12 paź 2017

ROZDZIAŁ 94.


Koło godziny dziewiątej Sasori wrócił do mieszkania po odwiezieniu Naokiego ze szkoły. Shizu czekała na niego w sypialni, właściwie to w dalszym ciągu spała, jak zabita. Mężczyzna uśmiechnął się do siebie i położył się za jej plecami objął ukochaną w talii i złożył na jej policzku delikatnego buziaka.
- Kocham cię. - Szepnął do siebie.
- Ja ciebie też.
- Myślałem, że śpisz...
- A co? Gdybym nie spała, to byś mi takich rzeczy nie mówił? - Zapytała figlarnie.
- Jasne. Dość wstydliwy ze mnie facet, nie zauważyłaś?
- To mi umknęło. - uśmiechnęła się do siebie i dotknęła chłodnych dłoni Sasoriego.
- Zrobię ci śniadanie, na co masz ochotę?
- Nie, nie, jeszcze nie. Poprzytulaj się jeszcze ze mną, proszę!
- Leniuch z ciebie. - stwierdził Sasori, całując jej ramię.
- To twoja wina. Masz bardzo wygodne łóżko.
- Cóż, pozostaje mi przyjąć ten cios, bo faktycznie, uwielbiam to łóżko. Służy mi już lata.
- Hmm, a ile dokładnie?
- Nie wiem... Dziesięć już? Zadziwiające, że się jeszcze nie rozpadło.
- Hmm, pójdziemy dzisiaj po śniadaniu do sklepu.
- Jasne. Co konkretnie chcesz kupić?
- Ty kupisz nowe łóżko. - Oświadczyła Shizu. Sasori spojrzał na nią niezrozumiale.
- Po co? Mówiłaś, że...
- Tak wiem. Odpowiem pytaniem, z iloma kobietami spałeś w tym łóżku?
- Chyba żartujesz... – W odpowiedzi uśmiechnęła się zadziornie.
- Na nas już czas. Wstawaj.
Jakąś godzinę, może dwie lub nawet trzy dotarli do centrum handlowego, w którym była też część meblowa. Shizu na niewiele mogła się zdać, będąc niewidoma, jednak nie dała się ponieść temu ograniczeniu i aktywnie brała udział w zakupach. Wzięła ze sobą laskę, by móc samej się poruszać, a także by inni rozpoznali w niej niepełnosprawność i łaskawiej traktowali. Sasori zerkał na nią z dumą, gdy chodzili za sprzedawcą, chcącym wycisnąć z niego trochę kasy. Kobieta przysiadła na materacu jednego z łóżek.
- Hej, to jest całkiem wygodne. Co myślisz, kochanie?
-  Hm. Spodobałoby się naszej córce. - orzekł mężczyzna. - Zbyt kwiecisty, jak na naszą sypialnie.
- Och... - Shizu się zaczerwieniła. - Rozumiem...
- Łóżka dla dorosłych są po tamtej stronie. - Wskazał sprzedawca.
- Tamtej... - Skrzywiła się Shizu. - Bardzo pan pomocny.
- Przepraszam, ja...
- Dziękujemy, poradzimy już sobie. - powiedział Sasori i przeprowadził ukochaną dalej. - Gość wyglądał jakby się miał popłakać.
- Przykre. - Wzruszyła ramionami. Sasori ujął jej twarz dłońmi i namiętnie pocałował. - Mm, ktoś na nas patrzy? Chcesz wzbudzić w kimś zazdrość?
- Lubię cię całować. Zagadka rozwiązana.
- Aww. Też cię lubię. Uśmiechnęła się Shizu.  -  To, które łoże ci się podoba?
- Szczerze? To, które mam w domu.
- Sasori...
- No co?
- Utrudniasz.
- Sama zaczęłaś.
- Chcesz się kłócić? - Burknęła, idąc przed siebie.
- Ja? To twój pomysł by tu przyjść.
- Zgodziłeś się.
- Dla świętego spokoju.
- Pomyśl, że nowe łóżko trzeba będzie ochrzcić. - wysunęła rękę z niemą prośbą o jej ujęcie. - Sasori?
- Ostrzegam, że nie będziesz wygrywała wszystkich kłótni taką kartą przetargową. - stwierdził popychając ją na jedno z łóżek. - drewno z ciemnego brązu. Ozdobne wykończenia w okręgi. - Położył się obok niej. - Wygodnie?
- Nie... To wciąż nie to. - Bąknęła.
- Mnie się podoba.
- Oczywiście. - Uśmiechnęła się zadziornie. - Skoro już tu jesteśmy to nie działaj na siłę. Zaprowadź mnie do kolejnego wyboru.
- Nawet będąc niewidoma., ciężko cię zadowolić. - Burknął Sasori, wstając na nogi. - Hej, a co powiesz na to?
Wziął Shizu na ręce i przeniósł ją na pewne łoże. Wybór jej nie zaskoczył, każdy facet chce zaznać , choć na chwilę, łóżka wodnego. Położyli się na nim oboje.
- Z doświadczenia wiem, że nie da się przespać całej nocy na takim łóżku.
- Ja bym dał radę.
- Jeden z moich eks też tak mówił. - Sasori zwrócił ku niej wzrok..
