By艂a
godzina trzynasta popo艂udniu. Sasori tego i poprzedniego dnia mia艂 jeszcze
wolne od pracy, kt贸re na ca艂ego wykorzystywa艂
dla syna, a przed nimi jeszcze ca艂y weekend. Naoki w og贸le nie pyta艂
taty o Miyuki. Nawet, gdy Sasori napomkn膮艂 mu poprzedniego wieczoru, 偶e musia艂
napisa膰 w internecie og艂oszenie, 偶e szuka opiekunki. Naoki jedynie si臋 tym
oburzy艂, bo przecie偶 jest du偶y i potrafi zaj膮膰 si臋 sob膮. W艂a艣nie dzisiaj
przysz艂y dwie kandydatki na stanowisko – kobieta w wieku pi臋膰dziesi臋ciu lat,
swoje dzieci ju偶 odchowa艂a, wi臋c by艂a ch臋tna do pomocy przy innych. Drug膮
kandydatk膮 by艂a bardzo atrakcyjna dwudziestolatka, kt贸ra nie planowa艂a studi贸w,
chcia艂a pracowa膰. To by艂o oczywiste, 偶e aparycje jej nie pomo偶e, cho膰 to nim
mog艂a by si臋 opiekowa膰. Mia艂a na sobie sporo tatua偶y… Wtem do mieszkania
dobija艂a si臋 kolejna osoba.
- Przepraszam, p贸jd臋 otworzy膰. – Powiadomi艂
kobiety i szed艂 ku drzwiom. Naoki le偶a艂 sobie na plecach, graj膮c na telefonie
ojca.
- Siemka Cipeczko! – Mrukn膮艂 Hidan, wpraszaj膮c si臋
do 艣rodka razem ze swoj膮 towarzyszk膮.
- Hidan, to nie jest odpowiednia pora na
odwiedziny…
- Spoko. – Wzruszy艂 ramionami i wskaza艂 na
dziewczyn臋 obok siebie. – To jest Amara.
- No elo. – Przywita艂a si臋 od niechcenia. Nie
chcia艂a tu przychodzi膰, w og贸le nie chcia艂a wychodzi膰 z domu. – To ten tw贸j
zwierzaczek?- U艣miechn臋艂a si臋 zgry藕liwie.
- S艂ucham…?
- Nie, to tylko rudy ojciec mojego ULUBIE艃CA,
nie zwierzaczka. – Poprawi艂 swoj膮 towarzyszk臋.
- Tak czy siak Hidan, teraz spadaj. Nie mam
czasu na u偶eranie si臋 z kolejnymi dzie膰mi. – Burkn膮艂 w ich stron臋, patrz膮c na
bardzo m艂odziutk膮 Amar臋. – Mam go艣ci.
- Luz, luz. Nie b臋dziemy przeszkadza膰, chc臋
zapozna膰 Amar臋 z Nao.
- No to przyjd藕cie potem.
- No co jest? Wstydzisz si臋 mnie? – Wyszczerzy艂
si臋 Hidan.
- Owszem. – I u艣miech spe艂z艂 mu z twarzy.
- Ja si臋 ju偶 b臋d臋 zbiera膰, Sasori…
Do
przedpokoju wesz艂a w艂a艣nie starsza kobieta. Hidan spojrza艂 na ni膮
zdezorientowany. Nie wiedzia艂 kim by艂a i dlaczego tu by艂a? Cho膰 po sposobie
traktowania si臋 wzajemnie to by艂o podejrzane. M贸wili do siebie na ty! W dodatku
ich rozmowa by艂a dziwna.
- Mam nadzieje, 偶e jeszcze si臋 z tob膮 i Naokim
zobacz臋.
- Chwilowo i tak jeste艣 numerem jeden. Zadzwoni臋
wieczorem. – Powiedzia艂 zamykaj膮c za kobiet膮 drzwi.
- Co prawda m贸wi艂e艣, 偶e lubi starsze, ale bez
przesady… - mrukn臋艂a Amara.
- Sasori… Pukasz staruszk臋…? – Zapyta艂 Hidan nie
mog膮c st艂umi膰 chichotu.
- Nie idioto! – Warkn膮艂 gniewnie.
- No to kto to by艂?
- Taka pani. – Powiedzia艂 wymijaj膮co.
- Mog臋 do kibelka? – Wtr膮ci艂a Amara. Sasori
przytakn膮艂 wskazuj膮c jej kierunek. Hidan jednak nie odpu艣ci艂. Wtem w drzwi
ponownie kto艣 zapuka艂. Po otwarciu okaza艂o si臋, 偶e przyby艂a Noriko.
- Cze艣膰. – Przywita艂a si臋 Noriko. – Och, Hidan…
- Nagle jej mina zrobi艂a si臋 mniej zadowolona.
- Co tu robisz? – Zapyta艂 Sasori.
- No w艂a艣nie, spierdalaj! – Stawi艂 si臋 za koleg膮
Hidan.
- Przysz艂am w sprawie og艂oszenia. – Zwr贸ci艂a si臋
do ojca swojego dziecka.
- Og艂oszenia? Jakiego og艂oszenia?
- Masz weekendy… - Burkn膮艂 Sasori. Ca艂kowicie
zignorowali Hidana.
- Zrezygnuje z nich, je艣li pozwolisz mi si臋
opiekowa膰 Naokim w tygodniu.
- Nie podoba mi si臋 ta opcja.
- Nie b臋dziesz musia艂 mi p艂aci膰, to chyba lepsza
„opcja”.
- Hej, hej, hej. Chwila! – Hidan wtr膮ci艂 si臋
mi臋dzy nich. - O czym wy gadacie...?
- O...
- Zg艂aszam si臋 na opiekunk臋, Naokiego. -
Powiedzia艂a Noriko wchodz膮c Sasoriemu w s艂owo. - Nie przeszkadzaj jak doro艣li
rozmawiaj膮...
- Szukasz opiekunki...? Czemu? Miyuki
zrezygnowa艂a? - Po tych pytaniach Noriko dopiero zrozumia艂a nie艣wiadomo艣膰
Hidana.
- Powiedzmy, 偶e nie mog艂a ju偶 tutaj
pracowa膰...
- Czemu?
- Bo nie!
- Czemu?!
- Zerwali艣my. - Sykn膮艂 Sasori. - Nie zadawaj ju偶
pyta艅, dobra? - Hidan nie odpowiedzia艂. Ruszy艂 do salonu, zwracaj膮c do
Naokiego.
- Hej Nao. Czemu tw贸j stary zerwa艂 z
Miyuki?
- Hidan! .- W艣ciek艂 si臋 Sasori. Jak Hidan m贸g艂
wykorzysta膰 dla tej informacji jego syna...?!
- Nie wiem wujku. - Ch艂opiec wzruszy艂 ramionami,
niczym si臋 nie przejmuj膮c. – To nie moja sprawa.
Sasori
zdziwi艂 si臋 na odpowied藕 syna. Nie wiedzia艂, kiedy Miyuki sta艂a si臋 mu oboj臋tna
i dlaczego. Hidan za艣 nie by艂 zadowolony ze swojej niewiedzy. Znowu si臋 zaczyna
sezon na „Hidan nic nie wie o swoich przyjacio艂ach”. Noriko odchrz膮kn臋艂a
zwracaj膮 na siebie uwag臋 uszcz臋艣liwionego syna. Jako艣 w tym czasie zza rogu
wysz艂y dwie dziewczyny, Amara i druga z kandydatek na opiekunk臋.
- Kto to? – Zapyta艂a Noriko.
- Hej! Ja ci臋 znam! – Zawo艂a艂a Amara. – I ty
pewnie te偶. – Zwr贸ci艂a si臋 do kole偶anki. – Jeste艣 by艂膮 dziewczyn膮 Dana… Nie
pami臋tam jego nazwiska, ale by艂 tatua偶yst膮 i kumplowa艂a艣 si臋 z jego sior膮.
- No tak! – Przytakn臋艂a jej kole偶anka. – Ta, z
kt贸r膮 zerwa艂.
- Przepraszam...? – Noriko parskn臋艂a 艣miechem.
- Wiemy, 偶e zerwa艂 z tob膮, bo go zdradza艂a艣 z
jakim艣 szmaciarzem. – Kobieta z u艣miechem spojrza艂a na Sasoriego. on, widz膮c
gest swojej eks si臋 skrzywi艂. – A jak zasz艂a艣 w ci膮偶臋 to ci臋 wyrzuci艂 na zbity
pysk i wr贸ci艂a艣 do Dana z podkulonym ogonem.
- Porywaj膮ca historia. I co wtedy zrobi艂 cudowny
Dan?
- No przyj膮艂 ci臋 z powrotem, nawet tym twoim
bachorem si臋 zajmowa艂. Pami臋tam jak nim si臋 zajmowa艂 w salonie.
- Co…?! Wzi膮艂 moje dziecko do tego swojego
burdelu?! – Noriko w艣ciek艂a si臋 na t膮 wie艣膰, a jednocze艣nie nie mog艂a si臋
opanowa膰. Sasori widz膮c jej nerwy postanowi艂 zareagowa膰. Odchrz膮kn膮艂 znacz膮co i
si臋 wci膮艂 pomi臋dzy kobiety.
- No tak. Pani ju偶 podzi臋kuj臋. Drzwi s膮 tam.
- Ale ja… Ja czuj臋, 偶e si臋 艣wietnie z pana synem
dogadam! Prosz臋 da膰 mi szans臋!
- Niestety. Nikomu nie pozwol臋 nazywa膰 dziecka
bachorem.
- Kiedy ja…
- Naoki, to dziecko moje i Sasoriego.
Zrozumia艂a艣 czy mam przeliterowa膰?
Noriko u艣miechn臋艂a si臋 perfidnie. Musia艂a
przyzna膰, 偶e zrobienie na z艂o艣膰 tej osobie sprawi艂o jej rado艣膰. Staraj膮c si臋
ukry膰 za偶enowanie t膮 niefortunn膮 sytuacj膮, opu艣ci艂a mieszkanie jak zosta艂a
poproszona.
- Co znaczy pizda? - Zapyta艂 Naoki.
- Co? Sk膮d znasz to s艂owo?
- Ta pani tak powiedzia艂a.
- Aha. Niewa偶ne, nie wolno tak...
- To znaczy, 偶e jest zimno. - Wtr膮ci艂
si臋 Hidan przerywaj膮c wypowied藕 przyjaciela.
- Co? Co ty pieprzysz?
- No m贸wi si臋 te偶 tak, gdy jest zimno.
Lepiej by kojarzy艂 to s艂owo z t膮 definicj膮.
- Pizga. Nie pizda. - Burkn膮艂 przewracaj膮c
oczami.
- Hm? Serio?
- Tak.
- Ca艂e 偶ycie w b艂臋dzie. -
Westchn膮艂 Hidan po czym wzruszy艂 ramionami. - No
mniejsza. Saso po co ci nia艅ka skoro masz mnie? Mog臋 siedzie膰
z Nao, gdy bawisz si臋 w doktora.
- Sam masz przecie偶 robot臋.
- Rzuc臋 j膮. - Mrukn膮艂 oboj臋tnie.
- Przepraszam bardzo. - Wtr膮ci艂a Noriko. -
Nie zgadzam si臋 na twoj膮 kandydatur臋. Poza tym sprawa jest jakby zamkni臋ta,
bo Naoki b臋dzie pod opiek膮 mamy.
- Jeszcze nie zdecydowa艂em...
- We藕, nie b臋dzie ci膮gle z mam膮.
- Niby dlaczego?
- Bo to wiocha. - Wyt艂umaczy艂 Hidan.
- Nao, chcesz by膰 ze mn膮, kiedy stary b臋dzie w pracy?
- Woli by膰 z mam膮. - Sykn臋艂a Noriko.
- Mo偶e pozw贸l mu si臋 samemu
wypowiada膰, a nie nim rz膮dzi膰? - Burkn膮艂. - On nie da ci sobie wej艣膰 na g艂ow臋,
jak g艂upi Sasori.
- Ej... - B膮kn膮艂 gospodarz mieszkania.
