzwi na klatkę schodową.
- Mój psycholog zalecił mi z tobą porozmawiać. Jeżeli nie pogadamy teraz to przyjdę do ciebie kiedy indziej. – Spojrzał na nią prze z ramię. Miała założone ręce na piersiach, które od ostatniego czasu jej się powiększyły, a na sobie miała ładną, zwiewną i sięgającą do kolan spódnicę.
- W porządku, ale pod jednym warunkiem. – Patrzyła na niego wyczekująco. Podniósł wzrok z powrotem na jej twarz. – Nie chcę cię już więcej oglądać.
            Przytaknęła ruchem głowy. Sasori nie mógł sobie pozwolić na możliwość takiego niefortunnego spotkania z Naokim. Oprócz tego... może i robił za apatycznie nastawionego do tych wyjaśnień, ale chciał ich wysłuchać ze zwykłej ciekawości. Noriko po wejściu do salonu od razu powędrowała do Maki biorąc ją na ręce i składając na gładkim policzku buziaka. Dziewczynka ponownie zatopiła rączki w włosach cioci, tym razem zakręconych w ładny sposób. Sasori spojrzał na ten widok i w sumie czuł w sobie narastającą złość. Dlaczego taka czuła nie potrafiła być dla własnego dziecka?
- Yoshi po krótce opowiedział mi o tym do czego masz najbardziej żal. Ale może lepiej będzie, jak sam będziesz mi zadawał pytania. – Usiadła na dywanie, sadzając sobie Maki na kolanach.
- Sama chciałaś wyjaśniać to wyjaśniaj.
            Z swoich pytań mógł się nie dowiedzieć czegoś istotnego, dlatego wolał, aby to ona sama z siebie opowiadała. Zgodziła się, zaczynając od tego, gdy się dowiedziała o ciąży. To był jeden jedyny raz, kiedy pomyślała o aborcji i to było spowodowane tym, że miała słabą sytuacje finansową. Nie wiedziała, jak sobie sama poradzi, na pomoc Sasoriego nie mogła sobie pozwolić. Rozstali się i dla niej to było bolesne. Skoro wybrał przyjaciół zamiast niej to czy z dzieckiem będzie inaczej?
- Dziecko wszystko zmienia, Noriko.
- Czy Naoki nadal jest z tobą? – Na to pytanie zamilkł. – No właśnie. Niemniej może i racja, może we dwoje dalibyśmy radę? Jednak wtedy nie myślałam racjonalnie. Kierował mną żal do ciebie.
- I poradnictwo Dana – Dodał Sasori.
- No cóż… wtedy był dla mnie dużym oparciem.
            W czasie ciąży jej naprawdę pomagał, dlatego jego argumenty miały siłę. Po porodzie jednak zmienił nastawienie, ale Noriko zaręczała, że kochała Naokiego i wychowywała go w wiedzy o tatusiu. Dlatego się tak bardzo nie bał, kiedy zobaczył Saso. Zamierzała mu powiedzieć, ale nie miała odwagi do niego przyjść. Z kasą u niej było coraz bardziej krucho, więc gdy Nao miał pół roku, przeprowadziła się do siostry.
- Sui zapoznała mnie z facetem, który zaoferował mi stanowisko w firmie za granicą. Ucieszyłam się, bo chciałam się ustatkować, a prócz tego wpadłam facetowi w oko. – Maki w tym momencie rzuciła mocno piłkę na drugi koniec pokoju. Sasori ruszył po to, aby jej podać i usiadł naprzeciwko. – Podziękuj wujkowi, Maki. Powiedz dzię-ku-ję – mruknęła, na co dziewczynka zaczęła uroczo gaworzyć.
- Nie ma sprawy. – Odpowiedział dziewczynce.
- Wracając. Myślałam o tej propozycji i tak dalej, ale we wszystkim Naoki mi po prostu przeszkadzał… daj mi dokończyć. – Wtrąciła nim miał coś powiedzieć. – Bardzo mi za to wstyd. Po prostu urodził się w nieodpowiednim czasie.