- Możesz nie wspominać o swoich byłych, gdy jesteś ze mną? To trochę bezczelne.
- Serio? - Parsknęła śmiechem. - Ty mój hipokryto. Wolisz powspominać Reiko? Noriko? Arisę? Kaoru? Kayę? A może Miyuki?
- Too nie fair, ja nie pamiętam imion twoich byłych...
- Ja też nie. Nie martw się. Musisz znać jedynie obecnego. Nazywa się Sasori.
- Muszę to sobie gdzieś zapisać. -  uśmiechnął się do siebie. Nigdy nie leżał na łóżku wodnym, całkiem przyjemnie. - Twojego byłego wojskowego też zmusiłaś do kupna łóżka?
- Nie.
- Och... Jak mu się to udało? - Zapytał po dłuższej chwili.
- Po prostu się do mnie wprowadził.
- Aha... Długo mieszkaliście razem?
- Właściwie prawie od początku. I tak mało co bywał w domu, bo wiesz, misje. - Shizu wzruszyła ramionami. - Sprawdź następne. Postaraj się i pójdziemy do sklepu z bielizną.
- O to się mnie nie czepiaj. Mam dużo majtek. - Bąknął Sasori, a jego partnerce zadrżały lekko wargi.
- Ale nie masz takich, w których ja bym mogła i chciała chodzić.
Po zrozumieniu wszystkiego zaśmiał się z siebie. Przy tej kobiecie jego neurony zaczynały się psuć. Z następnym wyborem łoża rzeczywiście się postarał, ponieważ perspektywa pomocy Shizu w wyborze i przymiarce elementów tego stroju, była kusząca. 

Noriko długo myślała nad sposobem ujawnienia oblicza swojej drogiej koleżanki jej własnemu mężowi. Pomocy w tym przedsięwzięciu miał jej udzielić Hidan, dlatego go do siebie zaprosiła. Oczywiście tak, jak się spodziewała, wulgarne żarciki i rządzenie się było nieuniknione. Wprowadziła Hidana w całą historię, a potem, po dobrych kilkunastu minutach samotnego naśmiewania się z losu własnego kolegi, wdrożyła go w plan. Pierwsze co musieli zrobić, to wyszukać video z dowodem zdrady Kany.
Okazało się to trudniejsze i bardziej uporczywe, niż myślała, Hidan nie czuł krępacji nad zwaleniem sobie konia w jej obecności. Nawet burzył się, gdy miała do niego o to pretensje.
- Nie sądziłem, że nadejdzie kiedyś dzień, w którym będziemy razem oglądać pornosy...
- Ja też... Zawiodłeś mnie, sądziłam, że raz-dwa to znajdziesz... - burknęła Noriko, wydmuchując nos w chusteczkę.
- Podałaś mi za mało informacji. Ciekawe co powie Dei, jak się dowie co tu robimy...
- Nic nie zrobi, bo się nie dowie.
- Nie dowie? Ups, hehe. - Zaśmiał się Hidan pod nosem. Noriko nie zareagowała. - Wy się... No tego... Kochasz go?
- Nie pytaj mnie o takie rzeczy.
- Bo?
- Bo takie tematy zaciskają więzi między ludźmi, a ja nie chcę się z tobą przyjaźnić.
- No dobra, więc żyj sobie w samotności.
- Nie jestem samotna, mam Naokiego.
- I Deidarę? – Przypomniał.
- Ta. I jego.
- Nie zrań mi dwóch przyjaciół, bo ci wpierdolę.
Zastrzegł Hidan, robiąc mimo wszystko wrażenie obojętnego. Noriko nic nie odpowiedziała, bardziej przejęta była własnym stanem zdrowia, który nie był najlepszy. Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi, poszła otworzyć, choć uczyniła to bardzo niechętnie. W progu zastała Deidarę.
- Hej, kochanie. – mruknął mężczyzna i od razu targnął ustami na partnerkę.
- Ej… przestań… - Uciekała przed dalszymi pocałunkami, próbując go od siebie odepchnąć. Niestety była zbyt słaba, a on zbyt napalony. – Przestań człowieku! – Warknęła, na co zareagował z zdziwieniem. – Eh… Co tu robisz?
- No napisałaś mi smsa, że jesteś rozpalona i mam przyjść, jeśli chcę się przekonać.
- Co ty pieprzysz? Nic ci nie pi… - Nagle usłyszeli za plecami usłyszeli głośne siorbanie i zobaczyli Hidana. Noriko zmrużyła na niego oczy, natomiast Deidarę wbiło w podłogę. – Ty do niego napisałeś? Złamałeś blokadę?!
- Urodziny Nao, no naprawdę kto by się spodziewał? – Zaśmiał się Hidan i dopił swój soczek z rurki.
- Kto ci w ogóle pozwolił ruszać moje rzeczy?!
- Kiedy mnie tu zaprosiłaś, powiedziałaś „czuj się jak u siebie”.
- Nieprawda. W życiu bym tak do ciebie nie powiedziała. – Prychnęła wyniośle Noriko.
- Z-Zaraz! STOP, kurwa! – Wtrącił się Deidara. – Co tu się wyprawia? Co ty tu robisz? Co on tu robi?
- Pomaga mi w czymś.
- Oglądamy sobie pornosy. – Odpowiedział Hidan.