- Ja wiem czego chce moje dziecko. Nie chcesz
by膰 z tym go艣ciem tylko z mam膮, prawda kochanie?
- A... Czy musz臋 z kim艣 zostawa膰? Jestem du偶y
przecie偶...
- Masz dopiero siedem lat, s艂oneczko. – Noriko
usiad艂a obok ch艂opca na kanapie. – Znalaz艂am prac臋 na weekendy na nocne zmiany,
wi臋c zajmowanie si臋 Naokim w tygodniu by艂oby 艣wietnym rozwi膮zaniem.
- Nocne zmiany? Gdzie pracujesz? W klubie ze
striptizem? – Hidan parskn膮艂 艣miechem, klepi膮c w plecy Sasoriego. Ten jednak
nie podziela艂 jego humoru. Noriko po d艂u偶szej chwili uporczywego wpatrywania
si臋 w Hidana doda艂a.
- Pracuje w barze niedaleko. Jako barmanka.
- Bo偶e! Powr贸t do przesz艂o艣ci. Nied艂ugo znowu
si臋 zejdziecie z Saso. – Po tej wypowiedzi nasta艂o milczenie. Noriko i Sasori
jedynie spojrzeli spode 艂ba na komentatora.
- Fajnie by by艂o. – Oznajmi艂 Naoki. – Mia艂bym
normaln膮 rodzin臋 i nie k艂贸ciliby艣cie si臋 o mnie.
Wszyscy
doro艣li zwr贸cili spojrzenia na ch艂opca. Zrobi艂o si臋 dziwnie. Sasori spu艣ci艂
wzrok na pod艂og臋, czu艂 si臋 troch臋 winny 偶e nie zapewni艂 w艂asnemu dziecka 偶ycia
z mam膮 i tat膮 pod jednym dachem. Noriko zrobi艂o si臋 g艂upio, musz膮c to wszystko
s艂ysze膰. W ko艅cu d艂ug膮 cisz臋 przerwa艂 Hidan przedstawiaj膮c wszystkim Amar臋. W
owej chwili wszyscy byli wdzi臋czni za jej obecno艣膰. Sasori przypatrywa艂 si臋
dziewczynie bardzo dog艂臋bnie daj膮c przyjacielowi pe艂ne podziwu sygna艂y. By艂a
pi臋kna, buntowniczy styl dodawa艂 jej tylko uroku, jednak to nie jest dziewczyna
na sta艂e podobnie jak dziewczyna sprzed chwili. Hidanowi najbardziej zale偶a艂o
na opinii Naokiego, nic wi臋cej si臋 nie liczy艂o.
- Nie lubi臋 jej. – Stwierdzi艂 Naoki, kiedy
przeni贸s艂 si臋 z wujkiem tylko w pokoju.
- Co? Dlaczego?!
- Jest niemi艂a wujku…
- Wcale nie!
- I strasznie si臋 rz膮dzi. – Burkn膮艂 Naoki. –
Wujek, sta膰 ci臋 na wi臋cej. – Poklepa艂 go po ramieniu. Hidan przez d艂u偶sz膮
chwil臋 nie wiedzia艂 co powiedzie膰. Od kiedy to mu ju偶 nie przytakuje…
- Ale ta mi si臋 podoba! Ma fajne cia艂o. –
Mrukn膮艂 z swoim zboczonym u艣mieszkiem.
- I tak jej nie lubi臋…
- Nie mo偶esz jej nie lubi膰! – Zapar艂 si臋 Hidan.
– Lubicie te same p艂atki!
- Liony?
- No w艂a…! Chwila, przecie偶 lubisz nesquiki…
- Teraz lubi臋 Liony, nesquiki s膮 dla dzieci. –
Por贸wna艂, machaj膮c r臋k膮.
- Racja. – Przyzna艂 Hidan. – Pierwszy krok do
stania si臋 m臋偶czyzn膮. Przybij pi膮tk臋!
Przybi艂
wi臋c. Wujek zachowywa艂 si臋 o wiele fajniej bez Amary. Zauwa偶y艂, 偶e gdy z ni膮
jest to zaczyna si臋 zachowywa膰 jak s艂u偶膮cy. Tymczasem Noriko siedzia艂a w
salonie razem z Sasorim i przyjaci贸艂k膮 Hidana, kt贸r膮 po paru minutach rozmowy
rozpozna艂a. Amara mia艂a wtedy dwana艣cie lat, jako ma艂olata szala艂a za Danem.
Ju偶 wtedy by艂a w domu dziecka, a Noriko zna dok艂adnie jej przypadek, jej
przesz艂o艣膰.
- Znasz mnie lepiej ni偶 Hidan… ale nie zdradzaj
mu informacji o mnie, okej?
- Nie zdradz臋. Przynajmniej nie za darmo. –
Odpar艂a Noriko. Nast臋pnie przesz艂a do kuchni, gdzie przebywa艂 Saso. Chcia艂a z
nim jeszcze raz pom贸wi膰 o z艂o偶onej ofercie. – Sasori to co z t膮 prac膮?
- Zanim przysz艂a艣 mia艂em 艣wietn膮 osob臋 na t臋
posad臋 wi臋c… wi臋c sorry.
- Dlaczego taki jeste艣? Przecie偶 wyt艂umaczy艂am
ci pow贸d! W innym wypadku nie b臋d臋 si臋 widzie膰 z Naokim.
- Noriko nikt ci nie ka偶e pracowa膰. Maj膮tek od
m臋偶a chyba ci wystarczy na prowadzenie godnego 偶ycia. Mia艂a艣 co weekend, teraz
chcesz w tygodniu, mo偶e jeszcze w og贸le chcesz z nim mieszka膰?
- Przypominam, 偶e mieszka艂am z nim miesi膮c,
podczas gdy ty wola艂e艣 p艂aka膰 po k膮tach za by艂膮 i nic takiego si臋 nie sta艂o by艣
m贸g艂 si臋 obawia膰.
- Niczego si臋 nie obawiam.
- Och, serio? – Zapyta艂a z kpin膮.
- Tak. Ufam ci, ale… - Westchn膮艂 ci臋偶ko. – Sam
nie wiem... Daj mi czas do zastanowienia.
- Jasne…
Wi臋cej
s艂贸w nie potrzebowa艂a. Ostatnie zdanie z ust Sasoriego jest adekwatne do
wyra偶enia zgody. Z u艣miechem szykowa艂a si臋 do wyj艣cia. Chcia艂a da膰 Sasoriemu
woln膮 r臋k臋, gdy opiekuje si臋 dzieckiem. Po chwili do towarzystwa doszed艂 Hidan
informuj膮c Sasoriego o planach z Naokim na najbli偶szy poniedzia艂ek. Uszanowa艂
wsp贸lny weekend ojca z synem… a w艂a艣ciwie to nie, mia艂 to gdzie艣, dostosowa艂
si臋 jedynie do Naokiego.
- W og贸le, ta twoja siora cz臋sto u mnie bywa,
wiesz? – Zarechota艂.
- My艣lisz, 偶e przychodzi do ciebie?
Niepotrzebnie robisz sobie nadzieje. – Odpowiedzia艂 zoboj臋tniale Sasori.
- Wiem, 偶e przychodzi do Yagury. I tak
zostaniemy rodzin膮.
- Bardziej ona ni偶 ja… - Sasori nie dawa艂 si臋
sprowokowa膰. – Zreszt膮, mo偶e w ko艅cu zm膮drzeje i rzuci twojego braciszka.
- S膮dz膮c po nocnych j臋kach to pr臋dzej zajdzie w
ci膮偶e.
- Hm? To ona u was sypia?!??
- Co si臋 tak gor膮czkujesz? To normalne, 偶e w
zwi膮zku si臋 ze sob膮 sypia. W艂a艣ciwie dzi臋ki niej wykluczy艂em Yagur臋 z strefy
gej贸w. – Pokiwa艂 z uznaniem g艂ow膮. Sasori zacisn膮艂 pi臋艣ci w z艂o艣ci.
- Nie s膮 na tyle d艂ugo razem by sz艂a z nim do
艂贸偶ka.
- Ty szed艂e艣…
- Nie m贸wimy o mnie ok?! – Warkn膮艂 zdruzgotany
t膮 ca艂膮 wiadomo艣ci膮 dotycz膮c膮 Matsuri. – Co ten tw贸j jebni臋ty brat sobie
my艣li?! 呕e mo偶e sobie dupczy膰 moj膮 siostrzyczk臋?
- Najwyra藕niej.
Sasori
burkn膮艂 co艣 pod nosem i ju偶 w g艂owie rozpocz膮艂 przemy艣lenia dotycz膮ce
morderstwa na Yagurze i zamkni臋cia Matsuri w jakiej艣 wie偶y. Mo偶e na pierwszy
rzut oka nie byli przyk艂adnym rodze艅stwem, ale cenili sobie wzajemne dobro.
Mats w ko艅cu od razu zareagowa艂a, dowiedziawszy si臋 o zdradzie Miyuki. Saso te偶
nie zamierza艂 pozwoli膰, by Yagura zniszczy艂 tak wcze艣nie 偶ycie jego siostry.
Ona ma przecie偶 ambitne plany na przysz艂o艣膰 i 偶adnego Yagury tam nie by艂o.
W
sobot臋 ju偶 z samego po艂udnia po Naokiego przyszli jego koledzy ze szko艂y.
Chcieli i艣膰 na plac zabaw pobawi膰 si臋 tam w jakie艣 igrzyska olimpijskie. W tym
okresie czasu naogl膮dali si臋 tych sportowych program贸w i po prostu musz膮
wykorzysta膰 w zabawie, poznane dyscypliny. Sasori westchn膮艂 ci臋偶ko, nadchodzi
czas, kiedy jego ch艂opiec dorasta i nie chce z nim sp臋dza膰 czasu, bo to wstyd,
siara i obciach. Ponadto dopiero co wr贸ci艂 do domu, a wszystko si臋 sprzymierza,
by nie m贸g艂 sp臋dzi膰 z synem pi臋ciu minut. Naoki ju偶 zjad艂 swoje 艣niadanie i
wykona艂 wszystkie swoje dzieci臋ce obowi膮zki, wystarczy艂o tylko, aby wyszed艂
przez drzwi.
Sasori
nie chcia艂, aby wyszed艂… weekendy to jakby jedyny czas jaki mog膮 sp臋dzi膰 we
dwoje, ojciec z synem. O ile oczywi艣cie Noriko nie przylezie albo nie postanowi
sobie akurat obra膰 tego偶 weekendu dla siebie. Dzi艣 ma wolne od pracy, nikt si臋
z nim nie um贸wi艂 ani nic… Co on ma robi膰 sam w mieszkaniu? Mo偶e wymy艣li
Naokiemu jak膮艣 kar臋…?
- Fajowo! Mog臋 i艣膰 tato? Mog臋? Mog臋? Prosz臋!
Bardzo prosz臋...! – No i przez takie b艂agania on czuj臋 si臋 po prostu bezsilny.
Co ma mu powiedzie膰? Nie? Naoki, synu drogi… olej koleg贸w, sp臋d藕 czas z tat膮!
Koledzy przychodz膮 i odchodz膮, a tatu艣 zostanie na zawsze! Przecie偶 to brzmi
偶a艂o艣nie!
- Pewnie…
- Hura! – Zawo艂a艂 weso艂o i zacz膮艂 ubiera膰 swoje
hal贸wki. Sasori z oci膮gni臋ciem mu je zawi膮za艂, mo偶e si臋 rozmy艣li…
- Siema Saso – Zawo艂a艂 Deidara. – i bando
bachor贸w. – Sykn膮艂 omijaj膮c dzieciaki przed drzwiami i wchodz膮c do mieszkania,
gdzie jego kumpel kuca艂 przed synem, sznuruj膮c mu buty. – I Naoki.
- Cze艣膰 wujku. Id臋 z kolegami na dw贸r. Pobawimy
si臋 w olimpiady sportowe!
- Wspaniale… nie wracaj za szybko.