- Albo wyszedł z nieodpowiedniej pochwy. – Wycedził Sasori. – Nie mogę zrozumieć, jakim cudem stałaś się taką egoistką? Porzuciłaś własnego syna dla pieniędzy. Dla jakiś pierdolonych cyferek. To cię nie tłumaczy. Jakbyś chciała to mogłabyś utrzymać siebie i dziecko. Pensja w barze nie była wcale mała. Postawiłaś na pieniądze, a dziecko najbardziej potrzebuje miłości.
- Skoro śmiesz prawić mi morały, to może podasz powód oddania go do domu dziecka?
- Nie muszę ci się tłumaczyć. – Odparował jej atak. – Nie mam sobie nic do zarzucenia.
- Też tak mogę powiedzieć, bo bardzo kochałam Naokiego i nadal go kocham. Uwierz mi Saso, naprawdę… gdybym mogła cofnąć czas…
- Ciekawe. Co byś wtedy zrobiła, Noriko? – Przerwał jej wypowiedź. – Dowiedziałbym się wtedy o posiadaniu dziecka? Czy żyłbym w niewiedzy? – Dziewczyna westchnęła ciężko.
- I tak bym do ciebie nie wróciła. Więc co by to zmieniło?
- Przez takie egoistyczne myślenie popełniasz życiowe błędy.
- Myśl racjonalnie. Byłbyś dla niego wspaniałym tatą na początku, a potem założyłbyś własną rodzinę i to ona byłaby priorytetem.
- Czy w przypadku twojego drugiego dziecka, byłoby inaczej? Nie stawiaj mnie w roli w swoich własnych, durnych scenariuszach. To mnie obraża. Chociaż w sumie druga ciąża ci nie grozi.
- Znaczy…?
- Zapomniałaś, że jesteś bezpłodna?
- Nie jestem bezpłodna, ale moja macica nie przyjmuje byle jakie plemniki. Niestety posiadacze ich występują rzadko. Jesteś jednym z nich. – Wytłumaczyła.
- Czego ty właściwie chcesz?
- Żebyś zrozumiał i mi wybaczył. – Odpowiedziała, a Sasori prychnął wyniośle.
- Jasne, przecież porzuciłaś dziecko dla chęci wzbogacenia się. To normalne. Każdy by tak zrobił. – Sarknął. – Co cię obchodzi moje wybaczenie?
- Gdybym wiedziała, gdzie trafił Naoki to bym mu wynagrodziła swoje zachowanie.
            Sasori nic na to nie odpowiedział. Nie wiedział za bardzo co, a nie chciał znowu się sprzeczać. Może i dziewczyna jest skruszona, ale nie potrafił stłamsić w sobie żalu, jaki do niej odczuwa. Mimo jej skruchy nie chciał mówić jej o Naokim. Domyślał się, jakby to się zakończyło.
- Dlaczego zdecydowałaś się go oddać do adopcji, a nie do Sui?
- Miała wtedy lekką depresje, bo sama nie miała dzieci i trochę się bałam konsekwencji, jakie by z tego wyszły. Kierowałam się dobrem syna, wiesz jak kiedyś było między nami. Jakby mogła go wychować?
- Na pewno lepiej od ciebie – Noriko puściła tą uwagę mimo uszu.
- Cały czas twierdziła, że muszę ci o nim powiedzieć. Zgodziłam się, zawiozła nas do ciebie. Gdy zobaczyłam, jak na niego patrzysz… - Uśmiechnęła się do siebie. – Zmieniłam wtedy plany. Wjechałam ci na ambicję, aby Naoki stał się dla ciebie priorytetem. - Znała Saso na tyle, że sądziła, iż jego duma mu nie pozwoli na zawalenie sprawy.
- Sui mi powiedziała, że nie miała pojęcia o twoim porzuceniu dziecka.
- Oczywiście. Wiesz jakby Yoshi się wk… zdenerwował, wiedząc, że jego żona macza palce w takie intrygi? Gdyby od niego to zależało, to Naoki byłby z nimi. Ale w ich związku permanentnie rządzi Sui.