- Zamknij ryja, do cholery! – Krzyknęła kobieta. – Wypad, wytłumaczę ci wszystko na korytarz… - po zrobieniu gwałtownego kroku osłabła i w samą porę złapała się półki by nie upaść, jednak to co było na półce, zleciało.
- Hej, hej. – Deidara natychmiast ją podtrzymał. – Co ci jest?
- Jest w ciąży.
- Co, kurwa?! – Jak oparzony się od niej oderwał. Noriko za bardzo na nim polegała, więc upadła na ziemię. Hidan zakrztusił się sokiem ze śmiechu. – To na bank nie moje!
- Lol, ja żartowałem, stary.
- Och… szlag, sorry, Noriko…
- Nie dotykaj mnie! Jestem chora, boli mnie gardło, cieknie mi z nosa i mam gorączkę! W tym stanie nie zniosę waszej dwójki w jednym domu, tego cudu potrafi dokonać tylko Sasori! – Warczała na nich z trudem. – Dlatego wyjdź, Deidara!
- Ja? Dlaczego ja?! – obruszył się.
- Bo. Tak. Powiedziałam. – Hidan zaśmiał się cicho pod nosem, co rozgniewało mężczyznę.
- Nie! Zostanę i… i będę z wami siedział!
Noriko zmrużyła oczy na kochanka, w stanowczo złym momencie zdecydował sobie jej odmówić. Hidan przyklasnął przyjacielowi i pogonił go by wszedł do salonu. Oczywiście tak zrobił. Noriko złapała się za głowę, zastanawiając się czy naprawdę ona jest właścicielką domu. Teraz rozumiała co Sasori miał zawsze na myśli, twierdząc, że pozbycie się jego kumpli nie jest takie łatwe.
- Ty serio oglądasz pornosy z moją dziewczyną? - obruszył się Deidara.
- Po pierwsze to był jej pomysł, a po drugie to nie mów o niej moja dziewczyna. - Burknął Hidan. - Tylko ją zapinasz.
- Możesz mi to wyjaśnić?
- Szukamy filmiku Kany.  Wiem, że zdradza męża. Hidan mi pomaga go znaleźć. - odparła neutralnie kobieta, siadając na kanapie.
- Dlaczego nie poprosiłaś mnie? Z radością dowiodę Uchihie, że jest rogaczem!
- Właśnie dlatego. 
- Co?
- Jesteś podłym człowiekiem, bez grosza empatii. Szczególnie dla Itachiego, zamiast ponoć, tylko byś szydził.
- Nieprawda! - Zaprzeczył. - A Hidan niby lepszy?!
- Przejął się trochę bardziej...
- To może z nim się dymaj?
- Co? - Rozkaszlała się Noriko. Deidara zmieszał się przez swoją wypowiedź.
- Już trzecią godzinę oglądamy pornosy. - mruknął dumnie Hidan. - Zazdrosny?
- Nie...! Nie zazdrosny tylko...
- Owww, Dei. Sam Saso przyznał, że ja do niej bardziej pasuje. - Przypomniał.
- Serio...? - Zdziwiła się Noriko.
- No, ale potem stwierdził, że ty byś mnie nie chciała.
- Miał rację.
- Dobra, dobra! - Deidara zajął miejsce przy kobiecie. - Jak zamierzacie to szukać?
- Oglądamy pierwszy sekundy i staramy się rozpoznać Kanę. - Wytłumaczyła Noriko. - Głos mam wyłączony.
- To lipa... Chociaż może i dobrze... Oglądacie nawet filmy sprzed pięciu lat...?
- Co...? Mówiłam, że tylko filmy z tego tygodnia! - Spojrzała gniewnie na Hidana.
- Sprawdzałem, kiedy się połapiesz. - Parsknął i zajął miejsce między nimi. - Przepraszam!
- Ałaaa, siedzisz mi na nodze...
- Naprawdę? 
Mimo zapytania, nie ruszył się ani o centymetr. Noriko samodzielnie musiała się wysilić i uwolnić stopę. Hidan grzebał coś przy laptopie, a Deidara się mu chwilę przyglądał. Spojrzał na swoją kochankę, dopiero, gdy odwróciła wzrok. Oparła ramiona o oparcie kanapy i ułożyła na nich głowę. 
- Twój ex mąż, umówił się ze mną jutro na nowe zlecenie.
- Wiem. Mówił mi. - ta odpowiedź go trochę zdziwiła.
- Jak to mówił?
- Dzwonił do mnie, pytając czy go nie przenocuje. Będzie dwa tygodnie w kraju.
- Ale... Chyba się nie zgodziłaś?
- Zgodziłam. 
- Żartujesz?
- To właściwie jego mieszkanie, więc głupio odmawiać, poza tym, jestesmy w dobrych kontaktach. - Hidan słysząc te słowa, spojrzał ukradkiem na Deidare.
- No dobra... W każdym razie, wiesz, wychodzi na to, że bzykam ex żonę swojego szefa.
- Mam ci przybić piątkę, czy co? 
- Nie...
- Ja ci przybiję! - stwierdził Hidan i podniósł dłoń. - Rządzisz! - przybił entuzjastycznie
- Stop! To ona! Na bank! - Wtrąciła z krzykiem Noriko.