- Dei! – Upomnia艂 go Saso. Niech mu nie gada
takich rzeczy, bo Naoki s膮dzi, 偶e wujek mu tak m贸wi dla jego rado艣ci, a tak
naprawd臋 tylko na swoje dobro patrzy. – Nie s艂uchaj go, masz wr贸ci膰 na obiad,
jak zg艂odniejesz… albo nie, dam ci zegarek.
- We藕 go zostaw, niech si臋 wyszaleje na podw贸rku.
Pi臋kna pogoda – Mrukn膮艂. – Daj mu troch臋 kasy, jak zg艂odnieje to sobie kupi
jakie艣 chipsy – Na wyw贸d przyjaciela, Akasuna pukn膮艂 si臋 wymownie w czo艂o.
Jeszcze ma go do sklepu pu艣ci膰 samego. Przecie偶 sklep jest po drugiej stronie
ulicy!
- Masz ty ch艂opie dobrze w g艂owie? – Zapyta艂
retorycznie. – Masz by膰 na placu zabaw, nigdzie si臋 nie oddala膰, kumasz? –
Naoki przytakn膮艂 ruchem g艂owy. – To id藕 ju偶.
Ch艂opiec
podbieg艂 do drzwi i jak na znak koledzy pospieszyli do wyj艣cia. O to mu
chodzi艂o, bo wtedy jeszcze zawr贸ci艂 do Saso i go mocno obj膮艂. To by艂o takie
kochane z jego strony, aczkolwiek to te偶 oznacza艂o, 偶e wstydzi si臋 go przy
kolegach. Straszne! Tak szybko? Ma dopiero sze艣膰 lat, no! Chyba si臋 rozp艂acze…
nie no, nie mo偶e p艂aka膰… Deidara patrzy.
Po chwili ch艂opiec pobieg艂 za przyjaci贸艂mi do wyj艣cia. Sasori wsta艂 z kl臋czek
na r贸wne nogi i zamkn膮艂 za nim drzwi. Spojrza艂 na przyjaciela i bez s艂owa
skierowa艂 si臋 z nim na kanap臋 w salonie.
Oczywi艣cie
najpierw musia艂 mu wytoczy膰 zas艂u偶on膮 reprymend臋, bo jak on to m贸wi do dziecka, ale Dei si臋 obroni艂, bo z
nim si臋 dobrze przywita艂, a nie jak do reszty bachor贸w. Tego to ju偶 Sasori nie
widzi, niewdzi臋cznik no! Jednak on go tylko poucza艂 i poucza艂.
- Dobra, sko艅cz ju偶 i przynie艣 mi piwo. –
呕achn膮艂 z irytacji.
- Ale jeszcze wr贸cimy do tej rozmowy. – Ostrzeg艂
go ostro i ruszy艂 po browary. Wszak偶e jest go艣ciem i musi si臋 nim porz膮dnie
zaj膮膰. Deidara przewr贸ci艂 lakonicznie oczami, znowu si臋 zacznie.
Pu艣cili
mecz w telewizji, nie byli jakimi艣 nami臋tnymi kibicami pi艂ki no偶nej, ale lubili
popatrze膰 jak idzie ich ulubionym dru偶ynom. Z nazw znali niemal wszystkie,
mniej wi臋cej byli na bie偶膮co z wynikami w rankingu FIFA, ale to nadal nic nie
znaczy. Nie grozi艂 im zatarg, bo kibicuj膮 innym dru偶ynom, jest im to oboj臋tne
kto gra. Jednak kiedy s膮 mistrzostwa 艣wiata staj膮 si臋 patriotami. Tak wi臋c
mija艂y im pierwsze dwie godziny, czasem co艣 do siebie powiedzieli, ale nie
pogr膮偶ali si臋 w dyskusji. Chocia偶 gdy by艂a reklama to wypada艂oby co艣
powiedzie膰.
- M贸j stary bzyka艂 si臋 z Tayuy膮. – Wypali艂 nagle
Deidara, popijaj膮c piwo, aby zakry膰 swoje przej臋cie. Sasori patrzy艂 na niego
lekko zbity z tropu. W dodatku nie wiedzia艂 co ma na to odpowiedzie膰.
- Aha.
- Aha? Jakie aha? Co za aha?! Wiedzia艂e艣 o tym?!
- Nie!
- To dlaczego tak powiedzia艂e艣?!
- Bo nie chcia艂em by艣 opowiedzia艂 mi szczeg贸艂y…
- Przyzna艂 zak艂opotany. – Dlaczego z ni膮 spa艂?
- Kurwa Saso, a dlaczego facet sypia z kobiet膮?!
Zastan贸w si臋 o co mnie pytasz!
- Ale… On wie, 偶e masz z ni膮 dzieci?
- Nie wiem. Chyba nie…
- Aha.
- Wkurwiasz mnie z tym aha.
- Nie mam poj臋cia co ci powiedzie膰, nigdy nie
by艂em w takiej sytuacji… - Zapad艂am cisza, a偶 Sasori zdecydowa艂 si臋 co艣
powiedzie膰. – Na co dok艂adnie jeste艣 z艂y? Przecie偶 Tayuya to przesz艂o艣膰, no
nie?
- Taa, ale
wiesz. W ko艅cu to m贸j stary… - Wtem zadzwoni艂 telefon Deidary. – Czekaj,
Hidan dzwoni. No wal…
Dzwoni艂
w celu wyskoczenia gdzie艣 wieczorem. Blondyn pomimo szczerych ch臋ci na wyj艣cie
to wola艂 by膰 z przyjacielem, z kt贸rym siedzia艂 na kanapie, a on sam nie
zamierza艂 nigdzie wychodzi膰. Po roz艂膮czeniu si臋 z Hidanem ten zadzwoni艂 do
Sasoriego. Wiadomo w jakim celu.
Na
podw贸rku, dzieciaki bawi艂y si臋 w r贸偶nego rodzaju zabawy sportowe, a to bieg na
czas, a to kto si臋 wi臋cej razy podniesie na drabince i r贸偶ne inne rzeczy. Za
pozwoleniem Naokiego, do艂膮czy艂a do nich Kae, niech臋膰 ch艂opak贸w jednak szybko
min臋艂a. Okaza艂a si臋 bardzo dobr膮 biegaczk膮, naprawd臋 byli pod wra偶eniem skoro
nawet potrafi艂a pokona膰 w szybko艣ci Tor臋. Du偶o te偶 zabawy mieli z zwyk艂ego
skakania na skakance, jeden z ch艂opak贸w mia艂 stoper, wi臋c sprawdzali kto d艂u偶ej
wytrzyma. Zwyci臋zc膮 by艂 Naoki, ale nie cieszy艂 si臋 zbytnio z tego – skakanie na
skakance jest przecie偶 strasznie babskie.
- Ej ch艂opaki… wiecie, 偶e na polance Maribel gra
w pi艂k臋 z tat膮? – zapyta艂 jeden z grupy, siedz膮c sobie beztrosko na trawie.
Ch艂opak nazywa艂 si臋 Kiritani i bardzo lubi艂 kole偶ank臋, ale bez wzajemno艣ci.
Naoki jako艣 si臋 nie dziwi w tym przypadku Maribel, on skrada jej buziaki albo
m贸wi g艂o艣no, 偶e j膮 kocha. Bleee.
- No co ty? Hah, jaki z niej leszcz. Wsz臋dzie z
tatusiem, taki cycek – Szydzi艂 z niej Tora.
- Co z tego? Ja te偶 lubi臋 sp臋dza膰 czas z tat膮 –
B膮kn膮艂 Naoki. Nie to, 偶eby broni艂 Mari, ale nie widzi nic zabawnego w tym, 偶e
si臋 bawi z rodzicami. Jasne, 偶adnych czu艂o艣ci, ale takie granie w pi艂k臋…
- Moi rodzice du偶o pracuj膮, opiekuje si臋 mn膮
starszy brat i on m贸wi, 偶e zadawanie si臋 ze starymi to siara – Powiedzia艂, a
wiadomo jakie prawo rz膮dzi艂o w ich wieku. Starsi bracia s膮 autorytetem.
W
og贸le wkroczyli tak na temat rodze艅stwa, ka偶dy z nich mia艂 jakie艣 rodze艅stwo,
albo chocia偶 zwierzaczka. On nie mia艂 nikogo, znaczy byli wujkowie, ale to nie
to samo, jaki艣 jego r贸wie艣nik mo偶e go wesprze膰 w problemie, albo wstawi膰 si臋 w
jakiej艣 k艂贸tni z rodzicami. To jest fajne… zazdro艣ci艂 tego kolegom.
- Nie wiem jak wy – Zacz膮艂 Kiritani. – ale ja
id臋 zagra膰 z moj膮 narzeczon膮 w pi艂k臋, albo jej dopingowa膰.
- Czekaj, idziemy z tob膮.
Troch臋
to zszokowa艂o wszystkich, Tora chce do艂膮czy膰 do Mari? Przecie偶 to on si臋
wcze艣niej z niej na艣miewa艂, bo gra z tat膮… no, ale nie skomentowali, bo ch艂opak
znowu by si臋 zez艂o艣ci艂, a w dodatku ich zbi艂, drugim powodem by艂a ciekawo艣膰.
Ciekawo艣膰 pomieszana z ch臋ci膮 pogrania w nog臋. Kilka metr贸w od Tory wyl膮dowa艂a
pi艂ka, kt贸r膮 gra艂a Maribel wraz ze swoim tat膮. M臋偶czyzna sta艂 na bramce, do kt贸rej
strzela艂a Mari, ale i tak to on musia艂 pokona膰 te d艂u偶sz膮 odleg艂o艣膰 do pi艂ki.
Tora oszcz臋dzi艂 mu czasu i wykopa艂 pi艂k臋 w jego stron臋.
- O! Sp贸jrz Mari. Koledzy przyszli pogra膰 –
Zawo艂a艂 do c贸rki. Grupa ch艂opc贸w, wraz z Kae przybli偶y艂a si臋 do posiadaczy
pi艂ki.
- Hejoo Maribel! – Zawo艂a艂 szcz臋艣liwie Kiritani,
machaj膮c jej 偶ywo r臋k膮. Dziewczynka na jego widok plasn臋艂a si臋 w twarz i
westchn臋艂a ci臋偶ko. Ten ca艂u艣ny przyg艂up tu jest… Tomi obj膮艂 c贸rk臋 ramieniem,
gdy przykucn膮艂 naprzeciw bandzie szkrab贸w. – 艁adnie wygl膮dasz – U艣miechn膮艂 si臋.
Co tam, 偶e by艂a pobrudzona od b艂ota, trawy i innego paskudztwa.
- No, do twarzy ci z b艂otem – U艣miechn膮艂 si臋
wrednie Tora.
- Za to twojej twarzy 偶adna ozdoba nie pomo偶e –
Odpar艂a zgry藕liwie.
- Cicho, ej – Upomnia艂 c贸rk臋 z u艣miechem. Jemu
si臋 tam nawet podoba, 偶e Mari potrafi si臋 broni膰 przed docinkami, ale takie
zachowanie nie podoba si臋 jej mamie, wi臋c j膮 upomina, 偶eby nie sp臋dza艂 nocy na
kanapie za z艂e wychowywanie dziecka. Nawet wykwalifikowany psycholog jest
bezsilny wobec kobiety. – Och, Naoki. Siemasz ch艂opaku! – Przywita艂 ch艂opca,
tylko jego zna艂 z ca艂ej tej zgrai.
- Dzie艅 dobry panie Adachi – Odda艂 mu u艣miech.
- Co tam u taty?
- Siedzi w domu – Odrzek艂 z u艣miechem.
- Te偶 bym sobie posiedzia艂, ale Mari musia艂a
zgapi膰 ode mnie nic-nie-robienie i mamu艣ka nas obojga wyrzuci艂a z domu –
Burkn膮艂, a blondyneczka skrajnie si臋 u艣miechn臋艂a.
- To ty zgapi艂e艣, przysiad艂e艣 si臋 do mnie! –
Obroni艂a si臋, no mia艂a racj臋, tak by艂o ale, a-ale, ale…
- Nie pyskuj, smarkulo – B膮kn膮艂, zawsze wyg艂asza艂
ten tekst, kiedy nie m贸g艂 nic wymy艣le膰.