- Skąd ja to znam – skomentował uszczypliwie.
- Och, nie gadaj, bo uczyłam cię asertywności z nadzieją, że wykorzystasz to przeciwko kolegom, ale cóż. Wykorzystywałeś to tylko przeciwko mnie. – Wzruszyła ramionami.
- Przesadzasz. Zawsze przesadzałaś, dlatego twoje wybory w taki sposób się potoczyły. Mogliśmy być szczęśliwi razem z Naokim. – powiedział pewny swoich słów. – Wybrałaś jednak coś innego.
- Ty jako pierwszy wybrałeś co innego. Gdybyś dał mi dowód, że byłam numerem jeden w twoim sercu to…
- To co?
- Nic. Nieważne.
- To co, Noriko? – Nie dawał za wygraną.
- Myśl logicznie Saso! Wtedy bym od ciebie nie odeszła, a syna wychowywalibyśmy razem. Poczucie bycia priorytetem, poczucie ochrony i bezpieczeństwa. Tego mi brakowało kiedy byliśmy razem.
- Czyli uważasz, że to moja wina?
- Jak mam być szczera to powiem, że tak. W jakimś stopniu to była twoja wina.
- Gdybyś nie robiła na mnie tych jebanych testów…!
- Nie przeklinaj przy Maki! – Warknęła na Sasoriego. To go trochę zakłopotało. - Chyba nic nie zrozumiałeś z tego, co mówiłam. – Wstała z podłogi, pozwalając, aby Maki sama bawiła się na kocyku. – Rozmowa z tobą to, jak walka z wiatrakami.
- Bo nie przyznaje ci racji? Bo według mnie pieniądze to nie wszystko?
- Wszystko. W dzisiejszych czasach wszystko. Ale tobie łatwo o tym mówić, zarabiasz nie mało, masz mieszkanie na własność, pieniądze po rodzicach w banku. Masz wszystko, a i tak nie dałeś rady opiekować się synem! – Przeszła do przedpokoju i zaczęła wkładać swoje buty.
- Zaakceptuj fakt, że zjebałaś po całości i nic cię nie tłumaczy.
- Ok! – Warknęła, a jej oczy się zaszkliły. – Przyznaję, byłam okropną matką. Gorszej mieć nie można. To chciałeś usłyszeć? – Nic nie powiedział, ale to dlatego, że przypomniała mu się sytuacja ze szpitala, gdy Naoki miał krwiaka. - Zostań z Maki, będziesz o niebo lepszym opiekunem ode mnie.
            Podsumowała i z przytupem wyszła z mieszkania. Przez chwilę takie zakończenie cieszyło Sasoriego, ale tylko chwilę. Zostawił na moment Maki i wyszedł na korytarz z myślą, że może jeszcze tam znajdzie Noriko. Nie uważał, że postąpił źle wypominając jej błędy, ale może trochę był zbyt surowy. Widok dziewczyny, która ma łzy w oczach zawsze sprawiał, że serce mu się ściskało w żalu. Co by nie zrobiła, zajmowała jakieś miejsce w jego sercu. Wyszedł na korytarz, ale jej nie było. Podszedł też do schodów wychylając się, by jej poszukać, ale z tego też nici.  Westchnął ciężko, trudno.
            Pociągnął za klamkę od mieszkania, ale… drzwi się zamknęły. Serce podskoczyło mu do gardła i zaczął się szarpać z drzwiami. Nie miał pojęcia, że zamontowali automatyczną blokadę drzwi. Po chwili usłyszał jak ponownie ktoś wchodzi do klatki, tą osobą znowu była Noriko.
- Wróciłam tylko po tore…
- Masz może klucze?
- W torebce… nie gadaj, że się drzwi zatrzasnęły!
- Nie zatrzasnęły. – Odburknął. – Tylko nie mogę otworzyć…
- Rzeczywiście to różnica. – Sarknęła. Po chwili usłyszeli huk z środka mieszkania. Wytrzeszczyli oczy przestraszeni.