- A skąd ty wiesz? Wiesz, jak wygląda nago? - Burknął Hidan.
- To ona, ma tatuaż węża na biodrze. - Dopowiedział Deidara.
- A ty skąd wiesz o tatuażu? - Dopytała Noriko. Hidan też był tego ciekawy.
- Długa historia. - odpowiedział.
- Skoro nie chcesz opowiadać, to wywalaj, chcę znać tożsamość tego śmiecia, z którym nasza droga Kana zdradza Itachiego.
- Czemu od razu śmiecia? To musi być fajny gość. Wyślę mu kwia... - Urwał, gdy na filmiku pojawiła się męska postać. Hidan z Deiem spojrzeli na siebie dla upewnienia. - Czy to...?
- O kurwa...
- O co chodzi? - Dopytała Noriko.
- Nie mogłaś od razu powiedzieć, że zdradza go z Sasuke?! - odpowiedział pytaniem Hidan.
- Sasuke. Tak, tak mi się przedstawił. - Plasnęła się w czoło. - Czyli go znacie?
- Ta dziwka, to brat Itachiego. - Wyjaśnił Deidara, po chwili zanosząc się śmiechem. - O ja pierdole, ale jaja! Wiedziałem, że Uchiha są jebnięci!
- Śmieszy cię to? - Burknęła Noriko.
- I to jak! Żeby tak brat bratu, to obrzydliwe, ale w wykonaniu Uchihów śmieszne.
- Ty traktujesz Saso jak brata, a dymasz mu byłą laskę. - Przypomniał Hidan. Noriko nie zwracała uwagi na jego komentarze, wyciągała z pudełka kolejne chusteczki.
- Z naciskiem na BYŁĄ.
- Jest z nią w stałym kontakcie, bo ma z nią dziecko. To jak AKTUALNA.
- Zejdź ze mnie, dobra?! - Warknął Deidara. - O co ci w ogóle chodzi?!
- O to byś się, kurwa mać, ogarnął! Ty i pani Szmata? Od kiedy stałeś się taki dwulicowy dla najlepszego przyjaciela?
- Nie jestem dwulicowy!
- Czyżby? To dlaczego ukrywasz to przed swoją psiapsiółką?
- Sam nam w tym pomagasz, więc z łaski swojej zamknij mordę! - Deidara w odróżnieniu od rozmówcy był cholernie tym tematem znerwicowany.
- Pomagam TOBIE, bo jesteśmy kumplami. Ale nie podoba mi się to co robicie. No i Noriko grozi, że odbierze Nao, Sasoriemu, jak się wygadam. Wiedziałeś?
Deidara spojrzał na Noriko lekko zbity z tropu. Zachowywała kamienny wyraz twarzy. W końcu wzruszyła ramionami i postanowiła wtrącić.
- Nie przesadzasz? Spotykamy się by uprawiać seks, nic zobowiązującego. Nawet jutro Deidarze może się znudzić i wszystko wróci do normalności.
- Nic do siebie nie czujecie....? Dei...? - Dopytał przyjaciela.
- Skończ, człowieku, niech cię to nie obchodzi! Potrafię panować nad swoją żądzą.
- Raczej nie bardzo, wnioskując, że niedawno omal nie wpadliście.
- Gdyby nie ty, w ogóle byśmy nie wpadli.
- Gdyby nie ja, to Saso by dostał na wasz widok zawału albo przynajmniej ci zajebał.
- Nie boję się go!
- To po cholerę się ukrywacie?
- Jesteś zbyt tępy, by zrozumieć!
Mężczyźni zaczęli bardzo szybko rozmawiać ze sobą za pomocą krzyku, a to te?ż szybko się rozwinęło. Szturchanie przekształciło się w popychanie, a skutkiem tego było strącenie przez Hidana lampy, z komody. Trzask rozbitego przedmiotu sprawił, że spojrzeli na Noriko. W kobiecie aż się gotowało ze złości.
- DOSYĆ TEGO! - Warknęła wściekle. - Wynocha z mojego mieszkania! Natychmiast!
- Noriko, wyluzuj...
- To wina Deia, on mnie popchnął. - Obarczył winą przyjaciela.
- Stary! - Zawołał ten z pretensją.
- Mam to w dupie. Po prostu was tu nie chcę. Rozumiecie, durnie? Won!
- Ok. I tak cię nie lubię. - stwierdził Hidan, wzruszając ramionami. - Tobie też radzę wyjść, blondynko. Jeszcze się czymś zarazisz. - dodał, kierując się do drzwi.
- Deidara daj spokój i wyjdź. Jestem chora.
- Widzę.
- To wyjdź. Na seks i tak nie ma co liczyć.
- Wiem. Ale nie tylko jestem wspaniałym kochankiem. Potrafię być też czuły i opiekuńczy. .- Powiedział troskliwie, po czym wziął ją na ręce. Przeszedł z dziewczyną do salonu i delikatnie ułożył ją na rogówce. - Zajmę się tobą.
- Dziękuję... Ale ja wolę żyć.
- I będziesz. Zaufaj mi. - Usiadł na przeciwko niej przekładając stopy Noriko na swoje kolana.
- Tobie? - Przewróciła oczami.