- Mo偶emy zagra膰? – Wtr膮ci艂 Tora, wskazuj膮c na
pi艂k臋.
- Jasne.
Ta
zgoda niemal od razu spotka艂a op贸r ze strony Maribel. Je偶eli ten idiota Tora
s膮dzi艂, 偶e da mu ot tak pi艂k臋, a j膮 sam膮 zagoni na 艂awk臋, by si臋 tylko
przygl膮da艂a to grubo si臋 myli艂. Koniec ko艅c贸w ustalili, 偶e zagraj膮 przeciwko
sobie jednym kapitanem by艂a Maribel – musia艂a, to by艂a jej pi艂ka, no a drugim
kapitanem by艂 Tora. Pozostali ustawili si臋 w jakby szeregu, czekaj膮c na
losowanie.
- Panienki zaczynaj膮 – Pozwoli艂a zacz膮膰 koledze,
kt贸ry skomentowa艂 jej uwag臋 g艂upim u艣miechem.
- Ciekawe kt贸rego z nas wybior膮, jako pierwszego
– Zagadn膮艂 Tomi do grupki dzieciak贸w. Odpowiedzia艂y mu u艣miechem.
- Wybieram tat臋 Maribel – wskaza艂 na najwy偶szego
w dru偶ynie.
- O rany, pierwszy raz w 偶yciu wybrali mnie
pierwszego – Zwr贸ci艂 si臋 do dzieci w szeregu, zachowywa艂 si臋 jak takie du偶e
dziecko. Fajny facet. Podszed艂 do dru偶yny Tory.
- Mam twojego tat臋. I co te偶 zrobisz
dzie-wczy-nko? – U艣miechn膮艂 si臋 cwaniacko.
- Nawet gdyby艣 mi zap艂aci艂 nie wzi臋艂abym tej
ciamajdy do siebie. Naoki! – Zawo艂a艂a w stron臋 ch艂opaka, zdziwi艂o go to, nawet
s膮dzi艂, 偶e si臋 przes艂ysza艂. – No chod藕 tu, hemoroidzie! – Jednak wo艂a艂a jego.
- Pod艂a c贸rka… - B膮kn膮艂 do siebie Tomi. Jego
w艂asny wyro艣ni臋ty plemnik nazwa艂 go ciamajd膮. Powinna za to dosta膰 w dupsko…
gdyby to nie by艂a prawda.
- Sama jeste艣 hemoroid – Warkn膮艂 Nao, potem zda艂
sobie spraw臋, 偶e musi nak艂oni膰 Maribel do wzi臋cia do dru偶yny Kae. Inaczej
b臋dzie jej przykro. – Zawo艂aj Kae do dru偶yny.
- Banri! – zawo艂a艂 Tora.
- Potem – Machn臋艂a d艂oni膮 Mari. – Kuki! –
Ch艂opak nazywany te偶 ciasteczkiem, ch艂opak o sylwetce przy ko艣ci. Nie rozumie
po co go wybra艂a, nie b臋dzie dobry na ich boisku.
- No weeeeee藕…
- Nao, przecie偶 Kae jest beznadziejna, nie wybierze
jej do dru偶yny – B膮kn臋艂a rozdra偶niona jego jojczeniem.
- Takeru!
- No to ja nie gram – Stwierdzi艂 sucho Naoki.
- Ugh, dobra… Kae! – W my艣lach modli艂a si臋 by
wybra艂 Kiritaniego. Bycie z nim w grupie jest takie poni偶aj膮ce.
- Ueno!
- No kurde! – Pisn臋艂a tupi膮c nog膮 w pod艂o偶e.
Wszystko przez Naokiego, gdyby nie jego sm臋cenie zyska艂aby mniej upierdliwego
cz艂onka grupy. Tomi spojrza艂 na c贸rk臋 zdezorientowany, dlaczego si臋 tak
w艣cieka?
- O tak! – Kiritani zacisn膮艂 pi臋艣膰 w zwyci臋skim
ge艣cie. – B贸jcie si臋 rywale, dru偶yna w kt贸rej jest mi艂o艣膰 po艣le was do..
.- Kiritani rusz tutaj dupsko! – Warkn臋艂a
Mariibel. Obmy艣laj膮 plan gry, nie czas na jego lamerskie przemowy.
- Ju偶 id臋, kochanie! – Zawo艂a艂 i podbieg艂 do
towarzystwa „niechc膮cy” odpychaj膮c Naokiego od Mari i zajmuj膮c jego miejsce. –
Wybacz – Przeprosi艂, lubi膰 go lubi艂, ale jest za blisko z jego narzeczon膮. Nie
podoba mu si臋 to, 偶e Mari chce bluzga膰, bi膰, czy co艣 Naokiego. On chce by膰 jej
osobist膮 ofiar膮. Jest zazdrosny
- Spoko, prze偶y艂em – U艣miechn膮艂 si臋 sztucznie.
- To mog艂em mocniej… hehehe, 偶arcik taki – Doda艂
rozbawiony.
Naoki
popatrzy艂 na niego z krzywym u艣miechem, Kiri jest jak jakie艣 niepoczytalne
dziecko. Musi na niego uwa偶a膰. Niby si臋 lubi膮, bawi膮 si臋 razem i tak dalej, ale
on chyba co艣 do niego ma, bo zwykle „niechc膮cy” na niego wpada, b膮d藕 robi mu
krzywd臋 bez powodu… dlatego nie lubi si臋 z nim bawi膰. Mari przyst膮pi艂a do
zapoznawania wszystkich z planem gry, co nie by艂o takie 艂atwe. Kiri w og贸le nie
wiedzia艂 co ma robi膰 i nawet go to nie obchodzi艂o, wola艂 natomiast wiesza膰 si臋
na ramieniu swojej narzeczonej lub bawi膰 jej w艂osami i og贸lnie patrze膰 na ni膮.
Nie trzeba m贸wi膰, 偶e niezwykle j膮 to denerwowa艂o.
Koledzy
nie mogli nie poruszy膰 tematu jej taty, no bo… nie boi si臋, 偶e maj膮 teraz
wielk膮 przewag臋? Parskn臋艂a na ten wyw贸d 艣miechem, jej tata serio by艂
beznadziejnym sportowcem i nie maj膮 si臋 czym martwi膰. Tylko raz obroni艂 si臋
przed jej golem i sam by艂 bardzo zaskoczony tym, 偶e mu si臋 uda艂o. Tak偶e, skoro
jest taki beznadziejny na bramce to na boisku nie ma szans, aby by艂o lepiej.
- No to zaczynamy? – Zapyta艂a Maribel. – Kiri
odwal si臋! – Odtr膮ci艂a ch艂opaka.
- Przepraszam, kochanie.
- Nie jestem twoim kochaniem – warkn臋艂a, serio
j膮 ten g艂upek wkurza艂. – Naoki b臋dziesz mnie zabezpiecza艂.
- Wiem, nie trzeba mi wszystkiego powtarza膰 –
Prychn膮艂, za kogo ona go mia艂a, doprawdy.
- Chwila! Chwila, chwila! – Wtr膮ci艂 Kiri. –
Dlaczego on ma ci臋 os艂ania膰?
- Bo ja tak m贸wi臋! – Odpar艂a mu stanowczo, wtedy
skrad艂 jej ca艂usa w usta. – Fuuj! Kiri frajerze! – Warkn臋艂a przecieraj膮c
d艂oniom usta i spluwaj膮c 艣lin膮 w traw臋.
- Kocham twoj膮 stanowczo艣膰 – Wyszczerzy艂 si臋, a
reszta koleg贸w przygl膮da艂a si臋 mu z obrzydzeniem. Poca艂owa艂 dziewczyn臋, ohyda!
Na z艂o艣膰 Maribel dokuczaj膮 jej z powodu tej mi艂o艣ci w szkole, ale przestali. Za
mocno bije.
- Jak co艣 zawalisz to po艂amie ci nogi! –
Zagrozi艂a swojemu adoratorowi. – Chod藕 Kae! – zawo艂a艂a do dziewczynki i
poci膮gn臋艂a j膮 na polank臋, zwan膮 te偶 przez nich boiskiem. Jej tata spojrza艂 na
ni膮 k膮tem oka, nie cz臋sto widzi c贸rk臋 z inn膮 dziewczynk膮, ona nawet z matk膮 si臋
nie dogaduje.
- Ej Naoki! – Zawo艂a艂 ch艂opaka Kiri. Obejrza艂
si臋 za nim zaciekawiony tym co ma mu do powiedzenia. – Lubisz Mari?
- Nie.
- Ach… to w porz膮dku. Daj z siebie wszystko –
Klepn膮艂 go po ramieniu i pobieg艂 do swojej narzeczonej.
Naoki
zamruga艂 w zdezorientowaniu, jak on w og贸le m贸g艂 pomy艣le膰, 偶e j膮 lubi! To by艂a
dla niego najwi臋ksza zniewaga jak膮 kiedykolwiek s艂ysza艂! Ma nadziej臋, 偶e nikt
inny tego nie podejrzewa. Tata Maribel patrzy艂 z u艣miechem na c贸rk臋, wida膰 nawet
dobrze si臋 dogadywa艂a z kole偶ank膮, ale ten 艂adny obrazek przerwa艂 jaki艣
ch艂ystek opatulaj膮c pas jego ma艂ej s艂odkiej c贸reczki i wymierzy艂 jej buziaka!
Nie podoba艂o mu si臋 to. Co ten gnojek sobie my艣li! Podbieg艂 do nich, ale
zwolni艂 kroku widz膮c, jak Maribel uderzy艂a 艂okciem w brzuch napastnika i
odepchn臋艂a go od siebie. Prawda, czym on si臋 martwi skoro ona nie potrzebuje
niczyjej obrony.
Teraz
przynajmniej zna chuligana przez kt贸rego pewien czas p艂aka艂a po szkole, bo si臋
z niej 艣miali za te jednostronn膮 mi艂o艣膰. Jako psycholog doradza艂 jej dystans do
tego, 艣mianie si臋 wraz z innymi, ale to nic nie da艂o, wi臋c przymyka艂 oko na
kilkana艣cie wezwa艅 do szko艂y, bo Mari pobi艂a koleg贸w. No peszek, ale teraz jest
lepiej, nabra艂a dystansu i potrafi sobie nie pozwoli膰. Wojna wymaga ofiar.
- W porz膮dku, kr贸lewno?
- M贸wi艂am 偶eby艣 tak na mnie nie m贸wi艂, tato! –
Burkn臋艂a, tata jej przynosi wi臋kszy obciach, ni偶 ten idiota. – W porz膮dku… po
co przyszed艂e艣? Szpiegujesz nas? – Zmru偶y艂a oczy w podejrzeniu.
- Nie... zauwa偶y艂em, 偶e mam rywala – Stwierdzi艂
i podszed艂 do Kiritaniego. – Hej kolego, zabraniam ci napastowa膰 moj膮 c贸reczk臋!
- Ja jej nie pastuj臋, prosz臋 pana – Szlag,
zapomnia艂, 偶e m贸wi do dziecka, a one nie znaj膮 tego s艂owa. – Ja dbam o swoj膮
narzeczon膮. Pewnego dnia staniemy si臋 rodzin膮! – Zar臋czy艂 powa偶nie.
- Hej… gramy, bo robi臋 si臋 ju偶 g艂odny, a tata mi
kaza艂 wr贸ci膰 jak zg艂odnieje…
Po
tym tek艣cie, wszyscy si臋 dostosowali do wymaga艅 Naokiego. Pan Adachi jedynie
poda艂 Kiriemu znaki m贸wi膮ce „widz臋 ci臋” mo偶e przez zastraszenie ch艂opak si臋
odklei od jego c贸rki. Przecie偶 to jeszcze nie powinien by膰 czas, by odgania艂 od
c贸reczki tych rozb贸jnik贸w! Najpierw powinna dosta膰 okres!