- Odsuń się, wywarzę drzwi. – Zrobiła o co prosił, ale nie wyszło mu to tak, jak planował. Już po pierwszym uderzeniu poczuł jak naciągnął sobie ramię. Syknął pod nosem. – Na filmach to wygląda prościej.
- Słaby z ciebie aktor. – powiedziała. – Masz przy sobie jakąś spinkę?
- Jasne. Poszukam we włosach – Przewrócił oczami.
- A kartę kredytową? – Wyjął czym prędzej portfel i wyciągnął z niej platynową kartę kredytową, którą przejęła Noriko. Uklękła przed drzwiami i wsunęła kartę w szparę między drzwiami, a zamkiem. Sasori oparł się o ścianę i spojrzał na nią pytająco. Poczuła na sobie jego spojrzenie. – Dan mnie kiedyś nauczył.
- Oczywiście. – Burknął, nie powinno, ale zawsze go denerwowało wspomnienie o Danie i najwyraźniej nic się nie zmieniło. – Ciekawe w jakich okolicznościach? Razem włamywaliście się do jakiegoś domu?
- Zamknij się. Gdyby nie to, to nie dostałbyś się do mieszkania!
- Jeszcze nie otworzyłaś to nie prz… - Właśnie to zrobiła. Zapominając o sprawie, wbiegli do mieszkania zastając widok zwalonego na podłogę kwiatka i Maki dłubiącej rączkami w brudnej ziemi.
            Noriko wzięła ją na ręce i powiadomiła Saso o pójściu z nią do łazienki, aby umyć te drobne rączki. On tymczasem miał się zająć uprzątnięciem bałaganu. Zrobił to i udał się do dziewczyn. Okazało się jeszcze, że Maki zrobiła kupkę. Sasori się skrzywił i pozwolił Noriko czynić powinność. Dawno nie zmieniał pieluch, ale pamięta, jakie to było nieprzyjemne.
- Może lepiej ty to zrób. Już chyba nie pamiętam jak się zakłada pieluchy.
­- Ja…? Ja mam traumę i wolę nadal myśleć, że wy, dziewczyny, nie robicie kupy.
- To znaczy, że mam zostać? – Zapytała, odwracając głowę w jego stronę. Wtedy dopiero zauważył, że znajduje się zdecydowanie za blisko dziewczyny. Mimo to, nie cofnął się.
            Noriko go natomiast wyminęła. Wszystko, co potrzebne do przebrania było w salonie. Sasori zamknął się na moment w łazience i odkręcił kran. Musiał się wziąć w garść, zamiast mięknąć, jak jakaś klucha. W ogóle spojrzał na swoje odbicie w lustrze i zapytał się czy zwariował? Po tym co zrobiła, będzie teraz skazany z nią siedzieć w jednym pomieszczeniu. Niebywałe.  Najgorsze jest to, że pomimo swoich chęci, to nie ma nic przeciwko temu. Wyszedł do salonu i zamiast na kanapie to usiadł na podłodze, robiąc z mebla oparcie. Uważnie obserwował Noriko, która z wielką ostrożnością zmieniała Maki pieluchy.
- Właściwie… to czemu zmieniłaś zdanie i wróciłaś rok temu?
- Nie zmieniłam. Od początku zamierzałam wrócić po Naokiego, gdy się dorobię.
- Sądziłaś, że pozwoliłbym ci zabrać sobie Naokiego?
- Szczerze mówiąc to tak. – Te słowa go po prostu wryły w miejsce.
- Według ciebie zawsze byłem taki nieczuły?
- Nie o to chodzi. – Westchnęła ciężko, a Saso czekał na kontynuacje. – Nie wiem, jak to wyjaśnić, ale w ogóle nie myślałam byś mógł stawiać opór. – Stwierdziła i podciągnęła Maki za rączki. Dziewczynka jednak skierowała się na czworakach do Sasoriego. Na co z uśmiechem przejął opiekę nad nią.
- Okazuję się, że wcale mnie nie znasz.
- Serio? Oddałeś Naokiego do adopcji, a mnie byś go nie oddał? – Zagryzł wargi. No tak. Niemal się wygadał jaka jest prawda. – Wysuwasz jakieś sprzeczne wnioski. Ukrywasz coś…?