Deidara nie skomentował tej uwagi, choć uraziła go. Wziął do rąk jej stopę, nie zdjął z nich grubych skarpetek ze względu na chłód, zaczął na nie przyjemnie naciskać. Noriko poczuła błogość całkowitego odprężenia, a wszystko za pomocą dotyków. Wydawała z siebie pomruki, które raz za razem przeradzały się w bardzo oddane jęki.
- Noriko...
- Co?
- Staje mi, jak tak jęczysz.
- Masz z tym jakiś problem? - odpowiedziała pytaniem. Deidara uniósł do góry kącik swoich ust.
- Tak w ogóle to mam coś dla ciebie. - Zaczął grzebać w kieszeni bluzy, po czym wyjął z niego długie, gustowne pudełeczko. - Proszę.
- Co to jest?
- Sama się przekonaj.
Podniosła się więc do siadu i zaczęła otwierać  podarunek. W środku był naszyjnik z uroczą zawieszką w kształcie misia, uśmiech i spojrzenie kobiety wyrażało zadowolenie.
- Dei... Nie musiałeś... Oddam ci pieniądze, bo nie ma mowy bym się teraz tego pozbyła.
- To prezent ode mnie.
- Z jakiej okazji? Trzydziestego puknięcia? - Sarknęła Noriko.
- Liczysz? – Zaszydził Deidara, na co ta mu pokazała trzy palce. Se2rdeczny, środkowy i wskazujący.
- Czytaj między wierszami. – Bąknęła do mężczyzny na co mocno ścisnął  masowaną stopę. Jęknęła, ale po chwili milczenia cmoknęła go w policzek. - Dziękuję.

Późnym po południem Sasori wybrał się z Naokim i Shizu do centrum handlowego. Dzisiaj miało tam grywać na scenie kilka godnych ucha zespołów, a poza tym pełno tam atrakcji, które z pewnością zaciekawią Naokiego. Dzisiaj była sobota i chłopiec teoretycznie powinien siedzieć z matką, jednak była ona chora.
- Gdzie pójdziemy najpierw? - Zapytał Naoki.
- To chyba oczywiste, skoro nie jedliśmy obiadu. - stwierdził Sasori.
- Ja bym coś zjadła...
- Przecież o tym mówię. Shizu, czy ty mnie w ogóle słuchasz? - Burknął. Naoki zaśmiał się, widząc zdezorientowaną minę taty.
- Nie krzycz na nią tato.
- Ja, co? Ja nie krzyczę...
- Z tego co pamiętam, to knajpy są na drugim lub trzecim piętrze.. - Zastanowiła się na głos Shizu.
- Powinien, gdzieś na ścianie być plan z rozmieszczeniem. - mruknął Sasori.
- Tato, tam jest winda. Możemy pojechać windą?
- Jasne. - Skinął głową. - Na jaką kuchnie masz ochotę?
- Juhu! - Zawołał Naoki i pobiegł w tamtym kierunku.
- Nie mam pojęcia. Na jakąkolwiek. Zadowolę się nawet makiem. - Wzruszyła ramionami kobieta.
- Aż tak cię zgodziłem? - Zaśmiał się Sasori.
- Bardziej pragnę coś zjeść niż się z tobą kochać. - odpowiedziała poważnie Shizu. - Niech najmłodszy zdecyduje. Najlepiej będzie się do niego dostosować.
- Masz racje. - Przytaknął Sasori. - Naoki, wybie... Naoki? Gdzie on jest?
- Nie ma go tutaj?
- Nie ma! Kurwa, gdzie on jest?! - Sasori zaczął się rozglądać dookoła siebie.
- Mnie nie pytaj, przecież nie widzę...
- Muszę go poszukać. Zaraz wracam.
- Sasori, czekaj! - Zawołała, ale już jej nie słuchał. - Mógłbyś chociaż mnie odstawić tak, bym nikomu nie stała na drodze... - Bąknęła, starając się iść przed siebie.
Naoki pojechał windą na czwarte piętro , trochę się zagapił na widok za szybą i minął swoje piętro, ale na tym, na którym był też było fajnie. Poszedł do sklepu, gdzie wystawione były pistolety i strzelby zabawkowe. Dla niego samego to było sklepowe niebo. Środek był wypełniony samymi chłopięcymi zabawkami - Naoki latał od regału do regału, zachwycając się wszystkim. Śmiało sobie wszystko dotykał, bez taty jest o wiele fajniej, on nie pozwala mu niczego dotykać. A może wziął by sobie jeden woreczek z kulkami do strzelania? Mają tu tego pełno i nie ma mowy, by zauważyli.
- Hej chłopczyku. - Ukucnął przy nim jakiś pan. - Gdzie są twoi rodzice?
- Hm... Pewnie jedzą obiad. Shizu mówiła, że jest głodna. - odpowiedział Naoki.
- Rozumiem. Ile masz lat?
- A pan?
- Ja? Ja mam dużo. - Zaśmiał się mężczyzna.
- Ja też mam dużo.
- No tak... Jednak wydaje mi się, że rodzice się o ciebie martwią. Pójdziesz ze mną do ochrony? Znajdziemy twoich rodziców.
- No... Dobrze.