Rozpocz臋li
gonitw臋 po trawie za pi艂k膮, tak jak kapitan dru偶yny my艣la艂a, wystawili jej tat臋
na bramkarza, to by艂o zbyt proste. W dodatku ich przeciwnicy si臋 nijak nie
dogadywali Tora za bardzo si臋 rz膮dzi艂 ze swoimi irracjonalnymi my艣lami. Wi臋c po
trzech strzelonych bramkach ca艂a jego dru偶yna okrzykn臋艂a go idiot膮. P贸藕no si臋
zorientowali, Maribel wystarczy tylko spojrze膰 na jego ryj. Koniec ko艅c贸w jak
to na niego przysta艂o, strzeli艂 focha i z p艂aczem ruszy艂 w kierunku swojego
domu. Akurat w tym czasie po Kae przysz艂a babcia i tak偶e musieli wraca膰 do
domu. Dlatego ich odej艣cie nie zachwia艂o r贸wnowagi w grze, mogli kontynuowa膰.
Teraz
mecze trwa艂y w przyjacielskiej atmosferze, grali w stu procentach dla zabawy.
Naoki bieg艂 przed siebie do bramki maj膮c z jednej strony swojego przeciwnika, a
z drugiej nieopodal za nim bieg艂a Maribel. Ju偶 te mecze zaczyna艂y by膰 m臋cz膮ce,
bo w dodatku niezno艣ne promienie s艂o艅ca zabiera艂 im energie daj膮c wielk膮 dawk臋 potu i
zm臋czenia. Mari krzycza艂a do niego, aby poda艂 jej pi艂k臋, ale nie m贸g艂 tego
zrobi膰. Przeciwnik za bardzo pilnowa艂 pi艂ki. W pewnym momencie Kiri podbieg艂 od
przodu i przechwyci艂 pi艂k臋 od Nao, odpychaj膮c go na bok. Nie rozumia艂 dlaczego
go popchn膮艂, s膮 w jednej dru偶ynie… w ka偶dym razie upad艂 na traw臋, a o jego
cia艂o potkn臋艂a si臋 Mari, l膮duj膮c na jego plecach.
- A艂aaaa – b膮kn膮艂 Naoki, z jednej strony go
bola艂o, a z drugiej nie mia艂 si艂y j膮 z siebie zrzuci膰, podnie艣膰 si臋, lub
cokolwiek… - uwa偶aj jak chodzisz, pokrako…!
- To ty… - nabra艂a powietrza. – To ty uwa偶aj,
jak i gdzie si臋 przewracasz…! Mia艂e艣 mi poda膰 pi艂k臋, ofermo!
- Trzeba by艂o lepiej sta膰 na ty艂ach, a nie kilka
metr贸w ode mnie i czeka膰 na cud.
- Zamknij si臋, wiedzia艂am co robi臋!
- Wcale, 偶e nie! Mia艂a艣 jakie艣 za膰mienie
umys艂owe!
- Ciesz si臋, 偶e tw贸j umys艂 nie przechodzi
za膰mienia, tylko ca艂y czas jest ciemny!
- Zamknij jadaczk臋, purchawko!
Po
tej wymianie zda艅 dosz艂o do ich b贸jki. Nie zwracali uwagi, 偶e Kiritani strzeli艂
gola… w艂asnej dru偶ynie. Mo偶e to i lepiej Mari wpad艂aby w furi臋, znaczy i tak
wpad艂a, ale jej ofiar膮 sta艂 si臋 Naoki. Dopiero po tej akcji z golem Tomi
zobaczy艂, jak jego c贸rka bije si臋 z przyjacielem. On j膮 ci膮gnie za w艂osy, ta go
gryzie… co za para dzikus贸w! Odci膮gn膮艂 od ch艂opca dziewczynk臋, na co na koniec
go jeszcze mocno kopn臋艂a w ko艣膰 piszczelow膮, a ten chcia艂 jej odda膰, ale
r贸wnie偶 zosta艂 odci膮gni臋ty w ty艂. Okaza艂o si臋, 偶e przez w艂asnego tat臋.
- Naoki co ty wyprawiasz?! – Warkn膮艂 gro藕nie.
Nie podoba艂o mu si臋, 偶e syn bije si臋 z dziewczynk膮, nie wolno i koniec, cho膰by
nie wiem, jak dokucza艂a.
- Pan Sasori! – Zawo艂a艂a uszcz臋艣liwiona
dziewczynka, wyrywaj膮c z u艣cisku ojca, aby si臋 przytuli膰 do m臋偶czyzny. Nie
pu艣ci艂 przedramienia syna, ale da艂 si臋 u艣cisn膮膰 Maribel. Chocia偶 nie wybra艂a
najlepszej chwili.
- Hej, hej, hej smarkulo – Zawo艂a艂 Tomi, na powr贸t
j膮 odci膮gaj膮c. – Mo偶e najpierw przeprosisz koleg臋, co?
- I ty te偶 Naoki.
- Nie b臋d臋 jej przeprasza艂 tato! To ona zacz臋艂a
i z przezywaniem mnie i biciem! Nie b臋d臋 d艂u偶ny!
- Nie obchodzi mnie to. Maribel jest s艂absza od
ciebie, bo jest dziewczynk膮, wi臋c dziewczynek si臋 nie bije!
- A ona mnie mo偶e bi膰?! – Odpyskowa艂. To nie
fair, 偶e tata w og贸le nie stoi po jego stronie, zawsze jego obwinia… mia艂 le偶e膰
na ziemi i pozwoli膰 si臋 uderza膰? Przecie偶 jest jego synem, powinien stan膮膰 w
jego obronie!
- Zgadzam si臋 z Naokim, Maribel go powinna
przeprosi膰 – Wtr膮ci艂 Tomi. – Znam swoj膮 c贸rk臋 i to na pewno ona zacz臋艂a –
Wskaza艂 na dziewczyna, a ona j臋kn臋艂a oburzona.
- Nie prawda! Nie b臋d臋 przeprasza膰 tego pajac… -
Nie doko艅czy艂a, bo tata zatka艂 jej buzi臋 r臋k膮.
- Dajcie nam chwilk臋 – Powiedzia艂 i poci膮gn膮艂 na
bok swoj膮 c贸rk臋. Musia艂 z ni膮 zamieni膰 s艂贸wko sam na sam. – Maribel przeprosisz
go – Prychn臋艂a. – ehh… lubisz pana Sasoriego, no nie? Wiesz jak wzro艣niesz w
jego oczach, je偶eli pogodzisz si臋 z jego synem? – Teraz zacz膮艂 m贸wi膰 ca艂kiem do
rzeczy, zastanowi艂a si臋. – Przecie偶 nie wyjdzie za kogo艣 kto nie zaakceptuje
jego dziecka – Podsumowa艂 retorycznie. Owszem, g艂upio mu by艂o wykorzystywa膰
tego faceta, ale trudno. Przecie偶 nie m贸wi powa偶nie o nich.
- Serio tak my艣lisz? – Upewni艂a si臋.
- No ba, jestem psychologiem! Znam si臋 na
wszystkich uczuciowych rozterkach!
- Akurat – B膮kn臋艂a, mamy to nie potrafi
rozgry藕膰. – Ale okej, przeprosz臋.
U艣miechn膮艂
si臋 zadowolony ze swojej intrygi. Powr贸cili do Akasun贸w, zauwa偶y艂 偶e atmosfera
pomi臋dzy nimi jest jaka艣 napi臋ta. Najwyra藕niej oboje potrzebuj膮 spokoju od
siebie, ta burza musi min膮膰. Mari wyci膮gn臋艂a r臋k臋 do Naokiego i powiedzia艂a te
pi臋kne s艂owo jakim jest przepraszam. Naoki jednak nadal zosta艂 podejrzliwy w
tej sprawie, za co z kolei Sasori zruga艂 go wzrokiem. Przez t膮 ostatni膮 scen臋
strasznie go tata wkurzy艂, nie chcia艂 wraca膰 z nim do domu, nagle przesta艂 by膰
g艂odny i nie chcia艂 po prostu si臋 na niego patrze膰. Strasznie go bola艂a noga i
to przez t膮 purchawk臋, ale oczywi艣cie to ju偶 taty nie obchodzi艂o.
- To my ju偶 p贸jdziemy. – Zacz膮艂 Sasori.
- Zaczekajcie chwil臋. No bo Mari chcia艂aby
zaprosi膰 Naokiego na nocowanie… -
Powiedzia艂 Tomi.
- Wybacz, ale nie dzisiaj. Teraz Naoki weekendy
sp臋dza ca艂o艣ciowo ze mn膮 i…
- Jasne. Po prostu… - Odwr贸ci艂 si臋 do c贸rki,
kt贸ra oddalila si臋 po pi艂k臋. – Mari ma dzisiaj urodziny. Nie lubi si臋 tym
chwali膰, heh, ale chcia艂bym by sp臋dzi艂a ten dzie艅 z przyjaci贸艂mi, a chyba tylko
z Naokim si臋 przyja藕ni… - Ch艂opiec po tym zdaniu spojrza艂 na kole偶ank臋.
- To przykre, ale… Wiesz…
- Jasne. Rozumiem. – Zak艂opota艂 si臋 Tomi. – Nie
chcia艂em zmusza膰.
- Spoko, wiem. Chcia艂e艣 uszcz臋艣liwi膰 c贸rk臋.
- Tato, mo偶e m贸g艂bym p贸j艣膰…? – Poprosi艂 Naoki. –
Po kolacji?
Sasori
westchn膮艂 ci臋偶ko. Nie tak mia艂o by膰. Nie chcia艂 co chwila dzieli膰 si臋 synem z
jego kolegmi. Jednak co mia艂 zrobi膰? Nie chcia艂 by膰 rodzicem, kt贸ry zabrania
dziecku si臋 kumplowa膰 z innymi. Zgodzi艂 si臋, ale chwilowo Naoki musia艂 wr贸ci膰
do domu co艣 zje艣膰 i wzi膮膰 pi偶am臋.
- Co jest? Wracamy? – Mrukn臋艂a Mari.
- Jasne. A potem Naoki przyjdzie do nas nocowa膰!
- Cooo? Po co? – Burkn臋艂a dziewczynka. –
Grali艣my w pi艂k臋 ca艂e po po艂udnie, pewnie ma mnie do艣膰.
- Wytrzyma. – Wtr膮ci艂 Sasori, klepi膮c syna w
plecy. – Lubi si臋 z tob膮 bawi膰.
- Tak… To prawda. – Przytakn膮艂, rumieni膮c swoje
policzki.
- Super… No to… Ten… Do zobaczenia…
Nim
si臋 rozeszli, Maribel przytuli艂a si臋 na kr贸tko do Naokiego, a potem odwr贸ci艂a
si臋 id膮c w przeciwnym kierunku. Tomi wymieni艂 z Sasorim zdziwione i rozbawione
spojrzenia, a potem dzi臋kuj膮c jeszcze raz pobieg艂 za c贸rk膮. G艂贸wnie po to, aby
powiedzie膰 jej, 偶e idzie w z艂ym kierunku. Sasori wracaj膮c z Naokim do domu
chcia艂 sobie z nim wyja艣ni膰 jeszcze jedn膮 rzecz. Mianowicie bicie dziewczyn,
nie chcia艂 by to robi艂, ale czu艂 si臋 g艂upio rozmawia膰 z nim o tym, gdy sam
dopu艣ci艂 si臋 tego czynu.
- Naoki…
- Tato… - Zacz臋li w tym samym czasie.
- M贸w pierwszy.
- Noga mnie boli…
Zareagowa艂
natychmiast. Poci膮gn膮艂 syna ne jedn膮 z 艂awek i obejrza艂 obola艂膮 ko艅czyn臋.
Z艂amanie i wszystko inne do czego potrzeba szpitala m贸g艂 wykluczy膰. Wzi膮艂
ch艂opca na barana, by nie nadwyr臋偶a艂 nogi jeszcze bardziej i ponownie
skierowali si臋 do domu. Odrobin臋 si臋 wstydzi艂 w tym wieku nadwyr臋偶a膰 tacie
plecy, ale jak mus to mus. Poza tym to by艂 fajny spacer.