- Nie… ale dociera do mnie, jak wiele nas różni. Na przykład w kwestii przyjaciół. – Usiłował zmienić temat. – Ja nie porzuciłem przyjaźni mimo dziewczyny czy dziecka, a ty zerwałaś kontakt z Kaną.
- Skąd pomysł, że zerwałam kontakt?
- Powiedziała mi. – odpowiedział Sasori, powodując milczenie w towarzyszce. – Teraz nie zaprzeczysz?
- No dobra. Masz mnie. Może to nie było zamierzone, ale każda z nas układała swoje życie. Brakowało czasu i chęci na przełamanie się do odżywienia kontaktu. Przynajmniej z mojej strony.
- Po co się tłumaczysz, zamiast przyznać mi rację?
- Dobrze Sasori, masz rację. Jestem beznadziejną przyjaciółką, kochanką no i matką. Jeszcze coś? Jakieś znaczące różnice? Może od razu mi wypomnij szczegóły, że ty wolałeś kanapki z szynką, a ja z serem? Proszę cię, jak tak chcesz rozmawiać to lepiej nie mów w ogóle! – Zirytowała się i zaczęła wkładać ostrym ruchem klocki do wiaderka.
- Dowaliłaś z tymi kanapkami – Nie mógł się przy tej kwestii nie zaśmiać. Noriko dopiero po momencie zakryła dłońmi swoją uśmiechniętą i zawstydzoną twarz.
- To było głupie. – Przyznała mu rację. – Kiedy go oddałeś? – Zapytała, a on zaczął myśleć nad odpowiedzią.
- Jakieś dwa i pół roku temu… - Skłamał. – Mam jeszcze jedno pytanie. – Spojrzała na Saso zamieniając się w słuch. – Wypomniałaś mi, że miałem pieniądze, dom, dobrą pracę… a mimo to zamiast do mnie wrócić i wraz ze mną wychować Nao to wolałaś go porzucić. Wyjaśnij.
- Już mówiłam. O ciąży się dowiedziałam po rozstaniu. Jestem zbyt dumna na powroty. Ty mnie słuchasz w ogóle?
            Sasori w tym czasie próbował wszystko poukładać w swojej głowie, ale to nic nie dało, nie mógł zrozumieć Noriko i jej chęci pieniądza. Z tego powodu minęła go szansa na stworzenie Naokiemu szczęśliwej rodziny – z tego powodu chyba tylko jeszcze bardziej wzrosła złość na dziewczynę. Dlaczego zamiast mieć to głęboko w dupie to jest na nią wściekły? Nie mógł tego pojąć. Noriko przerwała ciszę. Wstała na równe nogi.
- Zagotuję mleko dla Maki. – mruknęła odchodząc do kuchni. – Sasori, opowiesz mi o Naokim? Chciałabym wiedzieć co mnie ominęło.
- Wybacz, ale ja już pójdę. – Nie chciał z nią o nim rozmawiać.
            Cała obecność kobiety działała na niego drażniąco. Głównie dlatego, że czuł się rozdarty. Był na nią wściekły za każde wypowiedziane wcześniej słowo, za suchy ton swojej wypowiedzi i za samą obecność w tym samym pomieszczeniu, a z drugiej strony… chciał ją do siebie przytulić. Zaciągnąć się jej zapachem i chociaż na chwilę cieszyć bliskością. To nienormalne. Doskonale o tym wie, dlatego wolał wyjść.
- Teraz? Mógłbyś poczekać, aż przygotuję mleko? – Zastanowił się chwilę, po czym westchnął ciężko.
- Ja to zrobię. – powiedział.
            Wyminął Noriko, udając się do kuchni. Dziewczyna odprowadziła go wzrokiem, zastanawiając się nad zmianą, która w nim zaszła. Nic jednak z tym nie zrobiła. Czuła, że cała jej osoba może go denerwować, przecież to normalne. Zajęła się więc zabawą z siostrzenicą. Kilka minut później z kuchni doszedł dźwięk upadku garnka i rozlania wody.