Zgodził się Naoki, ale tylko dlatego, że chciał by tata mu kupił jeden z karabinów. Gdy wychodzili ze sklepu, bramka sklepowa zapiszczała. To było dla Naokiego coś nowego, więc nie połączył z tym tego co miał w kieszeni. Ekspedient ukucnął przed nim i wytłumaczył, dlaczego bramka za piskała. Obiecał Naokiemu nic nie mówić jego rodzicom, jeżeli odniesie rzecz na miejsce. Zrobił to, ale niechętnie.
- ZNALEZIONO CHŁOPCA, W WIEKU SIEDMIU LAT. RODZICÓW PROSIMY O WSTAWIENIE SIĘ W BIURZE OCHRONY NA CZWARTYM PIĘTRZE. - wygłosił komunikat z głośników.
Sasori poczuł jak kamień spada mu z serca i natychmiast rzucił się biegiem w kierunku ochrony. Przysięgał, że złoi temu dzieciakowi dupsko tak, że przez tydzień na nim nie usiądzie. Wszedł do pokoju ochrony.
- Dzień dobry. Ja po syna. Siedem lat, czarne włosy, Naoki Akasuna.
- Cześć tato. - podbiegł do niego chłopiec. Sasori ukucnął przed nim, łapiąc za ramiona.
- Co ja ci do cholery zawsze powtarzam?! Co?! Masz się, kurwa, nie oddalać! - Warknął nie uważając nawet na słowa.
- Przecież nic mi się nie stało...
- Tego by jeszcze brakowało. Jeszcze raz spróbuj się ode mnie oddalić, a tak ci wpieprzę, że zobaczysz! Idziemy.
Zagroził, po czym szarpnął chłopca za rękę, podziękował ochronie i wyszedł. Naoki posmutniał, idąc posłusznie przy tacie. Nie wydawało mu się, że aż tak się na niego zezłości, powinien się cieszyć, że może być sam z Shizu.
- Przepraszam, że uciekłem... - powiedział w windzie, gdy byli sami. Sasori westchnął ciężko i nic nie odpowiedział. - Dalej jesteś zły?
- Dalej.
- Bardzo?
- Bardzo.
- Hm... Tak bardzo, że nie ma szans byś kupił mi zabawkę? - Dopytał, a Sasori zmierzył syna wściekłym wzrokiem. - Tylko pytam...
Na szczęście Sasoriego chociaż Shizu się nie oddaliła i czekała na ukochanego w miejscu, w którym ją porzucił. Nie sama. Obok stała Maribel z mamą, dziewczynka pierwsza wypatrzyła ich w tłumie i zaczęła wymachiwać rękami.

Wracając wieczorem do domu. Yagura w duchu śmiał się z numeru, który miał zaprezentować Hidanowi. Wszedł przez drzwi i oznajmił wszystkim, że już wrócił. Następnie wstąpił do salonu, gdzie byli Amara i jego brat, chyba się o coś kłócili, bo byli trochę podenerwowani, przynajmniej dziewczyna była.
- Stało się coś...?
- Książkę piszesz? - odparł zobojętniałym pytaniem jego starszy brat. - Co tak późno?
- Książkę piszesz? - odburknął Yagura. - Po drodze spotkałem listonosza. To do ciebie.
- Listonosz pracuje o tych godzinach...? - Zdziwiła się Amara.
- Mam lepsze pytanie. Co to jest? - Zaciekawił się Hidan.
- Nie wiem, bracie. Dowiesz się, jak otworzysz. - powiedział z uśmiechem Yagura. Hidan spojrzał na niego jak na idiotę, a następnie uderzył go w żebro..
- Auu... Za co?
- Bo dziwnie gadasz. - stwierdził Hidan odpakowując kopertę. - To ze szpitala, wyniki badań.
- Robiłeś jakieś badania? - Dopytała Amara.
- Hm... W sumie, kto mnie tam wie.
- Wow. Bracie, to jest wynik badań na obecność HIV! - Zawołał Yagura wykonując teatralne napięcie.
- Co?! - Zawołała z lękiem Amara, wyrywając z rąk Hidana kartkę. - Wynik pozytywny?! - Zawołała z przejęciem. Yagura zmarszczył czoło zaskoczony akurat jej reakcją.
- Co...? - odebrał jej kartkę. - Nie. To na bank pomyłka...! - Wytłumaczył, a Amara zakryła twarz rękoma.
- Eee... Ludzie, o co kaman? - Zapytał Yagura.
- Zaraziłeś mnie chorobą weneryczną, durniu! - Pisnęła w złości dziewczyna, zaczynając okładać pięściami Hidana. Młodszy z braci złapał jej ręce.
- Wyluzuj. Tym się można zarazić tylko przez uprawianie seksu z osobą zarażoną. - Wyjaśnił  lekko rozbawiony, ale nikomu nie było do śmiechu, a dziewczyna nawet zaczęła szlochać. - Oooch...
- Amara, ja... Przepraszam. - powiedział Hidan, chwytając się z bezradności za włosy.
- Przepraszam? - Warknęła. - Sądzisz, że to wystarczy, kretynie! Pierwszy i ostatni raz uprawiałam seks!
- Dlaczego ostatni? - Bąknął cicho Hidan i nieśmiało drążył dalej. - Jeśli chodzi o seks, to dalej możemy działać. Przecież drugi raz się nie zarazisz.
- Spierdalaj, ty imbecylu!