- Dawno nie nosi艂e艣 mnie na plecach.
- Taa, kiedy艣 by艂e艣 l偶ejszy. Wi臋c sobie
zapami臋taj te chwil臋. – Mrukn膮艂 z u艣miechem. – Naoki. Je艣li chodzi o twoj膮
szarpanin臋 z Maribel… Wiedz, 偶e dziewczynek nie wolno bi膰.
- Ale to ona…!
- Nie wa偶ne kto zacz膮艂. Nie wolno si臋 bi膰, nie
chc臋 widzie膰, 偶e bijesz jak膮kolwiek dziewczynk臋, jasne? – Powiedzia艂 stanowczo.
Naoki naburmuszy艂 lekko min臋, ale skin膮艂 g艂ow膮.
W
mieszkaniu posadzi艂 ch艂opca na kanapie i ruszy艂 od razu do apteczki po jaki艣
偶el. Obiad mia艂 przygotowany na stole. Sasori nie gotowa艂, zam贸wi艂 do domu, jak
zawsze. Samodzielnie gotowa艂 bardzo, bardzo dawno, Naokiego wtedy jeszcze nie
by艂o nawet na 艣wiecie.
- Co b臋dziesz robi艂 jak mnie nie b臋dzie?
- Nie wiem. Deidara i Hidan chcieli mnie
dzisiaj wyci膮gn膮膰 na miasto. Pewnie z nimi jednak p贸jd臋, skoro ty mnie ola艂e艣.
– Mrukn膮艂, grzebi膮c widelcem w swoim jedzeniu.
- Nie ola艂em… Ja tylko… Po prostu…
- Wiem, wiem. 艁adnie si臋 zachowa艂e艣.
- A jakbym zosta艂 to co by艣my robili?
- Nie wiem. Co艣 by艣my wymy艣lili.
- Mama zawsze mia艂a zaplanowane co b臋dziemy robi膰
w weekendy.
- Zawsze by艂a zorganizowana… - Burkn膮艂 Sasori.
– Nast臋pnym razem bardziej si臋 przygotuj臋, w porz膮dku?
- Jak chcesz. – Naoki wzruszy艂 ramionami.
- Mo偶e by tak wi臋cej energii? Nie wierzysz, 偶e
si臋 przygotuj臋?
- Nie bardzo. – Przyzna艂 nie艣mia艂o. – Zawsze
tylko obiecujesz…
- Nie prawda…
Naoki
nie chcia艂 si臋 k艂贸ci膰, wi臋c tylko wzruszy艂 ramionami i skupi艂 si臋 na jedzeniu.
Sasori nie chcia艂 si臋 do tego g艂o艣no przyzna膰, ale faktycznie wiele razy
zawodzi艂 syna i wiele razy si臋 do tego przed sob膮 przyznawa艂, postanawiaj膮c
popraw臋.
- Wybacz, 偶e jestem takim beznadziejnym tat膮.
- Nie jeste艣. – Odpar艂 natychmiast. – No, mo偶e troszeczk臋.
- Rany… Dzi臋ki.
Mrukn膮艂
rozczochruj膮c czupryn臋 ch艂opca. Po zjedzeniu obiadu, Sasori spakowa艂 syna na
nocowanie. Martwi艂 si臋 jedynie o nog臋 ch艂opca. Zaczyna艂a puchn膮膰, wi臋c kto wie
w jakim stanie b臋dzie jutro.
Z
braku laku Sasori jednak uda艂 si臋 na spotkanie z Hidanem i Deidar膮. Wcze艣niej
ustalili, 偶e spotkaj膮 si臋 sami, wi臋c Saso zadzwoni艂, aby powiedzie膰, 偶e do艂膮cza.
Od razu zrobi艂o si臋 weselej, zawsze lepiej si臋 spotka膰 w wi臋kszym gronie.
Osiedlili si臋 w jednym z znanych bar贸w i
od s艂owa do s艂owa, piwa do piwa, zacz臋li sobie m贸wi膰 o problemach. Sasori
opowiedzia艂 Hidanowi o zdradzie Miyuki, na co ten si臋 szczerze zdziwi艂. Nie
podejrzewa艂by o co艣 takiego Miyuki, wydawa艂a si臋 inna, a tu normalnie Szmata 2.
- Z deszczu pod rynn臋, co? – Hidan u艣miechn膮艂
si臋 gorzko. – M贸wi艂a czemu zdradzi艂a?
- M贸wi艂a, 偶e przez Noriko, 偶e za du偶o jej w
moim 偶yciu.
- Pierdolenie. Pewnie mia艂 wi臋kszego. –
Zarechota艂.
- Wcale nie! – Warkn膮艂 Sasori.
- A co? Widzia艂e艣? – Na to pytanie sp艂on膮艂
czerwieni膮. – Widzia艂e艣! – Krzykn膮艂 Hidan, a szcz臋ka niemal dotkn臋艂a sto艂u.
Deidara r贸wnie偶 wytrzeszczy艂 oczy. – By艂 tr贸jk膮t?! Czy sta艂e艣 za kamer膮,
jak to rudy?
- Nic z tych rzeczy! - Zapowietrzy艂 si臋 Sasori. – Oceniam na
podstawie zdj臋膰!
- Ogl膮da艂e艣 fotki go艂ego faceta?! – Nabija艂 si臋
Hidan.
- Ty 艣winio! – Zapiszcza艂 Deidara, wymierzaj膮c
przyjacielowi z li艣cia w policzek. – Nie chc臋 ci臋 zna膰! – Sasori trzyma艂 si臋
piek膮cego policzka i patrzy艂 zdezorientowany na Dei’a. Ten po chwili wraz z
Hidanem parskn膮艂 艣miechem.
- Jeste艣cie pojebani… - Westchn膮艂 Sasori lekko
si臋 u艣miechaj膮c.
- Widzisz, mo偶e kiedy艣 nam dor贸wnasz.
- Nie dor贸wna. - Uci膮艂 Hidan.
- Wiem, ale nie dobija si臋 le偶膮cego. – Mrukn膮艂
Deidara, g艂aszcz膮c Sasoriego po w艂osach.
- Spierdalaj. – Burkn膮艂, odci膮gaj膮c r臋k臋
przyjaciela, - A mo偶e ty opowiesz o swoim problemie z Tayuy膮 i ojcem? – Efektem
tego pytania by艂 zmarkotnia艂y wzrok blondyna. – No 艣mia艂o!
- O co chodzi? – Zaciekawi艂 si臋 Hidan.
- Pami臋tasz Tayuy臋? By艂膮 Deia?
- Pewnie. Matka jego dzieciak贸w.
- No to…
- M贸j stary j膮 dyma. – Wtr膮ci艂 Deidara
podsumowuj膮c swoj膮 histori臋.
Po raz kolejny szcz臋ka Hidana upad艂a niemal do sto艂u, przez chwil臋
zapad艂a cisza, kt贸re w ko艅cu przerwa艂 niepohamowany 艣miech. Ta wiadomo艣膰
przebi艂a historie Sasoriego. Co dla niego by艂o komplementem. Hidan interesowa艂
si臋 ka偶dym drobiazgiem w tym temacie. By艂
oburzony, 偶e dopiero teraz dowiaduje si臋 o tej modzie na sukces, jednak
zostawi艂 to dla siebie.
- Tw贸j stary wie, 偶e to twoja eks?
- No.
- I nie brzydzi艂 si臋 wpycha膰 w ni膮 swojej
par贸wy? - Zapyta艂, a Sasori a偶 zakrztusi艂 si臋 popijanym piwem. Nikt nie
udzieli艂 mu pomocy. - No, bo ja rozumiem dyma膰 lask臋 kolegi, ale syna? To jak
kazirodztwo…
- Dyma艂e艣 partnerki w艂asnego ojca. Czyli jakby
swoje macochy, wiesz? – Wtr膮ci艂 Sasori.
- No tak, ale ja si臋 nie brzydz臋.
- M贸j stary najwyra藕niej te偶 nie. - Deidara
wzruszy艂 ramionami.
- M贸j stary zawsze zrywa艂 ze swoimi babeczkami,
gdy te pieprzy艂em. Wiecie dlaczego?
- Brzydzi艂 si臋? – Zgadywa艂 Sasori.
- Znudzi艂y mu si臋? – Rzuci艂 Deidara.
- Nie. Ba艂 si臋.
- Kurwa. Mia艂em to na ko艅cu j臋zyka! – Burkn膮艂
Sasori, udaj膮c zawiedzionego. Deidara si臋 za艣mia艂.
- No powaga. Ba艂 si臋, 偶e w oczach swoich
latawic ju偶 nie b臋dzie prymusem, bo m贸j wacek przy膰mi艂 jego wacka. BAM bitches!
– Po og艂oszeniu swojej przemowy, opar艂 si臋 nonszalancko o ty艂 siedzenia.
- Sorry bardzo, ale co ty pierdolisz?
- 呕e niby tw贸j tato my艣la艂, 偶e nigdy nie dor贸wna
twoim 艂贸偶kowym umiej臋tno艣ci膮 i dlatego nie ci膮gn膮艂 zwi膮zku? – Sarkn膮艂 Deidara.
- Owszem. – Po trzech sekundach ciszy parskn臋li
艣miechem. Hidan nie przej膮艂 si臋 tym zbytnio. – 艢miejcie si臋, ale stary Deia ma
m贸j szacunek, bo nie ba艂 si臋 zosta膰 przez Tay por贸wnany do syna. Pewnie jest od
niego lepszy w 艂贸偶ku.
- Chyba 艣nisz.
- Tay ci powiedzia艂a, kt贸ry z was jest lepszy…?
- Jako艣 nie rozmawiali艣my na ten temat, wiesz?
- Zadzwoni臋 do niej i zapytam. – Mrukn膮艂 Hidan
wyci膮gaj膮c z kieszeni telefon, jednak Deidara mu natychmiast go wyrwa艂.
- Ani si臋, kurwa, wa偶! – Warkn膮艂 nabuzowany, a
Sasori pod艣miechiwa艂 si臋, pij膮c swoje piwo.
- No we藕, potem zadzwoni臋 do Miyuki i zapytam
czy lepszy by艂 Saso czy kochanek.
- Ej, ej, ej! Ode mnie si臋 odpierdol
Burkn膮艂
Sasori. Dla pewno艣ci razem z Deidar膮 skasowa艂 z kom贸rki Hidana numery do swoich
by艂ych. Dla jeszcze wi臋kszej pewno艣ci Deidara postanowi艂 przytrzyma膰 kom贸rk臋
kolegi do ko艅ca spotkania.
- Ej, a jak Tay zajdzie za艣 w ci膮偶e, ale z
twoim ojcem…? Twoje dzieci b臋d膮 si臋 wychowywa膰 ze swoimi tym no… eee… Saso
pom贸偶.
- Wujkami lub ciotkami.
- No w艂a艣nie. Albo jednym i drugim. – M贸wi艂,
nie trac膮c z twarzy u艣miechu. – Ale jaja.
- Deidarze przeszkadza ich zwi膮zek. – Doda艂
Sasori.
- 呕e coooo?! To oni tworz膮 zwi膮zek?! My艣la艂em,
偶e to tylko raz si臋 gwizdn臋li… - Hidan z艂apa艂 si臋 za g艂ow臋. – PRZE-JE-BA-NE… a
w og贸le to tw贸j stary nie mia艂 aby rodziny…?
- Jest po kilku rozwodach.
- Aha. – Hidan odpi艂 艂yk piwa. – Ja pierdol臋, a
my艣la艂em, 偶e to ja mam problemy.
- A jakie ty niby masz problemy? Pobudka o
sz贸stej rano do pracy? – Zgadywa艂 Sasori.
- Brak odpowiedniej ilo艣ci seksu w nocy?
- Brak piwa w lod贸wce?
- Za daleko do 艂azienki? – Zgadywali sobie z
Deidar膮, 艣miej膮c si臋 do siebie.
- Bardzo 艣mieszne. Te偶 mam problem ze starym po
cz臋艣ci. Ci膮gle mi jojczy, 偶ebym si臋 z jak膮艣 o偶eni艂, bym dosta艂 spadek po
dziadku. – Przewr贸ci艂 oczami. – A taki warunek postawi艂 ten stary piernik.