- Kurwa mać…! – Syknął Sasori gnąc się w pół przez ból, który promieniował jego rękę.
- Co się stało?! – Zawołała Noriko wchodząc do kuchni z Maki na rękach. Sasori odkręcił zimną wodę w zlewie i włożył pod nią swoją poparzoną dłoń, na której zaczęły pojawiać się już pęcherze. – Saso…
- Nie! Nie podchodź. Poparzyłem się i odruchowo zwaliłem garnek z wrzątkiem. – Wytłumaczył. Zawsze ogrzewał w ten sposób mleko Naokiemu. Wkładając butelkę do pojemnika wypełnionego wrzątkiem
- Dać ci lodu?
- Oparzeń się nie łagodzi lodem. – Pouczył. – Sam sobie poradzę, zajmij się Maki. – Dokończył głosem chcącym krzyczeć z bólu. Noriko posłusznie się wycofała.
            Kobieta udała się do łazienki, by wyciągnąć z szafki apteczkę pierwszej pomocy. Potem weszła do kuchni i w części, gdzie się jadało położyła na stole apteczkę, a Maki umieściła w foteliku. Następnie ukucnęła na podłodze i szmatką starała się pozbyć wody z podłogi.
- Zostaw to, sam się tym zajmę.
- Zrobisz sobie tylko większą krzywdę. – powiedziała. Po jakichś dziesięciu minutach podłoga była sucha, podeszła do Sasoriego, zapatrzonego w swoją dłoń z widocznymi obrzękami. – Trzeba opatrzyć ci rękę. – Jej głos wyrwał go z amoku.  – Zajmę się tym.
- Nie. Sam to zrobię.
            Odtrącił pomoc Noriko. Jej dotyk by był dodatkowym bólem. Nie chciał jej pomocy, być jej cokolwiek dłużnym czy zwyczajnie być zmuszonym, aby za coś dziękować. Noriko stała w miejscu patrząc na oddalające się plecy Sasoriego, sama jest sobie winna, ale nie mogła znieść, że jest przez niego traktowana jak trędowata. Z tego wszystkiego obudził ją dzwonek do drzwi, odgarnęła włosy do tyłu i ruszyła otworzyć mieszkanie. Saso uśmiechnął się do Maki i zaczął z nią rozmawiać, tyle mógł zrobić, aby przestała płakać. Sam zajmował się swoją poparzoną ręką. Po chwili dobiegła go głośna i niezbyt przyjemna rozmowa.
- Co tu robisz? – Warknęła Noriko.
- Jakie miłe powitanie. – Usłyszał głos mężczyzny. Ciekawość wzięła górę. – Bez obaw, przyszedłem do wnuczki. Ciebie się nawet nie spodziewałem, Noriko. Już nie łaska poinformować rodziców o przyjeździe?
- Odwiedzenie cię to ostatnia rzecz, jaką bym zrobiła. Przyjdź kiedy indziej.
- Kiedy ty się zmienisz? – Westchnął głośno. – Nie tak cię wychowywałem. – Podsumował mówiąc do siebie i wkroczył do kuchni zastając tam Sasoriego. Pomimo nałożonej na ręce piance wstał przez grzeczność z krzesła. – Dobry wieczór.
- Dobry wieczór. – Ukłonił się mężczyźnie o długich i czarnych włosach oraz bladej cerze. Noriko bez wątpienia odziedziczyła te cechy po ojcu.
- No proszę, Noriko. Nie twój dom, a się rządzisz i spraszasz obcych mężczyzn. – Założył ręce na piersiach.
- Pan wybaczy, ale przyszedłem tu na prośbę Sui. Również nie wiedziałem, że Noriko się zjawi. – Wtrącił Sasori. W momencie przypomniał sobie, co Noriko opowiadała o swoim ojcu i to jakim śmieciem się przez niego czuła.
- Co ci się stało w rękę? – Zapytał.
- Wypadek. Poparzyłem się gotując mleko.