Yagura złapał ją mocno w pasie i obrócił od Hidana. Nie mógł uwierzyć, ze wpadając na taki pomysł, jego brat powiedział go na głos. Ale to nie był jego problem, problem był taki, że to wszystko to był żart. Nie zamierzał wciągać w to Amary. Wszystko zjechało na niewłaściwy tor i musiał to teraz odkręcić.
- STOP! Zamknijcie się na chwilę! - Krzyknął przez co obecni się uspokoili. - Słuchajcie... To był blef.
- Co?
- No te wyniki są fałszywe... To miał być kawał. Ale tylko na tobie. - Zwrócił się do Hidana.
- I uważasz, że to byloby śmieszne?! - Oburzyła się Amara.
- No... Gdybyś nie została w to niechcący wciągnięta, to pewnie byś się śmiała.
- Jesteś idiotą, Yagura. - Warknęła. - Hidan, on i Matsuri nigdy ze sobą nie zerwali. Okłamują cię, by...
- Ej! - Warknął Yagura.
- Ta, wiem. - powiedział Hidan, wywołując zaskoczenie. - Tata cię wsypał, jak byłem u niego tydzień temu. Oddasz mi szmal za te dziwki, które ci sprowadzałem. A teraz precz mi z oczu.
- Tylko tyle?
- Wypierdalaj do pokoju! - Rozkazał Hidan.
Yagura spojrzał na niego dziwnie, ale przeszedł go też lekki dreszcz pod wpływem wzroku brata, dlatego bez słowa wypełnił polecenie. Następnie, gdy zostali z Amarą sami, spojrzał jej w oczy.
- Może uczcimy to, że jesteśmy zdrowi jakimś numerkiem?
Dziewczyna momentalnie zmrużyła na mężczyznę oczy i pokazała mu środkowy palec zanim oddaliła się do pokoju i zatrzasnęła za sobą drzwi. Hidan wzruszył ramionami bowiem zawsze trzeba próbować. Wyjął z kieszeni telefon i napisał smsa do młodszego brata: Ej, ten kawał był nawet śmieszny ^^ brawo <lols>

Konan była zła. Stała przed zlewem w kuchni i zmywała naczynia, zamiast po prostu wrzucić je do zmywarki, a jej emocja eskalowała ilekroć słyszała wesołość Yahiko. Czuła się zazdrosna, wszystko było co prawda jej pomysłem i tylko dlatego zamiast się wściekać, dusiła to w sobie.
Mianowicie w swoim domu mieszkali do pewnego czasu z współlokatorem. Była nim kobieta, ciężarna - pełniąca dla nich rolę surogatki. W brzuchu dziewczyny rósł dzidziuś, który kiedyś będzie oczkiem w głowie jej i Yahiko. Bez wątpienia, bo mężczyzna jak na początku był w tej kwestii bardzo sceptyczny, tak teraz był cudownym przyszłym tatą. Dbał o ciężarną matkę bardziej niż o Konan. Spełniał jej zachcianki niemalże cały czas ignorując Konan , a co gorsza rozmawiał, przytulał i bawił się z brzuchem ciężarnej Kadi tak, jak pewnie nigdy nie potraktuje jej brzucha.
- Nowy, lepszy tatuś będzie cię kochał najbardziej na świecie. - mruknęła Kadi do swojego brzucha. Yahiko przytulił się do niego delikatnie. Już dawno pokonali jakiekolwiek granice między bliskością.
- No ba! Już cię kocham. Jeżeli nie będziesz się wydzierać po nocach, to to się nie zmieni.
- Jak się będzie drzeć po nocach, to będzie oznaczać, że będzie piosenkarzem.
- Oooby nie. - Zaśmiał się Yahiko. - To chyba jasne, że będziesz sędzią najwyższym i anulujesz tacie wszystkie mandaty.
Oboje zaśmiewali się z swoich tekstów, nie zauważając nawet Konan, która usiadła w fotelu opierając głową i nogi o podłokietniki i przełączając pilotem kanały w telewizji.
- Ej, Konan. Kim nasz syn będzie w przyszłości?
- Nie wiem. - Wzruszyła obojętnie ramionami. - Jego wybór.
- A zastanowiliście się już nad imieniem? - Zapytała Kadi.
- Jeszcze nie wybraliśmy, bo Konan ma tyle świetnych propozycji... - odpowiedział Yahiko.
- Na przykład? - spojrzała wyczekująco na Konan, ale ta nie udzielała się w ich rozmowę.
- Sho, Daiki, Tomio albo Satoshi, to nasze faworyty. - powiedział Yahiko. - Idę do toalety. Bądź grzeczny, szkrabie.
Pomasował na odchodne brzuch dziewczyny. Konan widząc to kątem oka, chciała wyrzygać tęczę. Miała serdecznie dość bycia piątym kołem u wozu we własnym domu.
- Pewnie niejedna będzie ci zazdrościć takiego opiekuńczego męża. - mruknęła Kadi.
- Ta. Yahiko jest super. - Konan przewróciła oczami. - Pójdę się już położyć.
- Dopiero...
- Trochę się narobiłam w pracy i jestem zmęczona. - Usprawiedliwiła się Konan.
Rzuciła dziewczynie na pożegnanie sztuczny uśmiech i udała się na górę do pokoju. Kadi westchnęła i przejęła pilot od telewizora, włączając sobie program, na którym leciał jakiś wyciskacz łez.