- To si臋 o偶e艅 z Amar膮. Masz problem.
- W艂a艣nie, kiedy j膮 poznam? – Zapyta艂 Deidara.
- Jak j膮 przelec臋, to mo偶esz j膮 pozna膰.
Deidara
si臋 zdziwi艂, 偶e jakiej艣 dziewczynie udaje si臋 trzyma膰 Hidana w
wstrzemi臋藕liwo艣ci seksualnej. Sasori natomiast bardziej si臋 zdziwi艂 tym, 偶e nie
obawia艂 si臋 zapozna膰 Amary z nim, a boi si臋 z Deidar膮. Hidan go wy艣mia艂, nie
obawia艂 si臋 rudych. To by艂oby 艣mieszne. Saso si臋 obrazi艂 i kilka dobrych mint
nie uczestniczy艂 w rozmowie. Dei by艂 zbyt ciekawy, jak ten playboy sobie radzi
bez dymania.
- A tak w og贸le to o jakim maj膮tku jest mowa w
spadku?
- Trzy czy cztery miliony tylko.
- TYLKO?! – Zawo艂ali jednocze艣nie, po czym
Deidara doda艂. – Za tyle, to ja za ciebie wyjd臋.
- Jeste艣 dla mnie za p艂aski. – Parskn膮艂
艣miechem. Dei mimowolnie zacz膮艂 si臋 g艂upio u艣miecha膰, patrz膮c na swoj膮 niemal
pust膮 szklank臋. – Z czego si臋 艣miejesz?
- Z niczego. Po prostu sobie przypomnia艂em jak
ostatnio wygra艂em 偶ycie.
- Zamieniamy si臋 w s艂uch. – Mrukn膮艂 Sasori.
- Ostatnio na randce z Asen膮, prawie si臋 jej
o艣wiadczy艂em.
Byli
zaskoczeni tym o艣wiadczeniem i od razu domagali si臋 szczeg贸艂贸w. Deidara nie
kry艂 si臋 z tym wszystkim, mo偶e tamtego dnia by艂 tym odrobin臋 znerwicowany, ale
z biegiem czasu si臋 z tego zwyczajnie 艣mia艂. Po us艂yszeniu tej historii, reszta
te偶 si臋 za艣mia艂a, prawie by si臋 wjeba艂.
- Ale troch臋 szkoda, 艣wiadkowa艂bym ci. –
U艣miechn膮艂 si臋 Sasori.
- By艂by艣 艣wiadkiem mojego najwi臋kszego b艂臋du w
偶yciu.
- A co z tym kelnerem, co ci dup臋 uratowa艂?
Postawi艂e艣 mu piwo? – Dopyta艂 Hidan.
- Niby jak? Nie widzia艂em go od tamtego czasu.
- Kumam, no to dopijamy piwo i si臋 zbieramy. –
Stwierdzi艂, opr贸偶niaj膮c sw贸j kufel.
- Gdzie? – Dopyta艂 Sasori.
- Do knajpy, o kt贸rej m贸wi艂. Znale藕膰 kelnera i
postawi膰 mu piwo.
- OK.
Gdy dotarli do miejsca
pracy wybawiciela Deidary, Hidan i Sasori byli pod wra偶eniem gestu kumpla.
Kolacja w takim miejscu zapewne kosztowa艂a maj膮tek. Hidan nie s膮dzi艂, 偶e ten
biedak tak dobrze zarabia. Po licznych komentarzach typu sk膮d wzi膮艂 na to
pieni膮dze, weszli do 艣rodka. Sam hol by艂 naprawd臋 majestatyczny.
- Ej, Saso. Ten hol jest wi臋kszy ni偶 twoje
mieszkanie.
- Widz臋 przecie偶... - Burkn膮艂. - Troch臋 mnie
ten fakt kr臋puje...
- Z twoj膮 pensj膮 lekarza m贸g艂by艣 tu 艣mia艂o si臋
sto艂owa膰, ale Deidara? Napad艂 na bank czy ki chuj?
- Te偶 nie藕le zarabiam. - Naburmuszy艂 si臋.
- Pewnie wszystko posz艂o na rachunek Tsuki. -
Mrukn膮艂 Sasori.
- W to nawet by艂bym sk艂onny uwierzy膰. –
Odpowiedzia艂 Hidan.
- A odpierdolcie si臋. – Warkn膮艂 Deidara,
co spotka艂o si臋 jedynie z chichotami koleg贸w.
Po
chwili Sasori zakomunikowa艂.
- Id臋 sika膰.
- Utop si臋. Znaczy nie utop si臋. - Poprawi艂 si臋
Hidan, pr贸buj膮c by膰 艣mieszny. Saso przewr贸ci艂 oczami i si臋 oddali艂. - To my
poszukamy tego kelnera!
Sasori szed艂 korytarzem w
stron臋 艂azienek. Wszystko by艂o takie eleganckie, 偶e nagle sam zapragn膮艂 tu
kiedy艣 przyj艣膰 z kim艣 na randk臋. Szkoda, 偶e obecnie jest sam. Toalety te偶 by艂y
艂adne, wielko艣ci jego salonu, to troch臋 niepokoj膮ce, czu艂 si臋 cholernie
biednie. Gdy sko艅czy艂 si臋 wydala膰 zacz膮艂 obmywa膰 r臋ce w umywalce. Wtedy te偶 do
艂azienki wesz艂a dziewczyna, zdawa艂a si臋 jednak nie zauwa偶a膰 Sasoriego. Wi臋c
odchrz膮kn膮艂.
- Przepraszam. Chyba pomyli艂a艣 toalety... -
Dziewczyn臋 nagle wry艂o w miejsce.
- S艂ucham?
- To m臋ska toaleta.
- Naprawd臋? - Od razu zauwa偶y艂, 偶e dziewczyna
podczas dialogu patrzy ca艂y czas na prz贸d. - Kelner powiedzia艂, 偶e tu powinna
by膰 damska...
- Pewnie si臋 pomyli艂. Ale skoro ju偶 tu pani
jest to niech skorzysta. Poczekam na wypadek, gdyby kto艣 si臋 przyczepi艂.
- Dzi臋kuj臋.
Skin臋艂a g艂ow膮 kieruj膮c si臋
na wyczucie do kabiny. Sasori chwyci艂 dziewczyn臋 i podprowadzi艂 do miejsca, z
kt贸rego mog艂a skorzysta膰. Nast臋pnie stoj膮c przed zlewem wyci膮gn膮艂 z kieszeni
telefon i zacz膮艂 pisa膰 smsa do Tomiego, chc膮c dowiedzie膰 si臋 cokolwiek o
Naokim. Dwie minuty p贸藕niej us艂ysza艂 sp艂ukiwanie wody, a w tym samym czasie do
toalety wesz艂y dwie kobiety.
- Ekhem! - Chrz膮kn臋艂a jedna z dam. - Co tu
robisz?!
- Ja? To m臋ska toaleta. - B膮kn膮艂.
- Doprawdy? To gdzie masz pisuary?! I
sk膮d tu taki 艂adny zapach? - Prychn臋艂a.
- Poza tym na drzwiach jest znaczek
symbolizuj膮cy damsk膮 toalet臋. 艢lepy jeste艣?
Kobieta otworzy艂a drzwi na
tyle szeroko, by m贸g艂 zobaczy膰. W momencie sp艂on膮艂 czerwieni膮, nie zauwa偶y艂, 偶e
ludzik ma sukienk臋.
- Pan przyszed艂 ze mn膮. - Wtr膮ci艂a nagle
dziewczyna, kt贸r膮 Sasori wprowadzi艂 w b艂膮d. - Pomaga mi mnie przeprowadza膰.
Jestem niewidoma.
- Och...
- Maj膮 Panie co艣 przeciwko?
- Nie, nie. Sk膮d... - Obydwie si臋 zmiesza艂y i
natychmiast uda艂y do toalet.
Sasori spojrza艂 na swoj膮
wybawicielk臋 z sytuacji, a ona bez cienia wyrazu na twarzy odwr贸ci艂a si臋 do
zlewu. Nakierowa艂 jej d艂onie na mydelniczk臋 po czym odkr臋ci艂 wod臋 w kranie. Po
tym wszystkim obtar艂a si臋 papierem i wysz艂a z nim z pomieszczenia.
- Um... Dzi臋ki za... I przepraszam za...
- Wszystko jasne. - Sarkn臋艂a z u艣miechem. On
r贸wnie偶 si臋 u艣miechn膮艂. – Nie ma sprawy. Gdy jest si臋 niepe艂nosprawnym
wszyscy s膮 dla ciebie z miejsca mili. Problemy okazuj膮 si臋 nie by膰 dla nich
problemami.
- To masz si臋 dobrze.
- Tak, przyzwyczai艂am si臋 to bez skrupu艂贸w
wykorzystywa膰. – Mrukn臋艂a. Spodoba艂a mu si臋 szczero艣膰 dziewczyny.
- Nazywam si臋 Sasori.
- Shizu. - Sasori uj膮艂 d艂o艅 dziewczyny, a
nast臋pnie j膮 u艣cisn膮艂. U艣miechn臋艂a si臋. - Masz bardzo pewny u艣cisk,
Sasori.
- Lata praktyki.
- To znaczy?
- Jestem chirurgiem w szpitalu. Musz臋 by膰
pewny, co robi臋.
- Rozumiem. Ratujesz 偶ycia wielu ludziom, to
wspania艂e.
- Dzi臋kuj臋... Mog臋 ci co艣 powiedzie膰? - Shizu
si臋 zaciekawi艂a. - Jeste艣 naprawd臋 pi臋kna. - Parskn臋艂a 艣miechem
zak艂opotana.
- Sasori, czy ty aby mnie nie podrywasz?
- To zale偶y czy dzia艂a?
- Tak... Owszem. Ale jestem w艂a艣nie na
podw贸jnej randce. I w odr贸偶nieniu od przyjaci贸艂ki bawi臋 si臋 fatalnie, wi臋c
艂atwo mnie zbajerowa膰.
- Kto niby na tej waszej randce nie widzi? -
Zapyta艂 Sasori zbli偶aj膮c si臋 do opartej o 艣cian臋 Shizu. Spowity alkohol robi艂
swoje, zwi臋kszaj膮c podniecenie.
- Dobre pytanie. - W tym momencie poczu艂a na
swoich biodrach r臋ce m臋偶czyzny, wi臋c automatycznie po艂o偶y艂a swoje d艂onie na
jego torsie. - W praktyce ja.
Sasori przybli偶a艂 si臋 do
ust Shizu, a ona to czu艂a poprzez ruch torsu w jej kierunku. Z艂膮czy艂 si臋 z ni膮
ustami, wpierw delikatnie, by upewni膰 si臋, 偶e tego chce. Chcia艂a tego, poniewa偶
od razu oplot艂a r臋ce za szyj膮 m臋偶czyzny. Poca艂unek zacz膮艂 si臋 z sekundy na
sekund臋 roznami臋tnia膰. J臋zyki obojga dotyka艂y si臋, doprowadzaj膮c do
roziskrzenia gor膮ca w ich ciele. Sasori p艂ynnym ruchem przeszed艂 ruchem d艂oni z
bioder na po艣ladki Shizu. Zacisn膮艂 je mocno, przez co z jej gard艂a wydoby艂 si臋
cichy, rozkoszny j臋k. Zadowolony t膮 kolej膮 rzeczy oderwa艂 si臋 od jej ust i
skierowa艂 do na szyj臋, zasycaj膮c jej sk贸r臋. Shizu z podniecenia wbi艂a paznokcie
w plecy m臋偶czyzna. Nie odczu艂 tego zbytnio przez bluz臋, kt贸r膮 mia艂 na sobie.
- Mieszkasz gdzie艣 w pobli偶u? – Spyta艂a,
wyprzedzaj膮c tym Sasoriego.
- Niestety nie. Id膮c pieszo to p贸艂 godziny
drogi. A ty?