- Rozumiem. Noriko chyba od zawsze była bardzo wygodnicka, stąd to wykorzystywanie wszystkich. – Oczywiście zrozumiał sytuacje na swój sposób, stawiając córkę na stanowisku winnej. – Orochimaru Watabe, ojciec Noriko i Sui.
- Sasori Akasuna. – Przedstawił się.
- Owinę ci rękę bandażem. – Zgłosiła się dziewczyna.
            W tym momencie nie miał większego wyboru, bo nie chciał robić wymówek przy mężczyźnie, no i lewą ręką owijanie byłoby cięższe. Orochimaru wziął na ręce wnuczkę i obserwował córkę. Sasori mówił jej, gdy wiązała za mocno i w każdym razie zauważył w nich pewną zgodność i dopasowanie, dlatego padło pytanie o to, co łączy tych dwojga.
            Noriko milczała, ale Sasori wyjaśnił, że kiedyś byli parą. Ech ta Noriko… wstydu nie ma. Jednak przemilczał ten temat na poczet dowiedzenia się czegoś o Sasorim. Wnioski nie były lepsze, córka odrzuciła idealną partię. Sasori, ku złości Noriko coraz lepiej dogadywał się z jej ojcem. Według niego facet był w porządku. Miał twardą rękę, ale to przez pracę w zakładzie karnym, wiadomo, że dbał o dyscyplinę w domu. Rzecz jasna nie usprawiedliwiał go, to tylko wnioski.
- Noriko to starsza córka, ale to Sui musiała jej pokazać jak się robi dzieci. – mruknął rozbawiony. Noriko w czasie ich pogawędki została odesłana do pokoju nakarmić i uspać Maki.
- Przepraszam? – Sasori się zdziwił.
- Mówię, że Maki jest moją pierwszą wnuczką. – Wytłumaczył zawiedziony tym, że Sasori nie załapał żartu.
- Jak to pierwszą? A Naoki? – Nachmurzył się. chłopiec nie jest niczemu winien. Powinni go zaliczać do rejestru rodziny!
- Nie wiem o co ci chodzi, Sasori.
- O ile i wiadomo to Noriko jako pierwsza poczęła mi syna.
- Syna…? Tobie? – W tym momencie do pomieszczenia weszła dziewczyna. – Noriko. Ty miałaś dziecko?! – Sasori wtedy zrozumiał, że się wygadał. Noriko zmierzyła go wzrokiem. – Odpowiedz! – Trzasnął mocno ręką o stół, aż dziewczyna podskoczyła.
- Tak. Mam syna.
- Wspaniale… - Syknął jej ojciec. – Twój mąż o tym wie?
- Nie. Jeszcze nie – Noriko przekręciła głową.
- Chwila! To  ty masz męża?! – Ta informacja zszokowała Sasoriego. nic o tym nie wiedział, dlaczego Yoshi i Sui mu nie powiedzieli? Dlaczego wcześniej nie zauważył obrączki na jej palcu? Dlaczego czuł w środku istną furę i żal na wieść, że dziewczyna założyła rodzinę, ułożyła sobie życie? Tłumaczył to sobie jako wściekłość, że po tym co zrobiła jest szczęśliwa. Ale tylko się oszukiwał.
- Kolekcjonujesz tajemnice, Noriko? – Sarknął jej ojciec. – Dziwne hobby.
- Wybacz, że o moim życiu nie piszą w gazetach. – odpowiedziała wzruszając ramionami. – Mówię ile chcę i komu chcę – Przy tej wypowiedzi spojrzała na obu rozmówców.
- Gdzie jest dziecko? Jest z ojcem? – Patrzył wymownie na Sasoriego.
            Sasori na moment zamilkł, a gdy chciał już coś powiedzieć to Noriko się wtrąciła biorąc na siebie całą winę. Wolała oszczędzić Sasoriemu krytyki od zupełnie obcego faceta. Orochimaru pojechał słowami po Noriko tak, jak on chciał to zawsze zrobić. Jednak nie czuł z tego żadnej satysfakcji, było mu nawet żal dziewczyny, że musiała słuchać takich dotkliwych słów, ale powstrzymywał się od stanięcia w jej obronie. Chciał, aby słuchała i aby słowa potęgowały poczucie winy za błąd, którego się dopuściła.