- Jestem z powrotem. - Oznajmił Yahiko.
- Fajnie, ale sądzę, że powinieneś iść do żony. Chyba nie jest w humorze.
- Naprawdę? Nic nie zauważyłem...
- Cóż... Jesteś tylko facetem. - mrugnęła do niego Kadi. - Yahiko?
- Tak?
- Zanim pójdziesz, podasz mi koc?
- Pewnie.
Yahiko wyjął szafy bawełniany kocyk i opatulił nim kobietę, dopytał się czy ma zrobić coś jeszcze, ale nie musiał. Ruszył więc schodami na górę, a potem wszedł przez drzwi do małżeńskiej sypialni, którą dzielił z Konan. Nie było jej jednak w środku.
- Kochanie...?
- W łazience! - Powiadomiła lekko nie wyraźnie. Yahiko po chwili zjawił się przy żonie, już była bez makijażu i myła zęby. - Co się stało?
- Nie ma cię na dole. Zatęskniłem.
- Jestem zmęczona. - stwierdziła, wypłukując sobie usta.
- Coś się stało?
- Owszem. Chcę mi się spać. - cmoknęła męża w usta i wyminęła. Złapał ją jednak za ramię i przyciągnął do siebie.
- A może byśmy tak...?
- Nie dzisiaj.
- Aha! Wiedziałem, że coś się i nie dam ci zasnąć dopóki mi nie powiesz o co chodzi! - Zapowiedział Yahiko.
- Jestem zazdrosna o Kadi, a konkretnie to o jej ciążę. - odpowiedziała sfrustrowana Konan, kładąc się na brzuchu, na łóżku. - Dlaczego to ja nie jestem w ciąży i nie na mnie chuchasz, nie mi usługujesz i nie do mojego brzucha mówisz? To nie sprawiedliwe!
Yahiko westchnął przecierając twarz. Właśnie otworzył wieczko puszki Pandory, wielu by się cieszyło mając żonę, która prosto z mostu powie co jej leży na wątrobie, ale on czasami wolałby się domyślać i się nie domyślić.
- Kotku... Może to lepiej, że nie ty jesteś w ciąży? Nie wyglądałabyś dobrze z taką nadwagą. - Konan odwróciła się do niego z naburmuszoną miną. - Wiesz, że cię kocham.
- Ta... - Bąknęła. Po chwili poczuła na pośladkach delikatny ciężar, a jej plecy  rozkoszowały się masażem. - O tak... Tego mi trzeba. - Uśmiechnęła się i dla wygody zdjęła też z siebie bluzkę. Stanika na sobie nie miała.
- Po prostu się odpręż.
- Yahiko...?
- Hm?
- Jak to jest, że mimo swojej niechęci do dziecka w cudzym brzuchu, to okazałeś się lepszym ojcem ode mnie?
- Konan, chyba ustaliliśmy, że ja będę tatą, a ty mamą. - Zaśmiał się mężczyzna. Konan również z samej sobie.
- Rodzicem. Okazałeś się lepszym rodzicem. - Poprawiła się.
- Wiesz, jak byłem mały, to uwielbiałem grać w tamadochi. - odrzekł Yahiko.
- W co?
- Nie znasz? To ta gierka, gdzie tworzysz sobie zwierzaczka i musisz go karmić, wyprowadzać na siku, bawić...
- Dobra. Już wiem o jaką grę chodzi.
- No. No to właśnie ta sytuacja przypomina mi tą grę. Jestem w niej najlepszy. Ale pewnie wszystko się zmieni, jak dziecko przyjdzie na świat.
- Tak sądzisz?
- Mm. Nie sądzę, że zmiana pieluch i zgadywanie czemu dzieciak plącze było dla mnie fajne.
- A jak dla mnie też nie będzie?
- Teraz cię wzięło na wątpliwości? - Burknął Yahiko. Konan się zaśmiała i obróciła przodem do niego.
- Wiesz, zrobiło mi się zimno.
- Zrobić ci gorącej herbaty? - Zapytał, a Konan objęła go rękami.
- A może sam mnie rozgrzejesz?
Yahiko uśmiechnął się znacznie i pocałował swoją żonę. Długo i namiętnie. Następnie wpił się w jej szyję pozostawiając na niej sporo malinek, a ją samą doprowadzając do rozkosznego szaleństwa. Kobieta mruczała pod nosem, wtapiając palce w rudą czuprynę męża. Obcałowywał każdy element ciała kobiety, zatrzymując się chwilę przy jej brzuchu.
- Och, kocham cię piękny, płaski brzusiu. Nigdy się nie zmieniaj, jesteś zajebiaszczy!
- Co ty robisz? - Zapytała dziwnie Konan.
- Rozmawiam z twoim brzuchem. Nie chcę by czuł się odtrącony. - Konan zadrżała warga i parsknęła śmiechem.
- Yahiko, doceniam to, ale to kretyński pomysł.
- Ja tak nie uważam.
- Ok... Potem zagadaj do mojej dupy, bo dawno nie słyszała komplementów. - Zaśmiała się serdecznie Konan. Yahiko się oburzył.
- Zaraz się nią zajmę. Zasłużyła na kilka klapsów.