- Podobnie…
Uhmm, szkoda… - J臋kn臋艂a ze smutkiem, a d艂onie dziewczyny pow臋drowa艂y na
ty艂ek Saso. U艣miechn膮艂 si臋, nie藕le si臋 napali艂a.
- Naprzeciwko restauracji jest jaki艣 hotel.
- Wybornie. Ju偶 my艣la艂am, 偶e b臋d臋 musia艂a ci臋
zaci膮ga膰 do 艂azienki.
- Co z twoj膮 randk膮?
- Jak pomo偶esz mi si臋 wymkn膮膰, to obiecuj臋, 偶e
nie po偶a艂ujesz. – Szepn臋艂a zalotnie, stykaj膮c si臋 ledwo z jego ustami.
- A przyjaci贸艂ka?
- P贸藕niej jej o wszystkim opowiem. – Sasori
za艣mia艂 si臋 lekko, po czym wpi艂 si臋 w jej wargi.
- Okej, no to chod藕my.
Z艂apa艂
j膮 w pasie i zacz膮艂 prowadzi膰 do wyj艣cia. Zupe艂nie zapomnia艂 o tym, 偶e
przyszed艂 tu w innym celu i w towarzystwie. A towarzystwo znalaz艂o sw贸j obiekt
poszukiwa艅. Dzisiaj jednak nie pe艂ni艂 roli kelnera, a dawa艂 wyst臋p na
skrzypcach b臋d膮c na g艂贸wnej sali, do kt贸rej nie mogli wej艣膰. Nawet przekupstwo
Hidana nic by nie pomog艂o, bo miejsca trzeba rezerwowa膰 przynajmniej miesi膮c
wcze艣niej. Zamierzali sobie zatem p贸j艣膰, ale najpierw chcieli znale藕膰
Sasoriego. Sprawdzali 艂azienki m臋skie lub damskie – bo mo偶e si臋 pomyli艂,
kantorki wo藕nych, kuchnie, korytarze, hol, na g艂贸wn膮 sal臋 tylko rzucili okiem.
- Zgubi艂 si臋 debil. – Podsumowa艂 Hidan. –
Nigdzie go nie ma.
- Zadzwoni臋 do niego. – powiedzia艂 Dei. Kumpel
w艂o偶y艂 r臋ce do kieszeni i czubkiem buta zacz膮艂 wodzi膰 po dywanie. – Nie
odbiera.
- Hm… Chod藕my si臋 najeba膰.
- Zdurnia艂e艣? Powinni艣my go znale藕膰.
- A co my, kurwa, jeste艣my? Sherlock i Holmes?
- Sherlock Holmes, to imi臋 i nazwisko JEDNEJ
osoby. – Deidara plasn膮艂 si臋 w czo艂o.
- Powa偶nie? To jak si臋 nazywa艂 ten drugi?
- Watson. Nie pami臋tam imienia. By艂 tylko tym
drugim.
- Ok, no to spytajmy tego tam w recepcji czy go
nie widzieli. Chod藕my Watsonie. – Hidan klepn膮艂 Deidar臋 w plecy i ruszy艂
naprz贸d. Nie podoba艂o mu si臋 to, jak go nazwa艂.
Zbli偶aj膮c
si臋 do miejsca, zauwa偶yli tam ju偶 trzy postacie. Jedn膮 kobiet臋 i dw贸ch
m臋偶czyzn. Kobieta wydawa艂a si臋 Deidarze dziwnie znajoma, wwierca艂 w ni膮
spojrzenie pr贸buj膮c odgadn膮膰 jej to偶samo艣膰. Dopiero, gdy j臋kn臋艂a grubym g艂osem
wobec niekompetencji pracownika, to nad jego g艂ow膮 za艣wieci艂a si臋 symboliczna
偶ar贸wka.
- Hanare! – Zawo艂a艂, powoduj膮c, 偶e natychmiast
obejrza艂a si臋 za siebie.
- Dei! – Odkrzykn臋艂a, od razu podchodz膮c i
przytulaj膮c si臋 do niego. – O matko, jak ja ci臋 dawno nie widzia艂am! Ile to ju偶
b臋dzie? Sze艣膰 lat?
- No, mniej wi臋cej. Zmieni艂a艣 si臋.
- Bo powi臋kszy艂am sobie cycuszki! – Pochwali艂a
si臋, 艣ciskaj膮c sobie biust. Hidan od razu wzi膮艂 na celownik wspomniane cz臋艣ci
cia艂a.
- Mog臋 dotkn膮膰?
- PRZESTA艃! – Warkn膮艂 Deidara. Potem wzrok
dziewczyny za偶膮da艂 przedstawienia. – W sumie chyba si臋 znacie. Hidan, Hanare.
Hanare, Hidan. Hanare i ja byli艣my kiedy艣 przyszywanym rodze艅stwem.
- Serio? Nie wspomina艂e艣, 偶e mia艂e艣 tak膮
seksown膮 siostr臋.
- Kilka lat temu byli艣my nad morzem na
wakacjach. Ona by艂a ze swoj膮 paczk膮, a ja ze swoj膮. Byli艣my w jednej wilii…
- Ooo. I nie spali艣my ze sob膮? – Zdziwi艂 si臋
Hidan.
- To chyba moja zas艂uga. – Wtr膮ci艂 m臋偶czyzna,
staj膮c u boku Hanare. – Kakashi, jej m膮偶.
- M膮偶?! Wzi臋艂a艣 艣lub? – Zdziwi艂 si臋 Deidara.
- Mhm. Uzna艂am, 偶e jestem ju偶 na tyle stara, 偶e
mog臋 marnowa膰 偶ycie z jednym facetem. – Mrukn臋艂a, wtulaj膮c si臋 w bok m臋偶czyzny.
– A co u ciebie? I taty?
- C贸偶…
- Dyma teraz eks dziewczyn臋 Deidary.
- HIDAN, KURWA, ZAMKNIJ MORD臉!
Blondyn
a偶 si臋 zapowietrzy艂. To nie by艂a historia, kt贸r膮 rozpowiada si臋 na prawo i
lewo, by艂a kr臋puj膮ca. Na chwil臋 zapad艂a cisza. W jej czasie Hanare wyduka艂a,
wyrazy wsp贸艂czucia. Hidan za艣 kaza艂 Deidarze nie p艂aka膰, bo wszyscy na nich
patrzyli, a to by艂o niefajne.
- Co tu robicie? – Przerwa艂 cisz臋 Kakashi. – Bo
chyba nie przyszli艣cie tu je艣膰 w takich strojach.
- Przyszli艣my szuka膰 takiego jednego… i teraz szukamy
kumpla.
- Co za zbieg okoliczno艣ci, ja szukam
przyjaci贸艂ki.
- Ooooo. – Wyda艂 z siebie Hidan, u艣miechaj膮c
si臋 zgodnie do Deidary.
- No to pewnie si臋 RAZEM znale藕li. – Rozwi膮za艂
zagadk臋. Hanare za艣mia艂a si臋 lekko.
- Nie, nie, drogi bracie.
Moja przyjaci贸艂ka nie jest taka. Poza tym, byli艣my na podw贸jnej randce. -
Wskaza艂a na siebie, m臋偶a i drugiego typka, na kt贸rego widok oboje krzykn臋li
przera偶eni.
- Ty chyba tej przyjaci贸艂ki nienawidzisz… -
Stwierdzi艂 Deidara.
- Na jej miejscu te偶 bym wola艂 rudego Saso…
- Hej, mam cudown膮 osobowo艣膰, a Shizu i tak
jest niewidoma! – Burkn膮艂 typek.
- Saso…? – Zacz臋艂a Hanare. – Ten tw贸j
przyjaciel co by艂 wtedy na wakacjach z dzieckiem? – Dei przytakn膮艂. – O M脫J
BO呕E! – Pisn臋艂a Hanare.
- COOO? – Pisn膮艂 Deidara w celu pokazania by艂ej
siostrze jakie to g艂upie. Hidan jednak nie za艂apa艂 aluzji i spojrza艂 na niego,
jak na durnia do pot臋gi. – Czego si臋 gapisz?
- Brzmia艂e艣 jak jaka艣 karetka…
- No to tak – Zacz臋艂a Hanare. – Shizu i Saso
podczas tych wakacji byli sobie BARDZO bliscy. If you know what I mean. –
U艣miechn臋艂a si臋 figlarnie.
- We know. – Odpowiedzieli w tym samym czasie.
– Ale… M贸wi艂a艣, 偶e twoja kumpelka jest niewidoma, a wtedy…
- Wtedy jeszcze widzia艂a.
- Przepraszam, 偶e tyle to trwa艂o. – Wtr膮ci艂 si臋
w rozmow臋 w艂a艣ciciel restauracji. – Tu jest nagranie z monitoringu – Pokaza艂
tablet zebranym. – Pani przyjaci贸艂ka wychodzi z budynku z tym m臋偶czyzn膮.
- U, u, u! To Sasori! – Rozpozna艂 Hidan.
- A to Shizu! – Wskaza艂a Hanare.
- Nie藕le, powinni艣my by膰 par膮 detektyw贸w. –
Za艣mia艂a si臋 z tego pomys艂u. Kakashi b臋d膮c troch臋 zazdrosnym przyci膮gn膮艂 do
siebie 偶on臋 i spiorunowa艂 Hidana wzrokiem. Szepn膮艂 po kryjomu do Deia. –
M贸g艂bym j膮 mie膰.
- Ale nie mo偶esz.
- Je偶eli nadal podejrzewa pani porwanie, mo偶emy
zawiadomi膰 policje. – Doda艂 w艂a艣ciciel restauracji.
- Nie, to ju偶 nie b臋dzie konieczne.
Po
wyja艣nieniu sprawy, Hidan doszed艂 do wniosku, 偶e mogli powiadomi膰 policj臋 –
by艂oby 艣miesznie, a Sasori by si臋 chyba obsra艂 ze strachu. Hanare za to wyobrazi艂a
sobie Shizu z min膮 jak z mema are you
fucking kiddng me? Ustalili, 偶e do
kelnero-skrzypka z艂api膮 kiedy indziej, a teraz wybior膮 si臋 z 贸w znajomymi na
wsp贸lnie na piwo. Bez typka, kt贸ry okaza艂 si臋 by膰 znajomym z pracy Kakashiego.
W sumie, to on sam sobie poszed艂 i trudno mu si臋 dziwi膰, wszak偶e jego randka
posz艂a si臋 jeba膰 z innym. Deidara i Kakashi mieli ze sob膮 co艣 wsp贸lnego. Nie
lubili Uchihy. Co prawda r贸偶nych, ale nazwisko to samo.
- Co u Rin? – Zapyta艂, kiedy艣 byli ze sob膮
dosy膰 z偶yci. – S艂ysza艂em od jej mamy, 偶e Obito i ona w ko艅cu planuj膮 艣lub.
- Kiedy艣 w ko艅cu musieli. Taki efekt uboczny
ci膮偶y.
- Ci膮偶y? Rin jest w ci膮偶y? – Deidara ugryz艂 si臋
w j臋zyk, ale 艣wiadomie, wi臋c nie bola艂o. Przytakn膮艂 staraj膮c si臋 patrze膰 przed
siebie. – Fajnie. Pogratuluj jej ode mnie.
- Wtedy sam b臋d臋 musia艂 to zrobi膰, wi臋c sorry,
ale nie.
- Nie cieszysz si臋, 偶e b臋d膮 mieli dziecko?
- Nie jestem osob膮, dla kt贸rej to jest
szcz臋艣liwa wie艣膰 tylko tragiczna
- O czym gadacie? – Zagada艂a Hanare, na powr贸t
艂膮cz膮c si臋 dialogami.
- O dzieciach.
- M贸wisz o swoich bli藕niakach? – Dopyta艂 Hidan.
Deidara zacz膮艂 zabija膰 go wzrokiem.
- 呕e co?! Dei TY masz DZIECI?! W dodatku
DWOJE?! – Wrzasn臋艂a zaskoczona Hanare.
- Hidan… CZY TY NIE WIESZ KIEDY SI臉 ZAMKN膭膯?!