- … W ogóle nie liczą się dla ciebie uczucia innych? Jesteś hipokrytką Noriko. Sądzisz, że twój syn znając prawdę będzie czuł do ciebie coś innego, niż pogardę? – Okrutne słowa, ale wiedział, że do córki może przemówić jedynie w ten sposób… lub młotkiem. – Bardziej od własnego dziecka obchodziły cię pieniądze.
- Zamknij się! Nic nie wiesz o tym co czuję! Gdybym miała kogoś na kim mogę w stu procentach polegać to inaczej by się to skończyło, a nawet na rodzinę nie mogłam liczyć.
- Mam rozumieć, że Sui o wszystkim wiedziała?
- Nawet jeśli to nie waż się jej czepiać – Warknęła.
            Sasori przyglądał się tej awanturze z boku i czuł się z tym co najmniej głupio. Ani się wtrącić, ani wyjść. Wtem do mieszkania wrócili Yoshi z Sui już od progu oznajmiając swój powrót. Noriko przetarła zaczynające łzawić oko i wyszła do przedpokoju. Nie zważała na to co się do niej mówiło, wzięła po prostu swoje rzeczy i wyszła z mieszkania. Słysząc głos Sui, który chciał ją zatrzymać, Sasori ruszył się z miejsca. W przedpokoju ubrał swoje obuwie i czym prędzej ruszył, aby dogonić Noriko. Zostawił za sobą skołowanych gospodarzy nic im nawet nie tłumacząc. Schodząc szybko po schodach zauważył dziewczynę.
- Noriko, zaczekaj. – Zawołał, a ona się posłusznie zatrzymała, czekając, aż Sasori do niej podejdzie. Teraz się nie spieszył i w sumie zaczął zastanawiać nad swoim zachowaniem. – W porządku?
- Nie udawaj, że się martwisz.
- Przestań grać dumną i odpowiedz. – Na te chwilę ich spojrzenia tkwiły w skrzyżowaniu. Noriko zaszkliły się oczy, ale nie pozwoliła na własne załamanie westchnęła, po czym z uśmiechem uniosła do niego wzrok.
- Urosłeś, Sasori.
- Noriko…
- Dziękuję, że ze mną porozmawiałeś. Teraz nasze drogi mogą się rozejść na dobre – Wyciągnęła ku niemu dłoń. – Bądź szczęśliwy, Sasori. Nam nie było to pisane, ale życzę ci jak najlepiej. – Mężczyzna patrzył jej prosto w oczy. Osiągnął to, co chciał. Mógł się teraz przestać zamartwiać na jakiś czas jej osobą, ale…
            Złapał dłoń dziewczyny.
- Chciałbym cię do kogoś zaprowadzić…


DATA
6.04.2015

OD AUTORKI
Hejo ::D dzisiaj mam dosyć podły humor, ale przecież nie nie dodam przez to rozdziału :P Ale dzisiaj jest wcześniej, bo wieczorem mnie raczej nie będzie ;)
Wgl, uwierzycie, że choroba się mnie trzyma już trzeci tydzień? No litości .___.
Przepraszam,że nie odpisuję na komentarze - w tym tygodniu jakoś siądę na bloggera i  się tym zajmę, blogami też <3
I jeszcze jedno, lubicie wyciskacz łez typu "Szkoła uczuć"? A więc polecam film "GWIAZD NASZYCH WINA" cudowne <333
pozdrawiam ^^

 SPOILER
- Bo właśnie sobie uświadomiłem, jak bardzo za tobą tęskniłem, Miyuki. – Po tych słowach ponownie przytulił dziewczynę. Czuł się przy niej silny, potrzebny i kochany przez nią. W tej chwili doceniał to dziesięć razy bardziej.
- Też za tobą tęskniłam. Bardzo, bardzo mocno – Zapewniła słodko całując go w policzek.